piątek, 31 stycznia 2014

KINOMANIACY

    To wyjście do kina planowane było od dawna (czyt. kilka dni).
"Wilk z Wall Street"- to ten film stał się przyczynkiem do jakże spektakularnego wyjścia z domu;).
Bardzo chciałam go obejrzeć, przede wszystkim ze względu na Leo, który swoim talentem aktorskim niesamowicie uwiarygadnia każdą historię. Tę znałam raczej powierzchownie, a na przeczytanie recenzji najzwyczajniej w świecie nie znalazłam czasu. Po za tym bałam się, że ktoś napisał zbyt wiele szczegółów i popsuje mi zabawę, zwłaszcza, że tak niewiele oglądam filmów, które potrafią mnie zaskoczyć. Udało nam się na ten wieczór zapewnić córce babciną opiekę i postanowiliśmy na nowo poczuć ten luzzz.
   Zaczęło się od tego, że w ogóle nie byłam świadoma, że wczoraj był czwartek- ten czwartek. Po powrocie męża z pracy, bez ceregieli zaczęłam przygotowywać obiad, przed skonsumowaniem zrobiliśmy kilka fotek na bloga, później nakarmiliśmy dziecko i jak gdyby nigdy nic zaczęliśmy sprzątać i oglądać tv. Po chwili jakby olśnienie... okazało się, że zostało nam niecałe 30 min. To co zaczęło dziać się w naszym domu od tej chwili mogłoby przypominać armagedon, albo przynajmniej ogłoszenie końca świata za 10min. Mleko, czapki, kosmetyczka, błyszczyk, perfumy, piekarnik, buty, kluczyki, pieniądze.....
Do kina weszliśmy spóźnieni, pierwszy raz byłam wdzięczna za reklamy:)
   A film? Długa historia, dobrze mi znana (kilka lat doświadczeń zawodowych;)) i jakże mało zaskakująca.Oglądało się go bardzo przyjemnie, pozwolił oderwać się od macierzyńskiej  rzeczywistości, a nawet uświadomił tzn. przypomniał, że świat nie kręci się jedynie wokół kaszki, kupy i drzemek. Ostrzeżenie przed nadmierna chciwością nie zrobiło na mnie wrażenia, bo zupełnie nie mam charakteru głównego bohatera. Według niego skończę w Mc Donaldzie;), choć ja nie miałabym sumienia sprzedawać buł z mięsem niewiadomego pochodzenia. Mój mąż twierdzi że nie ma takiej rzeczy, którą chciałabym sprzedawać, mimo talentu, który podobno posiadam;).
   Cieszę się, że udało nam się wyjść z domu, ale coś za coś. Nasza córka podobno przed naszym przyjazdem była już senna i babcia dałaby sobie rękę uciąć, że będzie spała w domu jak aniołek. Niestety 4 minutowa podróż samochodem i przycięcie bardzo krótkiego komara pozwoliło zregenerować jej siły;)Hasała do północy(czyli 3 godziny po powrocie) i po długiej walce i zaangażowaniu dwójki rodziców postanowiła w końcu zasnąć.
Dla młodej matki każde wyjście z domu  jest obarczone ryzykiem;). Tym razem bilans zysków i strat jest...hmm:

To zobaczyłam w kuchni rano...

porażające;)

Czy wybiorzemy się jeszcze do kina w tym roku?
Pewnie, od razu po tym jak zatrudnimy pomoc domową;)
A chciałam jeszcze zobaczyć "Pod mocnym aniołem".


wtorek, 28 stycznia 2014

Olejowanie

    Zima to czas kiedy  poświęcam więcej czasu na pielęgnację. Moje ciało wymaga intensywnego nawilżenia,  skóra staje się przesuszona i napięta. Od jakiegoś czasu unikam kosmetyków, które zawierają wszelkiego rodzaju  konserwanty. Te naturalne są trudno dostępne albo za drogie, dlatego wybieram naturalne oleje. O dwóch pisałam już wcześniej na blogu( olej lniany i kokosowy). Tym razem będzie o Oleju z Kiełków Pszenicy, który podobnie jak te pozostałe zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe. Są one niezbędne do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu. W skład oleju wchodzi m.in. : kwas linolenowy, palmitynowy, oleinowy i linolenowy. Zawiera on także szereg witamin, w tym witaminę E, która wykorzystywana jest do produkcji kosmetyków naturalnych. Nazywana jest witaminą płodności i młodości. Ma silne działanie oksydacyjne. Zewnętrzna aplikacja naturalnej witaminy E  zmniejsza  napięcie skóry, spłyca zmarszczki, zwiększa nawodnienie warstwy rogowej i możliwości wiązania wody, hamuje działanie enzymu kolagenazy, który niszczy kolagen, a tym samym hamuje procesy starzenia skóry. Ponadto wyłapuje wolne rodniki i wykazuje działanie podobne do emolientów, tj. wzmacnia barierę lipidową skóry.
    Ja stosuje olej przede wszystkim na włosy. Wieczorem nakładam niewielką ilość oleju na końcówki włosów, niekiedy wcieram go w skórę głowy. Włosy myję dopiero następnego dnia rano, tak by dać im czas na wchłonięcie tych wszystkich dobroci. Często dokładam kropelkę oleju do kremu na noc, a bezpośrednio nakładam go na szyję, na koniec na dłonie, które zimą są w opłakanym stanie. Nie radzę używać oleju bezpośrednio na skórę twarzy, bo zapycha. Najlepiej byłoby wzbogacić kurację codziennym spożywaniem oleju np. lnianego, wtedy efekty będą zdecydowanie lepsze.

niedziela, 26 stycznia 2014

OBIE NA HUŚTAWCE (emocjonalnej)

Odkąd pamiętam pisałam pamiętniki..
Z tego co pamiętam zawsze pisałam nieco filozoficznie i depresyjnie. Gdybym teraz znalazła te zapiski pewnie złapałabym się za głowę..Skąd we mnie było tyle smutku i żalu. Przecież (na pierwszy rzut oka) byłam "normalną" nastolatką.
Najczęściej poruszanym tematem były oczywiście platoniczne miłości, wszelkie trudne kontakty międzyludzkie, zazdrosne koleżanki i przyjaźnie, które jak się później okazało nie przetrwały próby czasu.
Zawsze miałam silną potrzebę pobycia sama ze sobą, przemyślenia bieżących spraw, analizowania zaistniałych sytuacji.
Podczas robienia tzw. kariery zaprzestałam pisania. Nabrałam pewności siebie, polubiłam siebie i zaczęłam wierzyć, że życie daje mi wiele możliwości, które muszę wykorzystać.
Kiedy byłam w ciąży mój dyskomfort fizyczny odbijał się na psychice. Leżałam na kanapie i mimowolnie wróciłam do melancholijnego sposobu myślenia, a to oznaczało tylko jedno-powrót do pisania.
Dużo czasu poświęcałam na przeglądanie stron internetowych, blogów i pudelka;), zastanawiałam się nad stworzeniem własnego internetowego pamiętnika. Miałam mnóstwo wątpliwości...na ile można się otworzyć, jak być autentycznym i co pokazać by nie zaszkodzić rodzinie?
Co mi da założenie takiego bloga i co może dać tym co będą go czytać?
Czy pokazać swoje zdjęcia, a tym bardziej czy pokazać córkę, która jest odrębnym bytem a nie moją własnością, którą mogę swobodnie dysponować.
Czy pisać o sobie, o szeroko pojętym "życiu", czy o niemowlęcych kupach?
Czy to co teraz rozkosznie i frywolnie napisze może być w przyszłości wykorzystane przeciwko nam?
Naprawdę wszystko długo analizowałam, bo mam świadomość, że wszystko co zostanie napisane, kliknięte, umieszczone nigdy nie zniknie, nawet po skasowaniu.
NIE WIEM CO BĘDZIE..MYŚLĘ O TYM..BOJĘ SIĘ..
Ten strach mnie jednak nie ogranicza, internet przecież stał się naszym światem, jest naturalny i codzienny, a jeśli ktoś będzie chciał zrobić Ci przykrość, wyśmiać to i bez internetu to zrobi. Z nim będzie mu po prostu łatwiej.
Ludzie piszą o wszystkim, nie mają nic do ukrycia i te zdjęcia...(od razu przychodzi mi na myśl "Sala samobójców").
Aż trudno sobie wyobrazić jak wielki, głęboki, przepastny jest internet, w którym jest cały świat i nasz osobisty świat. Zapisujemy się na "kartach" wirtualnego świata, materializujemy swoje istnienie, ale możemy tez kliknąć "delete" i zniknąć(mam nadzieje;)). Mamy wybór..
Czasem wydaje mi się, że ten internet to jakaś podejrzana  sprawa, taki swoisty matrix, a my jesteśmy tylko pionkami w tej grze, a co najgorsze wydaje nam się, że to my korzystamy z jego dobrodziejstw, a tak naprawdę to może się okazać, że to on wykorzystuje nas. Jesteśmy produktem w wirtualnym świecie. Każdy nasz ruch jest śledzony i może być wykorzystany. ON zna nasze potrzeby, upodobania lepiej niż własny mąż. Wie jak wyglądamy, ile mamy pieniędzy i na co je wydajemy.
Z drugiej zaś strony nie możemy buntować się przeciwko cywilizacji i rozwojowi. Jaki sens ma bunt jednego człowieka. To tak jakbym teraz przestała oglądać tv-tylko kogo to obchodzi?
A co do tv...czy gdybym dostała intratną ofertę, propozycję by moja córka zagrała w reklamie np. pieluch lub mleka czy nie zgodziłabym się bo to upublicznianie wizerunku - nie sądzę;)









Jak na dworze jest -10stopni to huśtamy się w domu, czasem zasypiamy (na 7 min.)

sobota, 25 stycznia 2014

Piątkowy obiad w 20 min

Łosoś na szpinaku z pieczonymi pomidorkami

do tego kasza jaglana i tarta marchewka:)
Smacznego!!

piątek, 24 stycznia 2014

Kaszka z mleczkiem..

...czyli coś banalnego, prostego, łatwego, niczym "bułka z masłem" i "małe piwo"(dziś nie o tym:):))a jednak...
    Kiedy Laura skończyła 6 m-cy chciałam podać jej pierwsza kaszkę(gluten), ale po pierwszej wizycie w sklepie wiedziałam, że to nie będzie takie proste jak mi się wydawało.  Oferta produktów dla niemowląt jest powalająca, a ja mimo to wciąż wychodziłam z pustym koszykiem. Nie wiem, może przybiła mnie ilość pięknych, kolorowych torebek, kartonów i słoiczków, może miałam za mało czasu (płaczące dziecko w wózku skutecznie mnie ograniczało)żeby przyjrzeć się wszystkim nawet tym najniższych półkom.
Chciałam przede wszystkim znaleźć zdrową kaszkę bez mleka modyfikowanego i cukru(moja Pulpetka jest już wystarczająco "słodka").
    Po intensywnym poszukiwaniu znalazłam w końcu "czysty" kleik ryżowy i kukurydziany, ale one są przecież bezglutenowe. Udałam się w końcu do sklepu z ekologiczną żywnością i bez oporów kupiłam kaszki: jaglaną, kukurydzianą orkiszową i mannę.
    Od tej pory w naszym codziennym menu  jest kaszka gotowana na wodzie z różnymi dodatkami (daktyle, suszone śliwki, morele i rodzynki). Czasem dokładamy świeże owoce jak banany, gruszki, a niekiedy pieczone jabłko. Często dolewam kilka kropel oleju lnianego lub oleju z pestek dyni albo po prostu troszkę masła. Niestety są dni, kiedy córka odmawia zdrowego jedzenia i wtedy dodaje szczyptę brązowego cukru;)
Kaszę jaglaną jemy wszyscy, czasem miksuje ją blenderem, aby uzyskać jaglany pudding

wykorzystała okazję i porwała jedną rodzynkę..

dzisiejsze drugie śniadanie mistrzów..

"pychaaa"

"zjem do ostatniego okruszka"

"będzie dokładka? "
    Miesiąc temu, kiedy miałam macierzyński kryzys, postanowiłam przestać kierować się zasadami eko mamy i podałam gotową, słodką kaszkę w nadziei, że będzie na tyle sycąca, że w końcu uśpi mi córkę. Niestety na nasze Pulpeciątko mało co działa, a efekty uboczne były dla mnie i dla niej porażające(tzn. zielone, ogromne i śmierdzące). Porzuciłyśmy ten nikczemny plan bez sentymentów i wspólnie poszukujemy nowych kaszkowych, zdrowych i ekologicznych smaków.

środa, 22 stycznia 2014

Chleb dla dziadka z domowej piekarenki

    Dziadek J. bardzo zwraca uwagę na to co je, tzn. babia E. dba o jego dietę;) Unika wszystkiego co niezdrowe, a przede wszystkim białej mąki. Dlatego przygotowałyśmy dla dziadka chleb orkiszowo - żytni z siemieniem lnianym. Ciasta wyszło bardzo dużo więc rozdzieliłam na dwa bochenki, ale gdybym miała większą formę to wyszedłby piękny i okazały. Zrobię tak następnym razem.



Dobrze, że zrobiłam dwa małe, bo mieliśmy pyszną kolację, a głupio byłoby dać w prezencie pół chleba hihihi

Zaopatrzyłam się w mąkę w młynie, bo chodzenie do sklepu z wózkiem trochę mnie zmęczyło;);)


Chleb orkiszowo-żytni z siemieniem lnianym:
1.Zaczyn:
  • łyżka zakwasu,
  • szklanka mąki orkiszowej,
  • szklanka wody.
Wymieszać, odstawić na noc

2.Siemię lniane namoczyć: 100g siemienia w 180 ml wody. Wymieszać, odstawić na noc
3.Wymieszać zaczyn z siemieniem i dodać:
  • szklankę mąki żytniej;
  • 4 szklanki orkiszowej;
  • 4 szklanki wody;
  • 15 g drożdży;
  • 2 łyżeczki soli.
Przełożyć do formy wysmarowanej olejem i nasionami(wg uznania) i poczekać aż wypełni formę( ja czekam od 1godz. do 10godz ;) zależy jak córka pozwali), następnie wkładamy do pieca na:
210stopni - 10 min
180stopni- 45-50 min
 Polecam użyć formy (przynajmniej) 35cm.

Smacznego!!

wtorek, 21 stycznia 2014

DZIEŃ BABCI

    Piękne święto.
Babcia to bardzo ważna osoba w życiu każdego dziecka. Moje dzieciństwo było beztroskie i piękne przede wszystkim dzięki babci Frani.  Była powierniczką moich sekretów, stała za mną murem-bez względu na okoliczności, nauczyła mnie czytać i pisać( to bardzo praktyczna umiejętności-cały czas ją wykorzystuję:)). Myślę, że to ona mnie ukształtowała, podobno najważniejsze są pierwsze trzy lata życia, a my spędziłyśmy razem siedem. Pamiętam to dobrze kiedy odeszła..kupiłyśmy wszystkie książki i zeszyty...za kilka m-cy miałam rozpocząć swoją "przygodę" ze szkołą. Dziś ją wspominam..smutno mi..minęło już tyle lat..może patrzy na mnie i moją córkę z jakieś białej chmurki i pewnie życzy mi dużo siły, wytrwałości i cierpliwości;)
   Laura ma dwie babcie i prababcie. Nie jest z nimi na co dzień, bardzo żałujemy. Teraz są inne czasy, babcie często są aktywne zawodowo, albo mieszkają daleko, tak jak w naszym przypadku. Macierzyństwo bez babci jest trudne i wyczerpujące. Co ja bym dała za jeden wieczór w tygodniu...;)

CIESZYMY SIĘ, ŻE JESTEŚCIE!!
KOCHAMY WAS!!
BUZIAKI


niedziela, 19 stycznia 2014

Pij sok z jarmużem!!

    Uwielbiamy pić soki całą rodziną. Czasem mamy ochotę na coś innego, niż marchewka z jabłkiem. Tym razem próbowaliśmy dołożyć "cudowny" jarmuż.  Sok z jarmużu zawiera witaminę C, A, K, minerały wapń, żelazo, potas, ma działanie antynowotworowe i obniża poziom cukru. Warto go pić.
Sok dla dwóch osób:
  • kilka liści jarmużu;
  • grejpfrut;
  • trzy pomarańcze;
  • trzy marchewki.




   

piątek, 17 stycznia 2014

O MARZENIACH kilka słów..

O czym marzy młoda matka?
O tym, żeby kłaść się spać o 22.00 i wstawać o 9.00.
O tym, żeby podłoga była zawsze czysta, kwiaty podlane, pościel wykrochmalona i firany pachnące.
O tym, żeby obiad był pyszny, gorący i najlepiej żeby przygotował go sam Pascal.
O tym, żeby dziecko było genialne i "wychowało się" na dobrego człowieka.
O tym, żeby przeczytać dobrą książkę i iść do kina na Grawitację i Wilka z Wall Street.
O tym, żeby kupić sobie płaszcz z Arytona i czerwoną szminkę Diora.
O tym, żeby pachnieć jak Marilyn Monroe i spać nago tak jak ona(dlaczego jej nie było zimno, a ja muszę nakładać skarpety;);))
O tym, żeby mieć energię Chodakowskiej i pieniądze Lewandowskiego;)
A i o tym, żeby w końcu nauczyć się robić zdjęcia moim aparatem;)

    Tak naprawdę to marze o tym, by wyjść do dobrej kawiarni, wziąć do ręki gazetę i nieśpiesznie wypić kawę z bitą śmietaną i cynamonem (a co?!). Siedzieć w wygodnym fotelu przy oknie. Obserwować ludzi, uśmiechać się do nich i zastanawiać się jakie mają życie? gdzie się tak śpieszą? dlaczego lubią pić kawę w kartonowych kubkach?czy są szczęśliwi? czy mają dzieci? czy poświęcają im wystarczającą ilość czasu?
Później podszedłby do mnie "profesjonalny fotograf" i zrobiłby mi zdjęcia. W pięknym świetle z pełnym makijażem i fantazyjnym widokiem w tle. Miałabym zdjęcie na bloga a'la Kasia Tusk.

    Może kiedyś...
A teraz marzymy z córką o wiośnie, ona już jej nawet wypatruje..
    

"Patrzę i patrzę..

widok nie jest ciekawy..

żadnych oznak wiosny..

ma...

ostatni raz rzucę okiem

tak mi brakuje tych wszystkich kwiatów na balkonie;(
no nic...nie ma co patrzeć na puste doniczki..

mamo! trzeba czekać cierpliwie:)chodź się bawić...






czwartek, 16 stycznia 2014

9 miesięcy z życia mojego dziecka

     Przyglądam się Jej z ukrycia, obserwuję Jej ruchy i zachowania. Jestem zdziwiona, dumna i nie wiem kiedy stała się taka rozumna. Co raz częściej mam wrażenie, że robi sobie z nas żarty i gra taką malutką i niewinną-mała aktorka. Jest już prawie dorosła;)dziś obchodzi 18stkę!!!!
    W południe kiedy myślałam, że w końcu zasnęła (po godzinach opowiadania i oglądania bajek, suszenia suszarką i bujania wózka itp.....) przewiozłam ją do pokoju i zasunęłam drzwi tak by ją widzieć. Wzdychając z ulgą skierowałam się do łazienki umyć zęby, a wracając ujrzałam córkę z otwartymi oczami- jak gdyby nigdy nic...Poczułam się tak jak oglądając kabaret Łowcy. B, czyli "o co chodzi?dlaczego ktoś ich w ogóle zaprosił?".
Patrzyła na mnie z uśmieszkiem komika, ocierającego się o uśmiech jakieś strasznej laleczki z horroru. No normalnie robi sobie ze mnie jaja....A może to ta nieprzespana noc...
Teraz w końcu zajęła się zabawkami, a konkretnie zwykłym, najprostszym balonem i własnym obuwiem:) Po co komu sklepowe zabawki;)
    Wypadałoby zrobić bilans tych 9 miesięcy, ale to, że nie śpimy wiedzą już wszyscy, a to wybija się mimowolnie na pierwszy plan;)
Laura jeszcze nie chodzi i nie mówi pełnymi zdaniami, po za tym rozwija się prawidłowo. Dysponuje dwoma dolnymi jedynkami, o których istnieniu boleśnie mi przypomina podczas karmienia;)Nie sika jeszcze do nocnika, a na kanapę- np podczas ucieczki przy przebieraniu;)  Jest wszędzie, przemieszcza się na czworaka i zjada wszystkie okruszki, które ominął odkurzacz. Lubi robić hałas. Pobić rodziców też umie. Kiedy śpi z nami zajmuje połowę łóżka, a matka przez sen kurczowo trzyma się prześcieradła( bo o kołdrze mogę tylko pomarzyć). Nasze wszystkie książki są już nadjedzone (tak jakbyśmy mieli myszy w domu:)). No i te kwiaty....dobrze, że stoją na razie po za zasięgiem rąk i ust..
                         KOCHAMY CIĘ CÓRKO, NAJMOCNIEJ NA ŚWIECIE:*


Ps. I jeszcze jedna ciekawostka dotyczącz mojej córki:
9 miesięczne dziecko może nauczyć się"dydać" smoczek. Dziwny to dla mnie widok.



wtorek, 14 stycznia 2014

ŻEBY ŻYĆ TRZEBA JEŚĆ;)

Zrobione dzisiaj zdjęcie (telefonem) zainspirowało mnie do przedstawienia naszego menu wg BLW
To nasze kolejne podejście do brokuła- tym razem smakował...
Pyreczka i fasolka..

Smaczne...

ale kończę ostatnia:)

Czasem płatki owsiane...

czasem słodkie oponki

Ulubiona marchewka

zawsze trafia do buzi;)

podobnie jak pilot od tv;)

poniedziałek, 13 stycznia 2014

ZIMOWE PRZESILENIE

    Żeby mi się tak chciało jak mi się nie chce.
Od kilku dni mam trudności z napisaniem nowego posta, mam kilka tematów, które chciałabym podjąć, kilka chwytliwych tytułów, zaczynam pisać i tracę wątek. Być może z tym będzie podobnie, ale nie tracę wiary ;);)
    Od kilku dni, a dokładnie od powrotu z gór, wprowadzam do naszego życia PLAN DNIA. Wszystkie codzienne czynności wprowadzane są regularnie i o stałych porach. Już wcześniej wiedziałam, że to bardzo ważne dla małego dziecka, że daje mu to poczucie bezpieczeństwa, ale nie myślałam, że tak ułatwia życie młodej matki....
    Nigdy wcześniej nie czytałam poradników, wszystkie, które do tej pory otrzymałam-najczęściej w prezencie-lądowały w toalecie:)Wydawało mi się, że intuicja podpowie mi co będzie dla nas dobre. Do czasu...
    Przez siedem miesięcy życia mojej córki jakoś sobie radziłyśmy, aż przyszedł moment totalnego załamania. Laura nie spała w dzień, a w nocy zasypiała po 22.00 po długiej i męczącej walce. Najczęściej budziła się po trzech godzinach snu i niekoniecznie chciała wrócić do swojego łóżeczka.
W górach moja cierpliwość się skończyła...
    Teraz o pewnych godzinach wkładam ją do wózeczka i gadamy sobie, aż do znudzenia...takim sposobem zyskałam 20-30min rano i wieczorem:) Moja córka jest po tych drzemkach innym dzieckiem: spokojnym, uśmiechniętym i chętnym do samodzielnej zabawy. Wcześniej zmęczenie powodowało, że była rozdrażniona i na niczym nie potrafiła się skupić.
Wprowadziliśmy do jej diety wieczorną kaszkę, która przedłużyła jej nocny sen do 6-7 godz. co dla mnie jest jak głęboki oddech na szczycie osmiotysięcznika.
    Niestety wszystkie te zmiany wymagają czasu i cierpliwości, ale jestem gotowa na poświęcenie:)bo wydaje mi się, że to działanie to jak dobrze oprocentowana lokata, zysk przyniesie po czasie i może obędzie się bez Super Niani:)

piątek, 10 stycznia 2014

MY SŁOWIANKI





jeszcze jedno zdjęcie i wychodzisz sama;)
   Góralskie buty robią furorę..


Wbrew pozorom to nie jest blog modowy :)