niedziela, 9 lutego 2014

Niedziela będzie dla nas

   Niedziela to taki wyjątkowy dzień, niektórzy ją kochają, inni nienawidzą. Ja nigdy nie lubiłam niedzieli, kojarzyła mi się z totalnym lenistwem i brakiem planu, a to szczególnie niebezpieczne, bo im mniej mam do zrobienia, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że zrobię cokolwiek. Po narodzinach córki wszystko się zmieniło. Czekam na niedzielę, jak na zbawienie. To taki dzień, kiedy będzie czas na kawę ze spienionym mlekiem, jajecznicę ze szczypiorkiem, szarlotkę, prysznic, piling, lakier na paznokciach, "Drugie śniadanie mistrzów" na tvn player, a czasem na napisanie sensownego posta na blogu (choć ostatnio doskwiera mi totalny brak weny ). Wszystko dzięki temu, że mam przy sobie męża, babcie, dziadka, ciocię K. W takich chwilach uświadamiam sobie, o ile prostsze byłoby macierzyństwo, gdybym mieszkała blisko rodziców. Nawet jedna godzina w samotności pozwala odetchnąć, zregenerować się i z uśmiechem wrócić do dziecka.
    Dziś udało mi się upiec dwa bochenki chleba, wyprać dywan, odbyć pierwszą 15 min. lekcje fotografii i co najważniejsze pojechać z mężem na basen. Ach, cóż to była za uczta dla ciała. Celebrowaliśmy piękne, zimowe słońce leżąc w jacuzzi, a później dogrzewaliśmy się w saunie. W domu czekał na nas gorący obiad przygotowany przez mamę, na deser zjedliśmy domowe lody truskawkowe... hmm.. czego chcieć więcej.
Bez wątpienia dzisiejsza niedziela wpłynęła bardzo pozytywnie na całą naszą rodzinę:) Życzę sobie jak najwięcej takich relaksujących dni:)
Ps. dziękujemy dziadkom za wizytę:*








2 komentarze: