sobota, 29 marca 2014

Szynka w musztardowym sosie

Są takie dni, kiedy stoję w sklepie mięsnym i zupełnie nie wiem co kupić. Wydaje mi się, wciąż jemy to samo. Pierś z kurczaka, udka, pierś z indyka, polędwica...tym razem wybór padł na szynkę. Na początku myślałam by zrobić domową wędlinę, ale koniec końców stworzyłam pyszny obiad. Jak zwykle zaryzykowałam własnym przepisem, a mężowi powiedziałam, że to tradycyjne danie na które przepis znalazłam w starej książce kucharskiej. Dziwne, ale on boi się moich eksperymentów;)

 Składniki:
  • szynka ok.500g;
  • musztarda 2 łyżki;
  • dymka lub cebula;
  • oliwa z chili;
  • sól, pieprz, zioła prowansalskie.

 Przygotowanie:
Szynkę kroimy na plastry ok. 1- 1,5cm . Solimy, pieprzymy, smarujemy musztardą i obsypujemy przyprawą prowansalską. Dodajemy dymkę/cebulkę i wkładamy do lodówki. Marynujemy kilka godzin, po czym wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na 20 min.


 Podałam z ryżem i fasolką szparagową.

Smacznego!!

piątek, 28 marca 2014

Pierwsze urodziny- garden party inspiracje cz.2



Pierwsze urodziny Laurki tuż, tuż...Kiedy pisałam posta z pierwszymi inspiracjami nasza sytuacja rodzinna była całkiem inna. Miałam nadzieje na duże przyjęcie, teraz myślę o kameralnej kawie albo o ognisku pod chmurką. Wszystko zależy od pogody i nastroju. Będziemy świętować w malutkim gronie z najbliższą rodziną, bo przed nami jeszcze wiele różnych okazji by tańczyć, grać i śpiewać;) Wstrzymałam się z zakupami, choć mam już większość dekoracji upatrzonych.


Marzą mi się pastelowe i kolorowe talerze, papierowe słomki, owocowe koktajle i szaszłyki. Chciałabym, bezowy tort z borówkami i domowe lody. Planujemy zrobić cytrynówkę i personalizowane podziękowania dla naszych gości. Nad jedzeniem wciąż myślę...może pogoda pozwoli nam na zrobienie grilla albo ogniska. To co musi pojawić się na pewno to bańki mydlane;) i balony, które są przez Laurę uwielbiane.
.
http://blog.hwtm.com/2012/07/vintage-summer-garden-party-first-birthday/
http://blog.hwtm.com/2012/07/vintage-summer-garden-party-first-birthday/
http://blog.hwtm.com/2012/07/vintage-summer-garden-party-first-birthday/

http://blog.hwtm.com/2012/07/vintage-summer-garden-party-first-birthday/

www.picstopin.com/
http://www.loveluxeblog.com/styled-shoots-a-summer-garden-party/
Bardzo podobają mi się wszystkie lampiony i lampki w ogrodzie. Robią cudowny klimat.
http://www.loveluxeblog.com/styled-shoots-a-summer-garden-party/
Mam nadzieję, że choć trochę uda mi się osiągnąć efekt widoczny na zdjęciach.

wtorek, 25 marca 2014

Przepis na zdrowie

Od kilku długich dni zmagam się z grypą, ten paskudny stan uniemożliwia normalne życie. Nie mam ochoty wstać z łóżka, kawa mi nie smakuje i jadłabym tylko rosół. Nie gotuję, nie sprzątam, ale jestem czynną matką karmiąca, więc zainfekowanie pierworodnej było nieuniknione. Diagnoza pediatry wywołała we mnie ogromne poczucie winy. Jesteśmy na prostej drodze do zapalenia oskrzeli. Nie wiemy czy to pokłosie pierwszych dni spędzonych w żłobku, czy bezpodstawne zaniechanie nałożenia zimowej garderoby. No trudno, musimy zacisnąć zęby i mimo braku sił witalnych uporać się z tymi zarazami, wirusami i bakteriami. Na szczęście pogoda wyhamowała, bo widok za oknem mógłby skutecznie popsuć mi humor.
Ale o co chodzi z tym zdrowiem?
    Wikipedia podaje,że: "Zdrowie to stan pełnego fizycznego, umysłowego i społecznego dobrostanu, a nie tylko całkowity brak choroby czy niepełnosprawności. W ostatnich latach definicja ta została uzupełniona o sprawność do prowadzenia produktywnego życia społecznego i ekonomicznego, a także wymiar duchowy."
By czuć się zdrowo nie wystarczy nie być chorym? Jeśli jesteś zdrowy to jesteś sprawny i możesz być szczęśliwy. Rzeczywiście, kiedy jestem chora wydaje mi się, że kiedy byłam zdrowa to mogłam wszystko, że życie stało przede mną otworem i nie miałam żadnych ograniczeń. Teraz marzę o tym pięknym stanie;) Dzień w dzień myślę o tym jak w naturalny sposób pozbyć się tego choróbska z naszego domu. Piję sok z malin, koktajl z kiwi i cytryny, syrop z cebuli, jem kaszę jaglaną, paracetamol i nic..:(
Żeby uchronić się przed chorobą wystarczy przestrzegać podstawowych zdroworozsądkowych zachowań, czyli przede wszystkim dbać o higienę i odporność swojego organizmu.
   WHO, czyli Światowa Organizacja Zdrowia zaleca w pierwszej kolejności trzy rzeczy: często myć ręce ciepłą wodą i mydłem, dużo spać i zdrowo się odżywiać, ponieważ zmęczenie, głód i stres osłabiają odporność organizmu, który jest wtedy bardziej podatny na wszystkie choroby,  grypę także.
Wynika z tego prosty wniosek, że trzeba zadbać o swoją odporność. Największym wrogiem odporności jest brak snu, brak odpowiednio zdrowego jedzenia i stres. Człowiek niewyspany, głodny i zestresowany jest osłabiony, a więc łatwiej może stać się ofiarą wirusa.
Trzeba spać co najmniej 8 godzin, żeby organizm mógł się zregenerować i nabrać sił. Jeść zdrowe posiłki, złożone z produktów dostarczających energii (a nie pustych kalorii) – ryb, kaszy, ryżu, chudego mięsa, warzyw, owoców. Trzeba pic dużo niegazowanej wody mineralnej, która pomaga w prawidłowym funkcjonowaniu wszystkich narządów wewnętrznych. Unikać alkoholu, który niszczy DNA w zdrowych komórkach. Należy dużo się ruszać i przebywać na świeżym powietrzu.
Jeśli miałabym zrobić rachunek sumienia to dojdę do wniosku , że zaniedbałam przede wszystkim sen. Już od kilku tygodni Laura budziła mnie w nocy co godzinę. Jak się nad tym teraz zastanawiam, to ona nie robiła tego specjalnie i na złość ;) a z głodu. Mimo tego, że nie wygląda na wychudzoną to od jakiegoś czasu odmawia jedzenia, zaspokaja ją tylko pierś, ale na bardzo krótko. Po wczorajszej wizycie u lekarza postanowiłam zaprzestać karmienia piersią jak tylko wyzdrowiejemy. Cieszę się, że Laura chodzi do żłobka bo to ułatwi mi wprowadzanie nowych zasad żywieniowych. Choć ta wizja trochę mnie przeraża, wydaje mi się, że to przysporzy mi dodatkowych obowiązków. Liczę, że Laura okaże się na tyle wyrozumiała i nie będzie "robić scen"tak jak zdarzało jej się to do tej pory.
Wszystkim Czytającym życzymy dużo zdrowia!!!!

pinterest.com


 

piątek, 21 marca 2014

WOSENNE SMOOTHIE

Wczorajszy dzień:
Promienie słońca w małym mieszkaniu na parterze..
Uśmiech na mojej twarzy, mimo kolejnej nieprzespanej nocy..
Prysznic i żółta bluzka..
Myśl o przyszłości, pozytywne nastawienie i coś..
Nie schabowy, nie kapuśniak, nie coca-cola, a..
Jeszcze nie z ogródka..
Z supermarketu, nieco egzotycznie..
Smoothie..







Składniki:
* mango;
* 4 kiwi;
* pół avocado;
* dwie łyżki jogurtu naturalnego;
* garść pestek dyni (opcjonalnie).

Przygotowanie banalnie proste. Owoce obieramy ze skórki, kroimy na kawałki i blendujemy. Dodajemy jogurt i pestki. Jemy:)

Smacznego

czwartek, 20 marca 2014

Krem roszponkowo-szpinakowy z grzankami

 Składniki:
  • paczka młodego szpinaku z Biedronki;
  • dwie garście roszponki;
  • dwa ziemniaki;
  • dwie dymki;
  • dwa ząbki czosnku;
  • łyżka jogurtu naturalnego;
  • dwie łyżki masła i łyżka oleju rzepakowego;
  • sól.
Przygotowanie:

W garnku rozpuszczam masło i dodaję olej. Czosnek, cebulkę i ziemniaki (pokrojone w kostkę) podsmażam kilka minut, dodaję szpinak i roszponkę i czekam, aż zwiędną;) Solę i zalewam wrzątkiem. Gotuję do miękkości ziemniaków i miksuję wszystko blenderem. Na talerzu dodaję jogurt i domowe grzanki czosnkowe:)

 Smacznego!!

środa, 19 marca 2014

"Mam jedenaście miesięcy i trzy dni"

"Mam jedenaście miesięcy i nie lubię robić tego, czego ode mnie oczekują;);)
Mama chciałaby, żebym spała  w nocy i nie budziła się co trzy godziny, a do tego miałabym spać sama w łóżeczku. Kiedy ja bardzo lubię spać z rodzicami. Około 7 rano mama próbuje mnie głaskać, smyrać i drapać po plecach, bo ma nadzieje, że jeszcze poleżę w łóżku. Jak już przestanie się łudzić to mówi, że idziemy jeść śniadanie, ale ja nie mam ochoty na kaszkę, kanapkę, jogurt ani sztuczne mleko. Jestem stanowcza i zdecydowana. Wiem czego chce i potrafię to wyrazić. Żądam piersi!! Jak mam już pełny brzuszek, to zaczynam robić bałagan, a mama chodzi za mną i wkłada na miejsce te książki wyciągnięte z regału, te ubrania wyrzucone z szafy, szaliki wytargane z szuflady i te klocki porozrzucane po całej podłodze. Później się ubieramy- czego robić nie znoszę i jedziemy żłobka. Lubię dzieci, ale nie rozumiem dlaczego one dobrowolnie chodzą na drzemkę, to strata czasu, dlatego inni śpią, a ja mam Panią tylko dla siebie. Ona próbuje różnych sposobów, żeby mnie uśpić, ale nie wiele na mnie działa;), później bawi się ze mną, nosi mnie na rękach (a mama już nie chce:)) i prowadzi mnie za rączkę. Uwielbiam chodzić, myślę, że na roczek już się puszczę pionowych powierzchni, które teraz są dla mnie niezbędne i pójdę sama.
To, że jestem super bystra, inteligentna i nad wyraz samodzielna wiedzą wszyscy. O tym, że nadal nie przepadam za jazdą samochodem i wózkiem przekonał się ostatnio dziadek, który na spacerze musiał mnie nosić na rękach, bo inaczej wszyscy by się za nami oglądali, tak wrzeszczałam;). Uwielbiam, kiedy dziadek nosi mnie na rękach i idzie tam gdzie pokazuję wskazującym paluszkiem. Najczęściej chce dotykać kwiatów, klamek, lampy, włączać i wyłączać światło. Bardzo lubię kiedy mama daję mi ciasteczka, dzieje się tak bardzo rzadko, częściej dostaję do rączki rodzynkę, żurawinę czy morelkę. Kiedy mama nie widzi zjadam krem do pupy, ma dziwną konsystencję i specyficzny smak.
Ostatnio po raz pierwszy przytuliłam się do mamy na dłużej niż sekundę, było miło i nie wiem czemu wcześniej tego nie robiłam. Muszę być dla niej milsza, bo jest naprawdę zmęczona. Buziaczki mamusiu:*."

Ta szafka na pewno się otwiera..

widziałam jak tata wyciągał z niej buty!

Niesamowicie ciekawe..

pokaż kotku co masz w środku..

a teraz będę zamykać i otwierać te okrągłe drzwiczki;)

środa, 12 marca 2014

Pierwszy raz

Od czego tu zacząć. Emocje mieszają zmysły i zaburzają odczucia. Bardzo chciałam na gorąco opisać swoje myśli, ale z szacunku do czytelnika powinnam się przygotować. Za późno;)
Wstałyśmy jak zwykle, Laura w doskonałym humorze, bez apetytu na jakiekolwiek śniadanie. Mimo wszystko próbuję: najpierw kaszka jaglana, później gotowizna, następnie kanapka z dżemem, udało się przekonać ją do kilku kęsów, dlatego podejmuję wyzwanie i przygotowuje mleko i po raz kolejny wylewam je do zlewu. Poddaje się, choć wiem, że będzie  jeść obiad dopiero o 12. Nerwowo zaczynam dopakowywać lniany worek, myć zęby i ubierać się. Laurę ubiorę tuż przed wyjściem. Do godziny zero zostaje jeszcze pół godziny, a moja córka nabiera chęci na drzemkę. Czyżby dawała mi sygnał, że nigdzie nie idzie, że woli zostać w domu z mamą...?Zasypia, a ja zastanawiam się, jak to się dzieję, że przez 10 m-cy swojego życia  nienawidziła drzemek. Czyżby chciała wzbudzić we mnie poczucie winy? Jeśli tak, to robi to bardzo skutecznie. Dzwonie do męża i pytam co robić. Budzić ją, czy zrezygnować z wyjścia? On nie ma wątpliwości, a ja nie umiem obudzić dziecka, które przez niecały rok permanentnie i bezskutecznie próbowałam  uśpić. Na szczęście po 15 min otwiera oczy i jest szansa, że pierwszego dnia się nie spóźnimy. Szybko ubieram dziecko w nowe dresy i świeże skarpety. Jedziemy, nie płacze, a ja czuję stres jakbym jechała na najważniejszą rozmowę kwalifikacyjną w życiu, albo na wywiad do dzień dobry tvn;)
Dojechałyśmy, przekazuje dziecko zupełnie obcym kobietom...
Laura jest nadzwyczajnie spokojna, uśmiechnięta, piękna;)Jestem z niej dumna!!

Pierwszy dzień w żłobku..
Jak ona to przeżyje..?Jak ja to przeżyje..?
Wróciłam do domu? Potykam się o zabawki...Idę do kuchni, robię kawę w ulubionej, nowej filiżance, piję ją szybko, żeby poczuć jak może być gorąca, pyszna, ale jakaś inna...Mam nadzieje, że moja córka będzie miała równie dobry humor, kiedy będę ją odbierać o 16stej. Co tu robić? Mam tyle planów, tyle zaległości, tak brudne okna, ale patrzę na telefon i zawieszam się...Mam nadzieję, że dziś Pani Dobrochna (opiekunka Laury, czyż nie cudownie?) nie będzie do mnie dzwonić, bo niby po co?Wszystko będzie dobrze!Prawda?

http://www.press.pl/zdjecie-dnia/pokaz/6,Lezakowanie-chinskich-przedszkolakow

A tak to wygląda w Chinach!Moja córka by się tam nie odnalazła;);)

wtorek, 11 marca 2014

Piekę udka

Moja mama jest niekwestionowaną królową "nóżek", mam tu na myśli nogi kurczaka (choć własne też ma fantastyczne;)). Zachwycają się nimi wszyscy z jednym wyjątkiem, a jest nim mój mąż, niestety nigdy nie przepadał za smakiem pieczonego kurczaka. Jakie było moje zdziwienie, kiedy oznajmił mi bym przygotowała kurczaka a'la mama. Dopytywałam kilka razy, czy aby na pewno dobrze się zrozumieliśmy;) W końcu dałam się przekonać i zrobiłam szybkie udka. Wolę udka, bo jest na nich więcej mięsa. Nie sądziłam, że za pierwszym razem uda mi się doścignąć ideał, a jednak:):)Danie wyjątkowo łatwe, kilka ruchów, godzinę w piekarniku i obiad gotowy.

 Składniki:
  • 4 udka kurczaka;
  • sól, pieprz,czerwona papryka ostra i słodka;
  • kilka kropel oleju rzepakowego.
Przygotowanie:
Wklepałam w udka przyprawy i skropiłam olejem, włożyłam do lodówki na kilka godzin, po czym do piekarnika nagrzanego na 220 stopni na około godzinę.
Gotowe!!
 Smacznego!!

poniedziałek, 10 marca 2014

zielono nam

Na dworze wiosna.
U nas w kuchni również.
Otwarcie nowego sezonu rozpoczynamy zielonym koktajlem.
Pyszny, zdrowy, witaminowy, obłędny...

 Składniki (dla dwóch i pół osoby;))
  • pół ananasa;
  • garść świeżego szpinaku;
  • łyżki jogurtu naturalnego;
  • kilka kropel cytryny.
Wszystko miksujemy blenderem;) 


Laurka poczuła klimat wiosny i spożyła koktajl w żółto-zielonym autficie:)
Smacznego!!

piątek, 7 marca 2014

Wiosenne postanowienia

Macierzyństwo zmieniło moje życie diametralnie. Od chwili porodu mój świat kręci się wokół małego, rozbrykanego człowieka. Poświęcam mu całą swoją uwagę, cały swój czas i myśli przed snem. Czuję, że jest już tego za wiele, potrzebuję nabrać świeżego powietrza, zrobić choć jeden głęboki oddech. Mam ogromne wyrzuty sumienia, ale biorę prysznic w biegu, nie nakładam odżywki i balsamu, bo szkoda mi czasu, śniadanie jem na raty, później z pustym żołądkiem czekam na powrót męża, by szybko przygotować obiad i zjeść na kolanie. O kolacji nie będę wspominać, bo komu chce się ją przygotować po całym ciężkim dniu;) Ale człowiek nie tylko jedzeniem żyje. Z tęsknotą patrzę w stronę kiosku z gazetami, księgarni czy kawiarni. Niektórzy mogą pomyśleć , że mogłabym robić wszystko z dzieckiem, tylko Ci którzy nie znają mojej córki. Ona uwielbia być blisko mnie, nie potrafi zająć się sobą na dłużej niż 2 minuty i potrafi wpaść w niezły szał, kiedy coś nie jest po jej myśli. Zastanawiam się czasem czy dziecko rodzi się z własnym temperamentem i charakterem czy wysysa to z mlekiem matki? O tym napiszę kiedyś osobny post.
Czuję, że przestałam być człowiekiem, kobietą, żoną jestem tylko matką. To cudowne uczucie, ale nie może zdominować innych, przynajmniej ja tak myśle!
Mam w związku z tymi przemyśleniami kilka postanowień na najbliższy czas.

1. Uwielbiam jeść zdrowo. Lubię gotować tak by dostarczyć sobie i mojej rodzinie wszystkich niezbędnych witamin i minerałów. Piekę chleb, jemy przetwory i mrożonki z własnego ogródka, a u dziadka będziemy mieć kury i kurczaki (może kozę;);)). Uwielbiamy też żółty ser, jest zawsze w naszej lodówce, staramy się wybierać te najtłustsze, ale i tak nie mamy pewności co zjadamy. Dlatego postanowiliśmy zrobić swój własny żółty ser. Udało nam się załatwić mleko od krowy i...dam znać co z tego wyszło;)
2. Kiedy przychodzi pora spania ubieram się na cebulkę, bo jestem ogromnym zmarzluchem. Zimą, skarpetki i gruba pidżama to moi najwięksi przyjaciele. Laura budzi się w nocy kilka razy na jedzenie, a ta mieszanka potrzeb fizjologicznych powoduję, że mój nocny outfit nie należy do udanych ;) Pragnę to zmienić. Zaplanowałam zakup nowej pidżamy (raczej nie halki;)), będzie to coś ładnego i miłego w dotyku, zrezygnuję ze skarpetek, a to wymaga dodatkowej pielęgnacji moich stóp;), no i to karmienie, mam nadzieje że moja córka opanuje swój apetyt przynajmniej w nocy;);)
3.Tak jak wcześniej wspomniałam bardzo tęsknię za czytaniem. Chciałabym przeczytać "W Paryżu dzieci nie grymaszą". Książka polecana przez blogerki i nie tylko czeka już od jakiegoś czasu na sypialnianej półce, a może dzięki niej nasze życie by się odmieniło. Niestety nie mam okazji się o tym przekonań.
Ps. Nie wspomnę tutaj o pozostałych literackich zaległościach..
4. Prowadzę tego bloga już jakiś czas, jak dobrze liczę to trzy miesiące i nie wiem jak ja to robię. Wyszarpuję codziennie tych kilka minut na to by pokazać światu ułamek swojego życia, robię to kosztem wypitej kawy albo obejrzanych wiadomości. Sprawia mi to ogromną frajdę i daje poczucie, że mam coś własnego, intymnego, ale jeśli już to robię to chce to robić dobrze, dlatego w każdej wolnej chwili uczę się robić poprawne zdjęcia. Jestem na początku tej drogi, zdążyłam poznać podstawy, które zaczynam praktycznie wykorzystywać. Teoria jest ważna, ale praktyka daje największe efekty. Chce poznać możliwości naszego aparatu i je wykorzystywać na co dzień. Chce być lepsza, dobra i najlepsza w tym co robię, bo nie lubię bylejakości w życiu.
5. Bardzo chcę zrobić swój pierwszy, niedzielny, prawdziwy rosół.
6. Planuję umyć okna.
7. Marzę o powrocie do małżeńskiej, wspólnej sypialni. Bardzo chce spać z mężem, dla dobra którego tymczasowo przeniosłam się do pokoju Laury. Pobudki co dwie godziny nie wpływają dobrze na pracującego mężczyznę ( na nikogo nie wpływają dobrze;( )
9. Mam dużą potrzebę odświeżenia mieszkania. Remont mieliśmy rok temu, ale brakuję nam jeszcze kilku drobiazgów. Potrzebuję światła (patrz punkt 6),  lustra w łazience, lekkiego koca na letnie wieczory i dużej ilości świeżych kwiatów (w tej kwestii zawsze można liczyć na Biedronkę).  Byliśmy w Ikea (efekty zakupów pewnie pojawią się na blogu wkrótce), ale na mojej liście marzeń są jeszcze poduszki :

http://www.pakamera.pl/lilla-sky-0_s12165038.htm


10. Już od dawna próbuję ograniczać czekoladę:)

czwartek, 6 marca 2014

Sorbet, wspomnienie lata

Potrzebuję tego bardzo.
Słońca, zielonej trawy, kwiatów na balkonie, gołych stópek Laury, świeżych owoców i sorbetów.
W sezonie robimy je codziennie. Zrobiłam duży zapas mrożonek, tak żeby starczyło do wiosny...





Do przygotowani mroźnego sorbetu użyłam:
  • malin;
  • truskawek;
  • banana,
  • syrop z agawy.
Owoce zblendowałam.


Smacznego!!

środa, 5 marca 2014

Czytam sobie..

Nasz dzień jest jak rollercoaster..ale podczas tej jazdy bez trzymanki pojawiają się momenty wyciszenia. Sprawcą tego cudu najczęściej są książki. Laura najbardziej lubi przeglądać te "dla dorosłych", ale ułożyłam je na półkach tak ciasno, że trudno jest jej teraz wyjąć te najsmaczniejsze;)
W ciąży nie miałam siły i natchnienia na głośne czytanie. Po porodzie starałam się jej czytać wszystko co wpadło mi w ręce. Kupiłam wiersze Tuwima, Brzechwy i tym małym akcentem rozpoczęłyśmy gromadzić dziecięcą biblioteczkę. Na razie unikamy kontaktu z książkami z cienkimi, papierowymi, głośnymi stronami, choć nie umiem odmówić jej przewertowania albumu "W kręgu sztuki"- tak bardzo to lubi;)
Ps. Już w ciąży mówiłam, że moja córka zostanie historykiem sztuki;)
 
NASZE KSIĄŻKI:
     1. "Świat wokół nas"
jestem przekonana, że jak tylko nauczy się chodzić to wejdzie na drzewo...

jazdę też lubi ekstremalną..

samochód i huśtawka wyzwalają adrenalinę..

        2. "Świat dźwięków"- wspaniała książka! Angażuję rodzica i dzicko, wspaniały czas pełny radości i śmiechu;)Polecamy!

furorę robi kura, kropelka i kosi-kosi;)
a mamie nie chce dać buzi..

      3. Tuwim i Brzechwa ulubieni wujkowie;) Piszą tak pięknie, tak prosto i kurka jest i jabłuszko..

gdzie jest ko-ko?

gdzie ko-ko?

czuje, że jestem blisko...


relax..

"mamo odłóż aparat i odpocznij, bo za chwilę...

wracam do  "rojbrowania";)