sobota, 30 sierpnia 2014

Naleśniki bezglutenowe z mąki gryczanej i mleka ryżowego.


W związku z brakiem wolnego czasu i weny dziś nie będzie filozoficznego wpisu, a jedynie gastronomiczny;)
Już nie raz wspominałam, że Laura jest wielkim fanem i smakoszem naleśników. Ja jako jej jedyna żywicielka doszłam już do perfekcji w smażeniu tradycyjnych naleśników. Miałam jednak wyrzuty sumienia, że podaję jej kolacje (najczęściej jemy je pod wieczór) z użyciem modyfikowanej genetycznie pszenicy i podejrzanego mleka z kartonu;) dlatego zaczęłam kombinować. Kilka nieudanych prób i w końcu sukces;) Robię już całkiem smaczne naleśniki bezglutenowe: jaglane i gryczane. Te ostatnie są bardzo delikatne i w przeciwieństwie do tych z mąki ryżowej nie rozpadają się na patelni.
Tym razem przygotowałam je na mleku ryżowym.

Składniki na 6-7 cienkich naleśników:
  • 400 ml mleka ryżowego;
  • ok. 6-7 łyżek mąki (do uzyskania tradycyjnej naleśnikowej gęstości;));
  • jajko od szczęśliwej kury;
  • pół banana (opcjonalnie);
  • szczypta soli;
  • szczypta cukru lub kropla syropu klonowego;
  • olej ryżowy do smażenia.
 Wykonanie tradycyjne:):):)





Kombinujcie!!
Smacznego!!

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Najlepsze domowe hamburgery jakie jadłam (bez bułki)

Mój kryzys kulinarny dobiega końca-mam taką nadzieję. Przez ostatnie, kilka dni nie miałam ochoty na jedzenie, a tym bardziej na gotowanie. Na samą myśl o zakupach spożywczych miałam gęsią skórkę.
Dziwne uczucie. Nie miałam pomysłu na śniadanie, a co dopiero obiad. W tym czasie zdarzyła mi się przypalona owsianka i nieosolone mięso.

Dziś obiad się udał i przygotowałam go z przyjemnością.
Zaczęło się od wizyty w dobrym sklepie mięsnym gdzie czekał na mnie piękny kawałek wołowego mięsa. Od razu pomyślałam o hamburgerach. Nie chciałam przygotowywać bułek, bo jedliśmy je już na śniadanie, dlatego mięso miało inne, zdrowsze towarzystwo.
Przedstawiam hamburgery z mięsa wołowego z kasza jaglaną i młodą, zieloną fasolka szparagową.


Składniki na kotlety (9szt.):
  •  350g wołowego mięsa mielonego. Najlepiej mielonego w sklepie, na miejscu, na widoku;););
  • jajko od szczęśliwej kury;
  • łyżka bułki tartej;
  • połowę czerwonej cebuli;
  • pęczek natki pietruszki;
  • łyżka musztardy (ja miałam rosyjską, ale można użyć innej);
  • 2 łyżki ketchupu ;
  • łyżka sosu sojowego;
  • szczypta soli i pieprzu.
Siekam natkę i cebulę. Dodaję wszystkie składniki do mięsa i mieszam. Formuję niewielkie mięsne kulki i "rozpłaszczam". Smażę na gorącym tłuszczu (olej rzepakowy) z każdej strony po 3-4 min.
Podaję z dowolnymi warzywami i kaszą jaglaną.
 

Ps. Do mięsa można dodać posiekane oliwki, kapary, ogórki kiszone i wiele innych warzyw.

Smacznego!!!

czwartek, 21 sierpnia 2014

malinowy

Jest godzina 9.15.
Poganiam córkę.
"Laura, Laura chodź ubrać skarpetki!!"
"Laura chodź nałóż kurtkę!!"
Spieszę się, a ona akurat teraz pokazuje lalce jak się gra na pianinie;) O ironio!! Przeważnie nie chce odejść ode mnie dalej niż na jej, jeden, mały krok, a teraz błąka się w odległych zakątkach mieszkania...
Tak zaczyna się mój wolny dzień, czyli dzień u babci.
Moje prawo jazdy skończyło swą ważność jakiś miesiąc temu, do tego mój klucz od auta się rozładował, więc wkładam dziecię do wózka i w drogę. Piechotą jakieś 15 minut i jesteśmy u celu. Przekazuje babci najważniejsze informację i uciekam niezauważona.
Ufff!!
Co robić?
Najpierw POWOLI pójdę w stronę miasta, odwiedzę po drodze kilka lumpeksów, wejdę na targ po świeże owoce i warzywa. Co zrobę na obiad?
Od kilku dni mam totalny kryzys kulinarny. Nie mam ochoty na gotowanie, smakowanie i przygotowywanie posiłków. Z trudem robię rano śniadanie, a wczorajsza owsianka wylądowała w koszu po uprzednim przypaleniu i osoleniu zamiast osłodzeniu. Obiad też nie należał do dań wybitnych, sama nie miałam ochoty go zjeść, a co dopiero podać córce i mężowi:(
Kupiłam kurczaka i włoszczyznę- górnolotnie;)
Wracam do domu, mam przecież całą listę rzeczy do zrobienia. Wczoraj z wypiekami na twarzy skrupulatnie ją tworzyłam , a dziś patrzę na nią zdziwiona...Skąd pomysł by poświęcić wolny dzień na mycie podłogi i prasowanie?;)

Do czego zmierzam?
Ten dzień jakiś dziwny jest. Najchętniej położyłabym się spać i wstała jutro rano, ale to nie w moim stylu. Kawy nie wypiję, bo jestem od kilku dni na detoksie. Zjadłam za to kilka, a może nawet kilkanaście ciastek i...czuję się jeszcze gorzej:)
Po ostatnich doświadczeniach, myślę nad poważnym ograniczeniem cukru. Wydaje mi się, iż wpływa na mnie nieco depresyjnie. Zwłaszcza jesienią i zimą. Mam pewien plan...ale o tym innym razem, a tymczasem zmobilizowałam się by zrobić malinowy drzem. Gotowałam maliny "całe" dwa dni, czas włożyć je do słoików i zachować ich słodycz na zimowe śniadania i popołudniowe wypieki.
Dziś rano dodałam go do kaszy manny, a wczoraj jedliśmy go prosto z garnka. Jest pyszny. Więc mimo chandry i gorszego samopoczucia korzystajcie z resztek owoców i zachowajcie je na dłużej...




Mój mąż zrobił malinówkę, na zimowe wieczory...wspólne!!


środa, 20 sierpnia 2014

Idzie nowe...

Idzie, jest już naprawdę blisko, czuję ją.
Delikatnie muska nas wiatrem, przynosi chłodne wieczory i jakby lżejsze promienie słoneczne.
Jestem na nią przygotowana mentalnie i nie będę smutna, korzystam z ostatnich ciepłych dni i przygotowuje przyjęcie. Będą obecne botki, szaliki, koc, nowe przepisy na herbatę i dużo ziół parzonych od samego rana.
Lubię jesień, zwłaszcza tę polską, złotą i słoneczną. Na taką czekam od kilku dni. Wiążę z nią ogromne nadzieje. Liczę na spokojne wieczory, przespane noce w nowym łóżku, nabycie kolejnej szafy (tak pożądanej w małym mieszkaniu), relaksujące spacery z córką po parku i karmienie kaczek (tylko ziarnami;)) na stawie.
Mam nadzieje, że uda mi się zrealizować kilka nowych jesiennych postanowień. Chcę zmienić coś w swoim życiu, odetchnąć pełną piersią, zwolnić i zastanowić się nad własną przyszłością. Zacząć żyć tak jak chce i trochę się zmienić. Praca nad moim charakterem to podstawowe zadanie na końcówkę tego roku. Bo w styczniu chce być NOWĄ, ŚWIEŻĄ MATKĄ POLKĄ. Prawdopodobnie nadal na pełnym, domowym etacie, ale może z innym nastawieniem i listą celów do zrealizowania...
Co zrobię:

  • MODA
Mam ogromną ochotę nałożyć koszulkę z przekazem mniej lub bardziej znaczącym i iść w miasto. A co? Pokaże wszystkim co myślę. Mam ochotę na coś wyjątkowego i kolorowego. Pewnie i w tym sezonie kupię jakiś wełniany długi sweter i gruba szarą bluzę z kapturem jak na prawdziwego zmarzlucha przystało, ale marzę też o....:
źródło
lub

źródło


  • URODA
No cóż, w tej kwestii zaniedbania nawarstwiły się niemiłosiernie. Zamierzam odwiedzić kosmetyczkę i zmienić pielęgnację. Przestałam karmić piersią, a to daję mi nowe możliwość. 
Miałabym ochotę też radykalnie zmienić fryzurę. Ostatnio obcięłam włosy, bo już nie dawałam sobie rady z myciem, rozczesywaniem długich włosów, stało się to dla mnie codziennym horrorem. Teraz chciałabym skrócić je jeszcze bardziej i przyciemnić kolor, ale...boję się, że po tym "nikczemnym" posunięciu mogłabym dostać papiery rozwodowe. Muszę mieć się na baczności, bo mój mąż zakupił ostatnio kilka prawniczych książek, czyta je namiętnie i z pewnością mógłby mnie w sądzie zaszachować swoją wiedzą;);)
  • KULTURA
Tej brakuje mi najbardziej. Chce chodzić do kina i teatru. Chce zobaczyć "Lucy" Luca Bessona

źródło

i " Miasto 44" Jana Komasy:

źródło
Niby nic...
Dla kogoś może to już stare pozycje..
Ale co mielibyśmy zrobić w tym czasie z najmniejszym członkiem rodziny?:(
Zostaje DVD?
  • LITERATURA
Nie dotykałam książki już sporo czasu, wstyd się przyznać, ale ostatnio czytałam będąc w ciąży. Nie wiem, może nie umiem się zorganizować, może brakuje mi czasu, a może nie chce go znaleźć. Ubolewam nad tym i mam plan to zmienić. Mam ogromną potrzebę czytania, a będąc nad morzem miałam wrażenie, że czytają wszyscy...nawet pani klozetowa czytała. I to właśnie ona zainspirowała mnie do kupienia:

źródło
 Mam na swojej liście czytelniczej jeszcze kilka tytułów, duża większość dotyczy powstania warszawskiego i II wojny światowej. Jeśli uda mi się coś doczytać do końca na pewno napisze- może to mnie zmobilizuje?:)

  • lub czasopisma
Ostatnio, dzięki uprzejmości U. stałam się posiadaczem kilku przeterminowanych gazet. Na nowe szkoda mi pieniędzy, bo najczęściej lądują w toalecie, a tam spędzam bardzo krótkie chwilę, w dodatku bardzo często mam towarzystwo;);) Postanowiłam więc pozyskać kilka ulubionych tytułów, od kogoś kto czyta....;) Moje ulubione  "Zwierciadło" i "Wysokie obcasy" mnie nie zawiodły na wyjeździe wakacyjnym. Tematy podejmowane ww najczęściej uniwersalne i bez terminu przydatności;) Udało mi się doczytać kilka naprawdę fajnych tekstów i felietonów, w tym wywiad z moim ulubionym polskim aktorem Janem Peszkiem.
  • RELAKS
Jak tu się relaksować, kiedy za oknem ziąb? Nie wiem. Może narty, sanki, lepienie bałwana? Ale do tego czasu zadbam o balkon. Mam w planach kupić kilka wrzosów. Efekt pokażę!
  • SPORT 
Ach ten sport. Nie biegam, nie lubię siłowni....może zumba?:)

wtorek, 19 sierpnia 2014

15 i 16 miesiąc z życia mojego dziecka

Moja córka:
1. Uwielbia być na dworze, dostaje szału jeśli jesteśmy w domu dłużej niż godzinę.
2. Nie nudzi jej zabawa w chowanego i wspólne śpiewanie "Kółka graniastego".
3. Kredki są passe, teraz liczy się tylko długopis! Za jego pomocą najczęściej ćwiczy podpis (tzn. autografy). Tak samo dobrze radzi sobie trzymając go prawą jak i lewą ręką. Trzyma go jak dorosła osoba.
4. Płynnie mówi: mama, tata, nie ma, kółko, koko, baba. Stara się mówić ciocia i dziadzia, z różnym skutkiem.



6. Naśladuje odgłosy psa, kota i kury.
7. Ogląda tylko jedną bajkę  "Lippi and Messi" (po angielsku).
8. Pije wodę z butelki z "dziubkiem".
9. Zakłada wszystkie buty, które ma w zasięgu wzroku, na szczęście własne też ;)
10. Lubi przymierzać ciuchy i przeglądać się później w lustrze;)



11. Przesypia 6-8 godzin nocy!!!!!!!!
12. Wyrzuca do kosza swoje brudne pieluchy.
13. Rozumie i wykonuje podstawowe polecenia: Idź! Podejdź! Oddaj! Przynieś! Podaj! Kopnij! Rzuć!
14. Daje słodkie buziaki:*:*bez otwierania buzi.
15. Z pasją przeszukuje torebki i portfele.





16. Rozróżnia podstawowe kolory.
17. Kocha naleśniki.
18. Chodzi po schodach i krawężnikach.
19. Robi pranie i odkurza.
20. Jest jak żywe srebro...wszędzie jej pełno!!! A garnki służą jej za...


ZŁOTE DZIECKO :)


poniedziałek, 18 sierpnia 2014

3,2,1....powracamy!!

W końcu!

Kto by pomyślał, że będę chciała wrócić do domu z nad morza;)? Wrócić z wakacji to mało powiedziane, ja chciałam z nich uciec;)
Pierwszy raz mi się to zdarzyło, pierwszy raz byłam zmęczona wyjazdem i spaniem w cudzym łóżku. Starzeje się?
Przyczyn tego stanu rzeczy upatruję na kilku płaszczyznach.
1. Siedmiodniowe wakacje. Zdecydowanie za długo. Chcieliśmy poczuć się jak tradycyjna, polska rodzina i spędzić nad morzem pełny tydzień, od soboty do soboty. Nigdy więcej;), pięć dni jest optymalne i pasuje do tempa naszego życia.
2. Zdecydowanie zły wybór miejscowości docelowej. Władysławowo to nadmorska miejscowość do której już na pewno nie pojadę. Za dużo wszystkiego...
3. Hotel. Skusił nas aqua parkiem, ale odległość od morza codziennie utrudniała życie.
4. Człowiek, ludzie, tłumy. Nigdy nie zrozumiem fenomenu tej mieściny. Za co można ją tak uwielbiać?
5. Jedzenie. Nie chce uogólniać, bo zdarzyło mi się jeść smacznie, ale tylko z daleka od plaży i centrum.
6. Muzyka. Wszechobecne disco-polo...
7. Jedzenie. Ryby morskie, a raczej ich brak. W restauracji, w porcie pojawił się dorsz, ale w grubej, tłustej, "bułczanej" panierce, oczywiście z frytkami :( Na deser tradycyjnie gofr z bitą śmietaną (na pewno nie z mleka:))
8. Plaża. Wspaniała, duża i brudna. Ludzie zostawiają wszystko na piasku, moje dziecko w ciągu 5 minut zabawy w piachu znalazło miliardy petów, zakrętek, butelek, reklamówek itd...

Kocham polskie morze, kocham Sopot i Trójmiasto i obiecuje sobie i swojej rodzinie nigdy już go nie zdradzić z żadną, inną, zaludnioną alternatywną miejscowością.
Na szczęście pierwszy dzień naszych rodzinnych wakacji spędziliśmy na sopockiej plaży...naładowałam akumulatory na kolejne dni...                             

sopot z małym dzieckiem
Laura czuła się tu świetnie...
sopot wakacje dziecko
molo..
z tatusiem..

i z mamusią...pojawiają się plażowicze, a my już jesteśmy po pierwszej, morskiej kąpieli;)

Upalne dni spędzaliśmy na hotelowych basenach, bo przecież na plaży nie było miejsca.
Laura kocha wodę, jak większość dzieci, mogłaby spędzić w niej cały dzień;) Nie przeszkadza jej niska temperatura powietrza, ani wody;)Na głowie miała czapkę, a mimo wszystko myślała tylko o morskich falach...."To po tacie ma..."

Mamo, chce do wody....


nie powstrzymacie mnie!!
i port:

Władysławowo z dzieckiem

Władysławowo z dzieckiem

Nie chce być taką skończoną malkontentką, więc napiszę o tym jak cudownie spędziliśmy ten czas w swoim towarzystwie. Jak miło było oglądać codzienną radość dziecka pluskającego się w wodzie.  Jak przyjemnie jest nie gotować i nie zmywać talerzy po obiedzie. Jak relaksujący jest widok bezkresnego morza, słuchanie skrzeku mew i naturalny, piaskowy masaż stóp. Jak fascynujący jest wschód i zachód słońca. Jak niesamowita jest natura....                                                                     

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Graficzne wzory i zółty kolor czyli urządzam pokój siostry w domu rodzinnym

W związku z moimi zainteresowaniami część pomieszczeń w nowym domu moich rodziców będzie urządzane zgodnie z moją wizją. Zaprojektowałam już toaletę dla gości, wspólnie planujemy kuchnię (o tym pisałam w TYM POŚCIE), przyszedł czas na pokój siostry.
Pokój jest duży, widny i bardzo ustawny. Miał spełniać funkcję weekendowej sypialni, ale także gabinetu i pokoju gościnnego. Udało mi się wygospodarować miejsce na wszystkie funkcje i zabrałam się za wymyślanie kolorystyki.
Wszystko zaczęło się od tapety i choć przez chwilę wahałyśmy się czy nie wybrać innego wzoru, to ostatecznie wybrałyśmy graficzne zygzaki i jesteśmy bardzo zadowolone z efektu.
Kupiłyśmy już podstawowe meble czyli szafę, komodę i łóżko. Brakuje foteli, stolika kawowego i biurka.
Na wszystko przyjdzie czas :). Jesteśmy pozytywnie nakręcone, bo dotychczasowy efekt (połowicznie ukończonego wnętrza) jest naprawdę imponujący i zadowalający:)
Pokój w stylu rustykalnym z graficznymi wzorami, technicznymi kolorami i kroplą żółtego.
Dziś kilka moich inspiracji:
źródło

źródło

źródło
źródło


źródło

źródło

źródło

źródło


źródło
 Pokaże na blogu ostateczny efekt, może za kilka tygodni. A teraz przedstawiam dwa kadry z aktualnego stanu rzeczy;)



 


piątek, 1 sierpnia 2014

Czego potrzebuje Matka Polka?

Są takie dni kiedy pragnę poczuć się jak człowiek czyt. kobieta.
Domowa codzienność powoduje pewne spustoszenia na umyśle i ciele, życie staje się jednostajne i nad wyraz powtarzalne. Z każdym dniem co raz bardziej pochłonięta macierzyńskim obowiązkiem odrywam się od rzeczywistości, jestem skupiona na kaszkach, kupkach i drzemkach. Na szczęście zdarzają się dni otrzeźwienia, a wtedy pojawia się silna potrzeba autonomii, chce wyjść z domu bez pierworodnej, ubrać się estetycznie i poczuć spojrzenia innych...;);) (marzenie ściętej głowy;);)).
Ale skąd wziąć na to siłę? Jak zebrać się w sobie? Jak przekonać samą siebie, że godzinne szykowanie przed wyjściem ma sens?
Po wszystkim rachunek zysków i strat jest zawsze in plus.
Co więc jest mi najbardziej niezbędne? Jak być sobą? Co zrobić dla siebie by czerpać z życia jak najwięcej?
O to kilka najważniejszych elementów tej mojej, osobistej, ale w moim mniemaniu bardzo uniwersalnej układanki. Zrealizowanie wszystkich punktów dało by mi pełną satysfakcję, ale aż tak wiele nie potrzebuję;):)Choć marzenia nie bolą;)

1. Sen.
Moim skromnym zdaniem to niezbędny element do tego by poczuć się jak człowiek;) Zrozumie to z pewnością każda matka "nieśpiącego dziecka". Bo jak skupić się na sobie jeśli myśli się tylko o tym by wrócić do łózka, by zamknąć się w sypialni i wyłączyć nianie. Nie chce już słyszeć płaczu, nie chce już robić  nocnego mleka, nie chce snu przerywanego pobudkami. Chce normalnego, zdrowego 8 godzinnego spania, we własnym łóżku i bez udziału rozpychającego się malucha. Jestem wyrodną matką? Jeśli ktoś tak myśli to niech zrobi test. Niech spróbuje przez dwa lata wstawać co 3 godziny na 15 min., albo spać z cenną filiżanką u boku;)
Na szczęście w tym temacie zrobiłyśmy niewielkie postępy. Na szczęście, bo korektor pod oczy już nie dawał rady tuszować czarnych sińców.


2. Luzzzz.
Tego potrzeba mi teraz najbardziej.
Nie wiem skąd we mnie te ambicje by być Perfekcyjną Panią Domu w ciele Ewy Chodakowskiej. Dlaczego muszę mieć wszystko najlepsze, najładniejsze, najczystsze i pachnące. Zastanawiałam się już nad tym dwa lata temu, kiedy szukaliśmy mieszkania. Większość ofert zawierała zdjęcia pokoi i łazienek nieposprzątanych. Jakby sprzedający nie mieli czasu schować suszarki pełnej ubrań, brudnych talerzy czy zabawek dzieci. Wydało mi się to dziwne i podejrzane, bo mnie przeszkadzają takie rzeczy na co dzień, nawet mimo wizyty gości. Czy to jakaś podprogowa reklama?
Wstaję, przygotowuję śniadanie, sprzątam i myję córkę ( metodą BLW ma jeden znaczący minus-bałagan), szykuję się na spacer, spaceruję, wracam, sprzątam, piorę, suszę, ściągam pranie, robię obiad, zmywam, kąpiemy Laurę, sprzątamy, robimy kolację, i nawet na balkonie nie posiedzimy;( Wszystko robię w biegu, automatycznie, w pełnym stresie. Nie umiem wyjść z domu kiedy w zlewie leżą brudne naczynia, nienawidzę wracać do nieogarniętego mieszkania, śpieszę się bo chce mieć ład i porządek wokół siebie. Śpieszę się na spacerze, na rowerze, przed obiadem i po obiedzie. Odbywa się to kosztem mojego zdrowia psychicznego. Zorientowałam się nie tak dawno, że nawet wychodząc spod prysznica nie tracę czasu na wytarcie się ręcznikiem, skracam wszystkie normalne czynności do minimum by coś jeszcze zrobić. Nie odpuszczam!!A powinnam czasem dać sobie na luz.....



3. Czekolada.
Oj tak...
Niezbędna, koniecznie dobrej jakości, najlepiej od Gordona Ramsaya ;) albo z dobrej cukierni. Można przygotować deser w domu, ale lepiej wyjść i spożyć go w najlepszej cukierni w mieście.
Czekolada to najlepszy przyjaciel człowieka-kobiety;)Jemy deser i nie myślimy o codzienności. Pijemy gorącą kawę i oddajemy się przyjemnej chwili. Czekolada to najlepszy powód do wyjścia. Jeśli mam ochotę na coś słodkiego jestem w stanie wyjść z domu o każdej porze dnia...



4. Sukienka albo/i buty.
Jeśli mam wyjść na zewnątrz, opuścić swoją macierzyńską kryjówkę to muszę czuć się na prawdę dobrze. Co to oznacza? Muszę nałożyć najlepszą sukienkę, a wiadomo, że najlepsza oznacza nowa;) Do sukienki muszą być i buty, no bo niby jak bez butów wyjść z domu;)


5. Czerwona szminka.
Mój ulubiony, letni kosmetyk bez którego nie wychodzę ostatnio z domu. Na co dzień używam jej do wykonania rumianych policzków, a wieczorem maluję usta (jeśli wychodzę oczywiście;);)).
Żeby efekt końcowy nie był za bardzo wieczorowy, nakładam szminkę palcem.

6. Wspaniali znajomi.
Bez komentarza (A i K :*)

 Wychodźmy więc z domu jak najczęściej!!

 *zdjęcia pochodzą ze strony http://www.pinterest.com/