czwartek, 30 października 2014

teleinfomania

Postanowiłam coś zmienić w swoim życiu. Uporządkować, ułożyć, podejść świadomie do roli matki i żony. Spojrzałam na siebie z boku, nabrałam dystansu i wysnułam kilka ciekawych wniosków. Większość mnie zaniepokoiła, kilka ucieszyło, a dwa sprawiły, że byłam z siebie dumna. Dziś nie będzie jednak o tym co robię najlepiej, tylko o tym nad czym aktualnie pracuję.
Mój analityczny umysł nie pozwala mi żyć bezmyślnie, zawsze znajdę jakiś powód by coś ulepszyć czy poprawić. Często, przez to "leje się krew", czasem godzinami coś komuś tłumaczę, a niekiedy po prostu to zmieniam.
Moje macierzyństwo, od początku ciąży nie było usłane różami. Złe samopoczucie, nudności, trudny poród, przedłużony pobyt w szpitalu i nieśpiące dziecko z nadprogramową ilością energii:). Przetrwałam i nie zamierzam się gloryfikować, podejrzewam że nie jestem jedyną matką o podobnych przejściach. Staram się nie wspominać trudnych momentów, choć przyznam, że tych radosnych było bardzo niewiele.Teraz kiedy moja córka skończyła półtora roku i staje się fajnym dzieckiem, siadam przed ekranem monitora i przeglądam jej zdjęcia. Zaczyna do mnie docierać co się przez ten czas wydarzyło, co poszło nie tak i dlaczego. Dostrzegam swoje błędy, wyraźnie widzę co zrobiłabym inaczej, nie chce iść tą drogą:).
Oglądałam program "mama kontra mama", beznadziejny format, ale daje mi do myślenia. Każda matka przeświadczona jest o tym, że jest najlepszą mamą na świecie (nie wykluczam!!, że dla własnego dziecka taką właśnie jest), później w trakcie programu okazywało się jak fundamentalne błędy popełniały poszczególne mamy i jak bardzo różniły się od siebie. Bycie matką jest bardzo subiektywne. Nie ma jednoznacznych wzorców, nie ma jednomyślnych poradników, więc my MAMY postępujemy zgodnie z własnym sumieniem i intuicją. Ważne jest też jaki charakter ma nasze dziecko, bo wydaję mi się, że to w znacznym stopniu dyskryminuje nasze postępowanie.
Myślę tak, bo mam wyjątkowe dziecko;) i żeby nasz dzień wyglądał w miarę normalni to muszę być skupiona i zaangażowana.
Ciągłe frustrację i permanentne zmęczenie dawało mi już w kość. Wstawałam rano zła, a później było tylko gorzej. Zaczęłam obserwować co może być przyczyną chronicznego niezadowolenia i co mogę z tym zrobić. Olśniło mnie, niedługo potem:)
Telewizja już dawno przestała mnie kręcić.  Okazało się, jednak że telefon to winowajca moich dziwnych zachowań. Nie umiałam skupić się na codzienności, nie potrafiłam się nią cieszyć i czerpać z niej. Wymagałam od siebie za dużo, chciałam być na bieżąco, czułam presje czasu...stałam się więźniem facebooka, bloggera i "pudelka". W ciągu dnia poza obowiązkami domowymi chciałam zrobić zdjęcia, przygotować je do publikacji, napisać posta, opublikować i poinformować o tym na fb. Okazało się, że robię to kosztem swojego dobrego samopoczucia, wciąż byłam niewyrobiona, dlatego postanowiłam przejść na odwyk, wyluzować się i dać sobie czas, który był przyjemniejszy niż sądziłam. Bo życie toczy się tu i teraz i choć mój avatar istnieje, to ma chwilowy urlop;)I on świetnie mi robi...

Zastanówcie się czy nie jesteście zbyt przywiązani do telefonów, laptopów czy telewizji?

Ps. Kiedy widzę w restauracji dwoje ludzi młodych ludzi, którzy siedzą przy jednym stoliku, naprzeciwko siebie i...nie patrzą sobie w oczy, tylko w ekrany telefonów, to jest mi przykro...



środa, 22 października 2014

18.

Ważna data, a przeszła bez echa.
Nikt nie zauważył. Nikt nie pamiętał.
Każdy we własnym świecie, nie poświęcił ani chwili by pomyśleć co to był za dzień?
Pewne jest, że był on pełen emocji i nerwów. Złe samopoczucie i pesymizm jak grypa rozprzestrzeniał się w naszym domu w zawrotnym tempie. Pozarażani i smutni spędziliśmy czas na krzykach i kłótniach. Już sama straciłam rachubę kto przyniósł ten "wirus"...

Półtora roku jesteśmy we trójkę. Dla Laury to był czas pełen sprzeczności, sielanka z rzadka, często histeria i płacz.  Jednego dnia budzi się z uśmiechem na ustach, kilka następnych z krzykiem. Czasem wydaję mi się, że kryzys macierzyński mamy już za sobą, po czym przychodzi noc pełna wrażeń, a po niej dzień pełen buntu. Mimo to wciąż zdobywamy nowe sprawności:


1. Ulubionym słowem mojej córki, powtarzanym w kółko jest..... "NIE". Pojawia się w ciągu dnia milion razy. O to przykład naszej porannej pogawędki:

Ja:Dobrze Ci się spało?
Laura: Nie!
Ja: Zjesz śniadanie?
L: Nie!
Ja: Masz ochotę na kanapkę?
L: Nie!
Ja: Chodź umyjemy rączki!
L: Nie!
itd.
:)
Nie wiem skąd w takim małym dziecku taka potrzeba ciągłego sprzeciwu?


2. Uczymy się nazywania emocji. Śmiech, radość, zadowolenie, ból, strach, płacz, oczywiście do tych ostatnich zapałała szczególną sympatią i przy każdej okazji udaję, że płaczę, oczekując mojej reakcji:)


3. Uwielbia się wspinać. Krzesła, pufy, fotele nie są dla niej żadną przeszkodą.


4. Wspólne przygotowywanie posiłków stało się już naszą tradycją. Codziennie przygotowujemy sok ze świeżych owoców i warzyw. Ja je myje i obieram, a Laura wrzuca do sokowirówki. Pieczemy wspólnie ciasteczka. Staram się robić takie, które pozwalają na uczestniczenie dziecka w procesie produkcji. Robiłyśmy już maślane i owsiane. Zadaniem Laury jest robienie z ciasta małych kuleczek i układanie ich na blasze. Najlepiej by ciasteczka piekły się dość szybko, bo zdarza się, że czeka przy piekarniku z rękawicą i obserwuje jak się pieką.



Bardzo prosty przepis na ciasteczka owsiane:
-szklanka płatków owsianych,
- dwa banany,
- ulubione bakalie.
Składniki mieszamy i wkładamy do lodówki na 30 min., po tym czasie formujemy kulki i rozgniatamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Wkładamy do piekarnika nagrzanego na 180 st na 15 min. Smacznego!

5. Naszym codziennym rytuałem stało się czytanie przed snem. Kilka linijek, jeden wiersz, a później oglądanie i przewracanie kartek na czas:)Zaczynamy tworzyć dziecięcą biblioteczkę.


6. Najważniejszą częścią garderoby jest czapka (tylko w domu:):):)).


7. Dora i Diego ulubieńcy mojej córki:

 
8. Spotkania towarzyskie...


Razem z Mają spędziłyśmy pierwsze dni życia. Teraz spotykamy się od czasu do czasu "na kawie".

Pozdrawiamy!!

wtorek, 14 października 2014

Orkiszowo-jaglany chleb z domowej piekarenki

Może jeszcze nieidealny, ale z całą pewnością najlepszy ze wszystkich, które do tej pory upiekłam. Jest bardzo łatwy w przygotowaniu, polecam go wszystkim, którzy rozpoczynają przygodę z pieczeniem chleba. Jest niewymagający, nie potrzebuje zakwasu, nie musi długo wyrastać, wątpię, że mógłby się nie udać. Spróbujcie!!Zachęcam!!



Do wykonania tego pysznego chleba potrzebujemy:
- 300g. mąki orkiszowej (użyłam jasnej typ 1050),
- 200 g. mąki jaglanej,
- 25g. drożdży,
- 3 łyżki siemienia lnianego,
- 3 łyżki nasion chia,
- 1 łyżka płatków jaglanych,
- 1 łyżka sezamu(opcjonalnie),
- 1,5 łyżeczki soli,
- 2 łyżeczki cukru brązowego/ 2 łyżki miodu,
- 2,5 szklanki ciepłej wody.



Wszystkie składniki mieszamy w misce, pozostawiamy na ok. godzinę, lub do podwojenia objętości. Przekładamy do formy, spryskujemy wodą lub olejem. Wkładamy do nagrzanego piekarnika (210st.) na 55 min. W trakcie pieczenia przykrywam chleb papierem do pieczenia (jeśli zbyt  mocno się rumieni)
Po upieczeniu wyciągamy z formy i studzimy.
Później spożywamy z masłem, białym serem lub dżemem malinowym.

środa, 8 października 2014

Jak powiedzieć dziecku, że zjada świnkę?

Nie jestem psychologiem dziecięcym, a szkoda. Może wtedy wiedziałabym jak rozmawiać z córką o "tych sprawach".
Niby nic, robiłyśmy codzienne zakupy. Tradycyjnie poszłyśmy do Biedry, później do osiedlowego warzywniaka i do masarni. Na obiad miała być wołowina, więc stoimy w kolejce, a Laura patrzy spokojnie w jeden punkt, a to niestandardowa sytuacja. Po chwili już wiedziałam co przykuło jej wzrok- figurka, różowej świnki. Leżała na ladzie, uśmiechała się mimo otoczenia w jakim się znalazła. Nie wiem, jaką  miała spełniać funkcję. Nie wiem, co myślał ktoś kto ją tam kładł, bo ja w pierwszym momencie na pewno nie myślam, zareagowałam spontanicznie i zaczęłam córce tłumaczyć:
" To jest świnka. Świnka robi chrum, chrum. Peppa jest świnką. Jest różowa....i czasem ją jemy na obiad...."
I dopiero kiedy usłyszałam własne słowa dotarło do mnie co ja właściwie mówię. Czy to był dobry moment? Czy powinnam? Jeśli tak , to w jako sposób? Czy to jest dobry powód, żeby przejść na wegetarianizm? Czy to nie jest hipokryzja?
Co zrobię wieczorem czytając bajkę? Codziennie oglądamy zwierzęta na farmie, pokazuję, opowiadam o życiu każdego z osobna. Laura kocha kury, podobnie jak kota czy psa. Zna odgłosy większości zwierząt, uczymy ją, że są kochane i potrzebne. Jak mam jej powiedzieć, że ludzie hodują zwierzęta, żeby je potem zjeść?
Laura jest jeszcze mała, nie zrozumie, ale mnie już teraz to pochłania, bo może zapamięta.
Nie jestem wielką fanką mięsa, lubię zjeść tradycyjną pierś z kurczaka czy wołowe hamburgery. Reszta mogła by dla mnie nie istnieć. Przygotowuję mięso trzy razy w tygodniu, czasem jemy wędlinę na kolację, ale wydaję mi się, że mieścimy się w nielicznej grupie ludzi ograniczającej mięso. Nasze, polskie tradycje kulinarne nie dają wyboru.  Mielone, bigos,kiełbasa itd.  Większość mięsożerców nie zastanawia się nawet przez chwilę czy to jest dla nich dobre, dla  zdrowia i samopoczucia. Wiem, wiem, jakim agrumentewm posługują się mięsożercy. "Ludzie od zarania dziejów jedli mięso". To prawda, ale wątpię, że neandertalczyk miał wątpliwą przyjemność zjadania mięsa nafaszerowanego antybiotykami, konserwantami, cukrem itd.
Nie jestem radykalna. Uważam, że we wszystkim należy zachować umiar. Nie rozumiem jednak dlaczego inni wolą kupić szynkę za 10 zł. wiedząc że nie ma w niej mięsa. A może nie wiedzą, żyją w nieświadomości. Tak czy inaczej to oni psują rynek, to oni chcą kupować tanie produkty, zamiast ograniczać ich ilość na rzecz jakości. Chciałabym w końcu iść do sklepu i nie musieć czytać składów chemicznych kiełbasy, bo i tak ich nie rozumiem.
Nie podjęłam decyzji o wykreśleniu mięsa z diety, bo to wymaga czasu i wiedzy. Nie mogłabym narażać bliskich na niebezpieczeństwo niedoborów. Dieta wegetarianina musi być zbilansowana i przemyślana, żeby była zdrowa. Na razie zostanę przy moim racjonalizmie i będę kupować mięso w sprawdzonych i dobrych sklepach. Podjęłam ostatnio również próbę zastąpienia uwielbianych przez Laurę parówek na sojowe, ale ta zamiana nie okazała się smaczna, ani dla niej ani dla mnie:) Może to jest czas żebym zrobiła domowe parówki, bo ich sekret tkwi chyba w kształcie, innego powodu dla, którego dzieci je tak uwielbiają nie znajduję.



Jedzmy zdrowo!
I nie bójmy się rozmawiać, pogłębiać wiedzę i domagać się zdrowych produktów!
Dbajmy o siebie!


piątek, 3 października 2014

Koktajl malinowy ze szpinakiem i bananem

To prawdopodobnie ostatnie świeże maliny w tym roku. 
Postanowiłam pożegnać lato czymś wyjątkowym, zdrowym i malinowym.

koktajl malinowy ze szpinakiem i bananem, smothie malinowe ze szpinakiem

Do zrobienia koktajlu użyłam:
- banana,
- malin,
- szpinaku,
- jogurtu koziego/ greckiego.


koktajl malinowy ze szpinakiem i bananem, smothie malinowe ze szpinakiem


Smakował pysznie, mimo nieapetycznego koloru:)
Wypiłyśmy go z córką na drugie śniadanie:)


środa, 1 października 2014

Żytni chleb z nasionami chia

chleb żytni z nasionami chia, chleb na drożdżach, łatwy chleb do zrobienia w domu

To już kolejny przepis na chleb. Jego przygotowanie nie wymaga ani kolosalnych umiejętności, ani czasu. Wystarczy połączyć wszystkie składniki, wyrobić ciasto ręką i uformować kulę, z której później powstanie okrągły bochenek. To był mój pierwszy chleb, który musiałam wyrobić dłonią, wcześniej unikałam takich przepisów. Myślałam, że to trudne i wymaga wprawy. Okazało się, że nie miałam z tym żadnego problemu, więc każdy może to zrobić jeśli tylko zechce.


Do zrobienia chleba potrzebujemy:
* 500 g mąki żytniej typ 750,
* 350 ml ciepłej wody,
* 30 g drożdży,
* 2 łyżeczki soli,
* 3 łyżki siemienia lnianego,
* 2 łyżki słonecznika,
* 4 łyżki nasion chia.


 Chleb po uformowaniu musi podwoić objętość( trwało to ok. 1 godz.). Bochenek obsypałam mąką i włożyłam do piekarnika nagrzanego do 200st. na 30 min.

chleb żytni z nasionami chia, chleb na drożdżach, łatwy chleb do zrobienia w domu

Chleb nie ma specyficznego zapachu i smaku ( w przeciwieństwie do  mojego autorskiego chleba ). Smakował mojej córce i mężowi. Jak dla mnie jest za gęsty i nieco ciężki. Poszukiwania idealnego chleba trwają...

Smacznego!!!