niedziela, 21 grudnia 2014

20.

Słyszę ją.
Woła głośno:
"mamo!!mami !!mama!!"
No cóż, muszę wstać, przecieram oczy, idę..przez szparę w drzwiach widzę,  już czeka, wychyla się z łóżeczka i nie chce spędzić w nim już ani chwili:). Jest 7.15 Ubieramy się i idziemy do kuchni, tam przygotowujemy  jaglankę lub owsiankę, herbatę malinową, rumianek i kawę:) Zaczynamy dzień z Dorą i Diego ulubionymi, bajkowymi bohaterami. Laura powoli spożywa śniadanie, nigdzie się nie spieszymy. To mój czas, za chwilę wszystko nabierze tempa i leniwy poranek zamieni się kalejdoskop zdarzeń, zabaw, spacerów i...przebierania. Testujemy bowiem nowy styl życia, fajnie byłoby żyć bez pieluszki. Zakładamy majtki i .. sprzątam, zmieniamy majtki i znowu  sprzątam, wszystko przez to, że informacja o potrzebie pojawia troszkę za późno. Dobrze wie gdzie powinna siusiać, ale skutecznie odmawia korzystania z nocnika.
Po dwóch godzinach zabaw, szykujemy się do wyjścia. Nasze osiedle to dla niej dżungla, las deszczowy, pustynia i wielkie miasto w jednym, a dla mnie siłownia i aerobik:) Pokonujemy wszystkie schody, krawężniki, robimy "baby" w każdym piasku, zbieramy kamienie i szyszki. Laura powtarza prawie wszystko, więc jest to także okazja do poznawania nowych słów, ale nie tylko. Zimą szukamy karmników, kupujemy razem kaszę i idziemy karmić ptaki, to dobra okazja żeby porozmawiać o porach roku i zwierzętach.
Liczymy choinki w oknach sąsiadów, pieczemy pierniki, zdobimy je, rysujemy kartki i robimy ozdobne łańcuchy....
W tym miesiącu pojawiła się nowa i bardzo przyjemna skłonność do przytulania i całowania. W końcu moje malutkie niedotykalskie dziecko ma ochotę przytulić się i "pomiziać".  Cudowna odmiana.
Pasjami przesiaduję w samochodzie, symuluję szybką jazdę, korzysta ze schowków i przełącza biegi.
Kiedy słyszy, że tata szykuję się na łyżwy stoi przy drzwiach gotowa do wyjścia. Nie może doczekać się naszego sylwestrowego wyjazdu, bo wciąż opowiadamy jej o nartach i sankach.
Tańczy, śpiewa, udaję, że płacze, rozpoznaje emocje i nastroje.
Gada!!
Większość słów powtarza. Do ulubionych należą:
bomba (bombka)
koń
miś
ryba
mapa
tik tak
dzidzia
kurtka
but (buty)
kula
dziula (dziura)
pić
Fantastyczne jest to, że stała się w pełni komunikatywna. Ona rozumie mnie, a ja ją. Rozmawiamy już na całkiem poważne tematy.
Potrafi powiedzieć co chce na śniadanie, czy ma ochotę na jabłko czy maliny, nazywa swoje ulubione książki i "czyta" bajki swojej lalce gdy ta idzie spać itd. Jest fajnie!!








piątek, 19 grudnia 2014

Czas relaksu

Myślę, że mam miłe życie, nie licząc tych dni, kiedy wydaję mi się, że całkiem zwariowałam. Najczęściej dzieje się to wtedy, kiedy ludzie, którzy mnie otaczają postępują w niezrozumiały dla mnie sposób lub wtedy gdy uświadamiam sobie, że marnuję swój "ogromny potencjał" i nie robię oszałamiającej kariery. Możliwe, że to dało by mi spełnienie, ale istnieje też prawdopodobieństwo, że mogło by mnie systematycznie unieszczęśliwiać. Ta niepewność wprowadza mnie w permanentny dysonans.
Często mam nieodparte wrażenie, że wystarczy zrobić jeden mały krok, że tuż za rogiem czeka na mnie coś niesamowitego. Spełnię wszystkie swoje marzenia i zrealizuję plany zawodowe. Niestety równie powszechna jest myśl, że życie to pasmo trudnych decyzji, złych wyborów, nieodpowiednich priorytetów i  znajomości.
Jestem niezrównoważona. Mam mętlik w głowie prawie non stop, dlatego poszukuję różnych form relaksu. Potrzebuję tego. Jeszcze kilka tygodni temu poświęcałam każdą wolną chwilę blogowaniu i nie myślę tu o pisaniu postów, ale o wszystkim co się z tym wiąże. Żeby opublikować nowy post muszę być z niego zadowolona, jeśli nie czuję się do końca kompetentna to nie poruszam pewnych tematów, jeśli napisanie czegoś może kogoś urazić też nie podejmuję tematu. A kiedy już pojawia się dobry pomysł nietrudno jest mi go zrealizować, poszukuję inspiracji, albo po prostu siadam i piszę. Ale jak to bywa w moim życiu przychodzi moment zwątpienia, znudzenia, przegrzania...wtedy muszę odpuścić i odpocząć, nabrać dystansu i zastanowić się nad sensem danej czynności. Tak też było z blogowaniem.
Na tę chwilę nie wiem jak będzie, marzę o fajnym blogu na wysokim poziomie, ale w tej chwili nie mam na to pieniędzy i motywacji. Zobaczymy co wydarzy się w nadchodzącym roku, a tymczasem relaksuję się w każdej wolnej chwili. Nie lubię polskich seriali, facebook już mnie nudzi, nie ma słońca, ani śniegu, ale odkryłam nową, fantastyczną formę odpoczywania z telefonem w ręku. Wstajemy rano, przygotowujemy śniadanie i oglądamy bajki...tzn ja przeglądam piękne fotografie, które potrafią niesamowicie inspirować, albo wprost przeciwnie przenieś w nieznane mi dotąd rejony mojej wrażliwej (niekiedy) duszy.
Kiedy nie byłam mamą kupowałam ogromną ilość magazynów wnętrzarskich, teraz szkoda mi pieniędzy i... ich samych. Zapewne w dość szybkim czasie zostały by wzbogacone o wysoką sztukę (czyt. rysunki mojej córki), co najgorsze mogłoby się tak stać jeszcze zanim zdążyłabym rzucić na nie okiem. Po co ryzykować, kiedy mam http://www.pinterest.com/ to on stał się dla mnie ostatnio niezwykłą odskocznią od rzeczywistości. Dlatego...
Zapraszam Was do mojego świata...
...jesteście głodni?:)







Jesteśmy już najedzeni i wypiliśmy aromatyczną kawę, więc zapraszam do domu:







Dobra, ale nie wiecie jeszcze jak wyglądam...
Oto ja!;)




Pozdrawiam wszystkich marzycieli.
Buźka!

czwartek, 20 listopada 2014

19.

Księżniczka Laura ma 19 m-cy i przeżywa swoją pierwszą miłość.
Jej wybranek Djego, to bardzo sympatyczny chłopak, który lubi zwierzęta i podróże. Spędzają razem kilkanaście minut dzienie najczęściej rano. Je w jego obecności śniadanie i razem przeżywają bajkowe przygody.
Czasem Djego pojawia się na ekranie telewizora w towarzystwie swojej kuzynki Dory, wtedy Laura okazuje swoje zadowolenie głośnym krzykiem i tańcem radości;)

Jak prawdziwa dziewczynka z wyższych sfer;) ma swoje humory. Nie znosi kiedy ktoś mówi jej co ma robić. To ona decyduje czy pożywienie, które jej przygotowałam jest wystarczająco dobre. To ona preferuje chodzenie i rzadko kiedy decyduje się na jazdę wózkiem. Nie lubi skarpetek, rajstop i łapci (czego nie potrafi zrozumieć matka #uwielbiamciepłeskarpety).
Kiedy ubierze coś po swojemu, nałoży czapkę, nieswoje buty lub po prostu się ubrudzi, szybko udaję się w stronę kryształowego lustra by podziwiać swoje oblicze.

Ma pragnienie ciągłej wyższości. By uzyskać pożądany efekt wchodzi na wszystko co znajduje się powyżej jej wzroku. Na szczęście szybko nauczyła się w jaki sposób należy upadać, by zrobić sobie jak najmniejszą krzywdę.

Chadza spać o przyzwoitych porach i budzi się w nocy by sprawdzać czy "służba" czuwa.

Namiętnie woła mamę:
"Mamo, chodź!!!"
"Mamo, ap!!"(czyt. wysadź mnie, do góry)
"Mamo, mmmm."(czyt. umyj)
itd..

Popołudnia spędza na malowaniu.
Najlepiej przy staludze lub przy lodówce:)
Kiedy bawimy się plasteliną to leży na brzuchu, ot taka fanaberia;)

Wieczorem zażywa kąpieli w pianie, a kiedy piana opadnie trenuje pływanie na żabkę i pieska. Towarzyszy jej gumowa kaczka, która namiętnie wyjada wyimaginowaną bułkę na brzegu;)
Kwa, kwa!!!!
Dziub, dziub...

Czasem musi wyjść na spacer do ogrodu...
Wtedy pasjami pokonuje schody, wypatruje ko-ko (ptaki) i góry liści, w których można się wytarzać...


niedziela, 9 listopada 2014

co je konik?


Mama: Co to?
Laura: Kkkk
M: A co je koń?
...

jadłospis małego dziecka, co je półtoraroczne dziecko, dziecko je tylko mleko,jak zająć dziecko w kuchni, zabawy z dzieckiem w domu
Mama: Co to?
Laura: Koko
Mama ( nie wypada pytać jak robi kura więc..): Co daje koko?
L: Jajo

M:Co to?
L: Muuuu
M:Co daje krowa?
L: mllle

Tak spędzamy każdy dzień w porze przygotowywania obiadu. Bo co zrobić z dzieckiem, które nie potrafi nawet minutę zająć się sobą i trzyma cały czas matkę za rękę? Rozwiązanie jest jedno, sadzam dziecko na kuchennym blacie, a dokładnie na chlebaku i...organizuję rożne "konkursy". Poznajemy wtedy smaki, rozszyfrowujemy kształty i bawimy się solą, pieprzem, cukrem i mąką.
Kuchnia nie jest czysta, a ubranie schludne, ale na pewno jest zabawa i się dzieje.
Produktem spożywczym, które wywołuję najwięcej emocji jest jajko. Laura może się nim bawić i patrzeć jak przechodzi różne transformacje:) Kiedy informuję ją, że będę używać jajka, a dokładniej będę je wbijać do jakieś masy, to krzyczy z radości i mnie ponagla krzycząc "jajo, jajo".
Ogromną frajdę sprawia też solenie i podjadanie cukru, dosypywanie mąki jest niezwykle frapujące, ale obieranie warzyw i ich mycie przebija wszystko.


Wydawać by się mogło, że dziecko tak zainteresowane przygotowywaniem pożywienia będzie równie szczęśliwe podczas jedzenia. A tu psikus!!
Laura regularnie odmawia spożywania śniadań i kolacji.
Wszelkiego rodzaju kaszki zostały znienawidzone, a chleb porzucony w kącie bez wyrzutów sumienia.
Moja córka nie znosi bananów i ryb. Nie zje ryżu, kaszy ani makaronu.
Mimo uwielbienia do jajka jajecznica czy jajko na twardo na talerzu nie jest już tak fajne .

jadłospis małego dziecka, co je półtoraroczne dziecko, dziecko je tylko mleko,jak zająć dziecko w kuchni, zabawy z dzieckiem w domu

Co zrobić, żeby zjadła ze smakiem: mleko, budyń, maliny, borówki, kurczaka, wołowinę, indyka, ziemniaki, fasolkę szparagową, marchewkę i wodę z sokiem malinowym babcinej roboty i to tyle!!!

czwartek, 6 listopada 2014

o sexie i nie tylko..

Czas płynie nieubłaganie, a ja łapie każdą chwilę i ciesze się nią. Afirmacja życia towarzyszy mi od kilku dni, a poprzedzała ją głęboka chandra. Wiem, że jestem nieprzewidywalna i niezrównoważona. Niespodziewanie zmieniam nastrój, wpadam w melancholię albo chce tańczyć i bądź tu mężu mądry. Współczuję moim bliskim, już wyobrażam sobie brutalną (dla mnie) przyszłość, kiedy to moja nastoletnia córka zakotwiczy się w "obozie" spokojnego i wyciszonego ojca. Stworzą zgrany duet mający na celu stać w opozycji do matki. Przechodzi mnie zimny dreszcz, kiedy o tym pomyślę, dlatego staram się i pracuję nad sobą. Z relacji mojego męża wynika jednak, że mój podły charakter nie ulega  ewolucji. Gdyby ktoś kiedyś jednak miał taką możliwość usłyszeć moje myśli wiedział by, że nie jestem, aż taka zła na jaką wyglądam;);)
Fakt, nie jestem odporna na ludzką głupotę!!Nie toleruję braku ambicji i wyobraźni. Nie jestem fanką braku refleksji i ciągłego narzekania. Nic nie poradzę, że wykluczam szybko z mojego towarzystwa osoby banalne i małostkowe.
Mam mocne przekonanie, że ludzie nas otaczający powinni pobudzać nas do działania, życia czy choćby myślenia. Dlatego uważam, że najbliższa mi osoba (mąż) ma obowiązek spełniać te funkcję:):) hiihh
Od razu nasuwa mi się kolejny temat związany ze społeczeństwem. Mianowicie- sex, przeprowadzono badania i stworzono raport "Seksualność i zachowania seksualne a poglądy polityczne". Pomijawszy przynależność partyjną, ok 65% badanych respondentów potwierdziło, że są zadowoleni ze swojego życia seksualnego. Po czym seksuolog Izdebski-przeprowadzający te badania-komentuję wyniki brakiem wymagań wśród Polaków. A ja poszłabym jeszcze o krok dalej. Myślę, że temat sexu jest w naszym kraju nadal tematem tabu. Nie wypada być niezadowolonym, bo to świadczy o nas. Badania były anonimowe, ale nawet to nie powoduje refleksji. Trudno nam siebie samych ocenić racjonalnie i obiektywnie. I ten brak wymagań...Większość nie ma pragnień, chęci, potrzeb, wyzwań i marzeń. Żyją z dnia na dzień.

 I temu właśnie kategorycznie się sprzeciwiam. Chce jeść smaczny i zdrowy obiad na ładnej zastawie, w sexownej bieliźnie pod domowym dresem, chce mieć dom i ogródek i wakacje w Barcelonie. Chce cieszyć się każdym dniem i widzieć wyraźnie jaka jestem szczęśliwa. Nie chce niczego żałować i nie chce popełniać błędów. Marzę o przyjemnej starości, pełnej radości i uśmiechu dla innych. Mam potrzebę zgłębiania wiedzy i czytania. Chciałabym bardzo zostawić po sobie jakiś ślad. Mały ślad ważny dla ludzkości.
:)
Mój mały-WIELKI ślad dla ludzkości;)

czwartek, 30 października 2014

teleinfomania

Postanowiłam coś zmienić w swoim życiu. Uporządkować, ułożyć, podejść świadomie do roli matki i żony. Spojrzałam na siebie z boku, nabrałam dystansu i wysnułam kilka ciekawych wniosków. Większość mnie zaniepokoiła, kilka ucieszyło, a dwa sprawiły, że byłam z siebie dumna. Dziś nie będzie jednak o tym co robię najlepiej, tylko o tym nad czym aktualnie pracuję.
Mój analityczny umysł nie pozwala mi żyć bezmyślnie, zawsze znajdę jakiś powód by coś ulepszyć czy poprawić. Często, przez to "leje się krew", czasem godzinami coś komuś tłumaczę, a niekiedy po prostu to zmieniam.
Moje macierzyństwo, od początku ciąży nie było usłane różami. Złe samopoczucie, nudności, trudny poród, przedłużony pobyt w szpitalu i nieśpiące dziecko z nadprogramową ilością energii:). Przetrwałam i nie zamierzam się gloryfikować, podejrzewam że nie jestem jedyną matką o podobnych przejściach. Staram się nie wspominać trudnych momentów, choć przyznam, że tych radosnych było bardzo niewiele.Teraz kiedy moja córka skończyła półtora roku i staje się fajnym dzieckiem, siadam przed ekranem monitora i przeglądam jej zdjęcia. Zaczyna do mnie docierać co się przez ten czas wydarzyło, co poszło nie tak i dlaczego. Dostrzegam swoje błędy, wyraźnie widzę co zrobiłabym inaczej, nie chce iść tą drogą:).
Oglądałam program "mama kontra mama", beznadziejny format, ale daje mi do myślenia. Każda matka przeświadczona jest o tym, że jest najlepszą mamą na świecie (nie wykluczam!!, że dla własnego dziecka taką właśnie jest), później w trakcie programu okazywało się jak fundamentalne błędy popełniały poszczególne mamy i jak bardzo różniły się od siebie. Bycie matką jest bardzo subiektywne. Nie ma jednoznacznych wzorców, nie ma jednomyślnych poradników, więc my MAMY postępujemy zgodnie z własnym sumieniem i intuicją. Ważne jest też jaki charakter ma nasze dziecko, bo wydaję mi się, że to w znacznym stopniu dyskryminuje nasze postępowanie.
Myślę tak, bo mam wyjątkowe dziecko;) i żeby nasz dzień wyglądał w miarę normalni to muszę być skupiona i zaangażowana.
Ciągłe frustrację i permanentne zmęczenie dawało mi już w kość. Wstawałam rano zła, a później było tylko gorzej. Zaczęłam obserwować co może być przyczyną chronicznego niezadowolenia i co mogę z tym zrobić. Olśniło mnie, niedługo potem:)
Telewizja już dawno przestała mnie kręcić.  Okazało się, jednak że telefon to winowajca moich dziwnych zachowań. Nie umiałam skupić się na codzienności, nie potrafiłam się nią cieszyć i czerpać z niej. Wymagałam od siebie za dużo, chciałam być na bieżąco, czułam presje czasu...stałam się więźniem facebooka, bloggera i "pudelka". W ciągu dnia poza obowiązkami domowymi chciałam zrobić zdjęcia, przygotować je do publikacji, napisać posta, opublikować i poinformować o tym na fb. Okazało się, że robię to kosztem swojego dobrego samopoczucia, wciąż byłam niewyrobiona, dlatego postanowiłam przejść na odwyk, wyluzować się i dać sobie czas, który był przyjemniejszy niż sądziłam. Bo życie toczy się tu i teraz i choć mój avatar istnieje, to ma chwilowy urlop;)I on świetnie mi robi...

Zastanówcie się czy nie jesteście zbyt przywiązani do telefonów, laptopów czy telewizji?

Ps. Kiedy widzę w restauracji dwoje ludzi młodych ludzi, którzy siedzą przy jednym stoliku, naprzeciwko siebie i...nie patrzą sobie w oczy, tylko w ekrany telefonów, to jest mi przykro...



środa, 22 października 2014

18.

Ważna data, a przeszła bez echa.
Nikt nie zauważył. Nikt nie pamiętał.
Każdy we własnym świecie, nie poświęcił ani chwili by pomyśleć co to był za dzień?
Pewne jest, że był on pełen emocji i nerwów. Złe samopoczucie i pesymizm jak grypa rozprzestrzeniał się w naszym domu w zawrotnym tempie. Pozarażani i smutni spędziliśmy czas na krzykach i kłótniach. Już sama straciłam rachubę kto przyniósł ten "wirus"...

Półtora roku jesteśmy we trójkę. Dla Laury to był czas pełen sprzeczności, sielanka z rzadka, często histeria i płacz.  Jednego dnia budzi się z uśmiechem na ustach, kilka następnych z krzykiem. Czasem wydaję mi się, że kryzys macierzyński mamy już za sobą, po czym przychodzi noc pełna wrażeń, a po niej dzień pełen buntu. Mimo to wciąż zdobywamy nowe sprawności:


1. Ulubionym słowem mojej córki, powtarzanym w kółko jest..... "NIE". Pojawia się w ciągu dnia milion razy. O to przykład naszej porannej pogawędki:

Ja:Dobrze Ci się spało?
Laura: Nie!
Ja: Zjesz śniadanie?
L: Nie!
Ja: Masz ochotę na kanapkę?
L: Nie!
Ja: Chodź umyjemy rączki!
L: Nie!
itd.
:)
Nie wiem skąd w takim małym dziecku taka potrzeba ciągłego sprzeciwu?


2. Uczymy się nazywania emocji. Śmiech, radość, zadowolenie, ból, strach, płacz, oczywiście do tych ostatnich zapałała szczególną sympatią i przy każdej okazji udaję, że płaczę, oczekując mojej reakcji:)


3. Uwielbia się wspinać. Krzesła, pufy, fotele nie są dla niej żadną przeszkodą.


4. Wspólne przygotowywanie posiłków stało się już naszą tradycją. Codziennie przygotowujemy sok ze świeżych owoców i warzyw. Ja je myje i obieram, a Laura wrzuca do sokowirówki. Pieczemy wspólnie ciasteczka. Staram się robić takie, które pozwalają na uczestniczenie dziecka w procesie produkcji. Robiłyśmy już maślane i owsiane. Zadaniem Laury jest robienie z ciasta małych kuleczek i układanie ich na blasze. Najlepiej by ciasteczka piekły się dość szybko, bo zdarza się, że czeka przy piekarniku z rękawicą i obserwuje jak się pieką.



Bardzo prosty przepis na ciasteczka owsiane:
-szklanka płatków owsianych,
- dwa banany,
- ulubione bakalie.
Składniki mieszamy i wkładamy do lodówki na 30 min., po tym czasie formujemy kulki i rozgniatamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Wkładamy do piekarnika nagrzanego na 180 st na 15 min. Smacznego!

5. Naszym codziennym rytuałem stało się czytanie przed snem. Kilka linijek, jeden wiersz, a później oglądanie i przewracanie kartek na czas:)Zaczynamy tworzyć dziecięcą biblioteczkę.


6. Najważniejszą częścią garderoby jest czapka (tylko w domu:):):)).


7. Dora i Diego ulubieńcy mojej córki:

 
8. Spotkania towarzyskie...


Razem z Mają spędziłyśmy pierwsze dni życia. Teraz spotykamy się od czasu do czasu "na kawie".

Pozdrawiamy!!

wtorek, 14 października 2014

Orkiszowo-jaglany chleb z domowej piekarenki

Może jeszcze nieidealny, ale z całą pewnością najlepszy ze wszystkich, które do tej pory upiekłam. Jest bardzo łatwy w przygotowaniu, polecam go wszystkim, którzy rozpoczynają przygodę z pieczeniem chleba. Jest niewymagający, nie potrzebuje zakwasu, nie musi długo wyrastać, wątpię, że mógłby się nie udać. Spróbujcie!!Zachęcam!!



Do wykonania tego pysznego chleba potrzebujemy:
- 300g. mąki orkiszowej (użyłam jasnej typ 1050),
- 200 g. mąki jaglanej,
- 25g. drożdży,
- 3 łyżki siemienia lnianego,
- 3 łyżki nasion chia,
- 1 łyżka płatków jaglanych,
- 1 łyżka sezamu(opcjonalnie),
- 1,5 łyżeczki soli,
- 2 łyżeczki cukru brązowego/ 2 łyżki miodu,
- 2,5 szklanki ciepłej wody.



Wszystkie składniki mieszamy w misce, pozostawiamy na ok. godzinę, lub do podwojenia objętości. Przekładamy do formy, spryskujemy wodą lub olejem. Wkładamy do nagrzanego piekarnika (210st.) na 55 min. W trakcie pieczenia przykrywam chleb papierem do pieczenia (jeśli zbyt  mocno się rumieni)
Po upieczeniu wyciągamy z formy i studzimy.
Później spożywamy z masłem, białym serem lub dżemem malinowym.

środa, 8 października 2014

Jak powiedzieć dziecku, że zjada świnkę?

Nie jestem psychologiem dziecięcym, a szkoda. Może wtedy wiedziałabym jak rozmawiać z córką o "tych sprawach".
Niby nic, robiłyśmy codzienne zakupy. Tradycyjnie poszłyśmy do Biedry, później do osiedlowego warzywniaka i do masarni. Na obiad miała być wołowina, więc stoimy w kolejce, a Laura patrzy spokojnie w jeden punkt, a to niestandardowa sytuacja. Po chwili już wiedziałam co przykuło jej wzrok- figurka, różowej świnki. Leżała na ladzie, uśmiechała się mimo otoczenia w jakim się znalazła. Nie wiem, jaką  miała spełniać funkcję. Nie wiem, co myślał ktoś kto ją tam kładł, bo ja w pierwszym momencie na pewno nie myślam, zareagowałam spontanicznie i zaczęłam córce tłumaczyć:
" To jest świnka. Świnka robi chrum, chrum. Peppa jest świnką. Jest różowa....i czasem ją jemy na obiad...."
I dopiero kiedy usłyszałam własne słowa dotarło do mnie co ja właściwie mówię. Czy to był dobry moment? Czy powinnam? Jeśli tak , to w jako sposób? Czy to jest dobry powód, żeby przejść na wegetarianizm? Czy to nie jest hipokryzja?
Co zrobię wieczorem czytając bajkę? Codziennie oglądamy zwierzęta na farmie, pokazuję, opowiadam o życiu każdego z osobna. Laura kocha kury, podobnie jak kota czy psa. Zna odgłosy większości zwierząt, uczymy ją, że są kochane i potrzebne. Jak mam jej powiedzieć, że ludzie hodują zwierzęta, żeby je potem zjeść?
Laura jest jeszcze mała, nie zrozumie, ale mnie już teraz to pochłania, bo może zapamięta.
Nie jestem wielką fanką mięsa, lubię zjeść tradycyjną pierś z kurczaka czy wołowe hamburgery. Reszta mogła by dla mnie nie istnieć. Przygotowuję mięso trzy razy w tygodniu, czasem jemy wędlinę na kolację, ale wydaję mi się, że mieścimy się w nielicznej grupie ludzi ograniczającej mięso. Nasze, polskie tradycje kulinarne nie dają wyboru.  Mielone, bigos,kiełbasa itd.  Większość mięsożerców nie zastanawia się nawet przez chwilę czy to jest dla nich dobre, dla  zdrowia i samopoczucia. Wiem, wiem, jakim agrumentewm posługują się mięsożercy. "Ludzie od zarania dziejów jedli mięso". To prawda, ale wątpię, że neandertalczyk miał wątpliwą przyjemność zjadania mięsa nafaszerowanego antybiotykami, konserwantami, cukrem itd.
Nie jestem radykalna. Uważam, że we wszystkim należy zachować umiar. Nie rozumiem jednak dlaczego inni wolą kupić szynkę za 10 zł. wiedząc że nie ma w niej mięsa. A może nie wiedzą, żyją w nieświadomości. Tak czy inaczej to oni psują rynek, to oni chcą kupować tanie produkty, zamiast ograniczać ich ilość na rzecz jakości. Chciałabym w końcu iść do sklepu i nie musieć czytać składów chemicznych kiełbasy, bo i tak ich nie rozumiem.
Nie podjęłam decyzji o wykreśleniu mięsa z diety, bo to wymaga czasu i wiedzy. Nie mogłabym narażać bliskich na niebezpieczeństwo niedoborów. Dieta wegetarianina musi być zbilansowana i przemyślana, żeby była zdrowa. Na razie zostanę przy moim racjonalizmie i będę kupować mięso w sprawdzonych i dobrych sklepach. Podjęłam ostatnio również próbę zastąpienia uwielbianych przez Laurę parówek na sojowe, ale ta zamiana nie okazała się smaczna, ani dla niej ani dla mnie:) Może to jest czas żebym zrobiła domowe parówki, bo ich sekret tkwi chyba w kształcie, innego powodu dla, którego dzieci je tak uwielbiają nie znajduję.



Jedzmy zdrowo!
I nie bójmy się rozmawiać, pogłębiać wiedzę i domagać się zdrowych produktów!
Dbajmy o siebie!


piątek, 3 października 2014

Koktajl malinowy ze szpinakiem i bananem

To prawdopodobnie ostatnie świeże maliny w tym roku. 
Postanowiłam pożegnać lato czymś wyjątkowym, zdrowym i malinowym.

koktajl malinowy ze szpinakiem i bananem, smothie malinowe ze szpinakiem

Do zrobienia koktajlu użyłam:
- banana,
- malin,
- szpinaku,
- jogurtu koziego/ greckiego.


koktajl malinowy ze szpinakiem i bananem, smothie malinowe ze szpinakiem


Smakował pysznie, mimo nieapetycznego koloru:)
Wypiłyśmy go z córką na drugie śniadanie:)


środa, 1 października 2014

Żytni chleb z nasionami chia

chleb żytni z nasionami chia, chleb na drożdżach, łatwy chleb do zrobienia w domu

To już kolejny przepis na chleb. Jego przygotowanie nie wymaga ani kolosalnych umiejętności, ani czasu. Wystarczy połączyć wszystkie składniki, wyrobić ciasto ręką i uformować kulę, z której później powstanie okrągły bochenek. To był mój pierwszy chleb, który musiałam wyrobić dłonią, wcześniej unikałam takich przepisów. Myślałam, że to trudne i wymaga wprawy. Okazało się, że nie miałam z tym żadnego problemu, więc każdy może to zrobić jeśli tylko zechce.


Do zrobienia chleba potrzebujemy:
* 500 g mąki żytniej typ 750,
* 350 ml ciepłej wody,
* 30 g drożdży,
* 2 łyżeczki soli,
* 3 łyżki siemienia lnianego,
* 2 łyżki słonecznika,
* 4 łyżki nasion chia.


 Chleb po uformowaniu musi podwoić objętość( trwało to ok. 1 godz.). Bochenek obsypałam mąką i włożyłam do piekarnika nagrzanego do 200st. na 30 min.

chleb żytni z nasionami chia, chleb na drożdżach, łatwy chleb do zrobienia w domu

Chleb nie ma specyficznego zapachu i smaku ( w przeciwieństwie do  mojego autorskiego chleba ). Smakował mojej córce i mężowi. Jak dla mnie jest za gęsty i nieco ciężki. Poszukiwania idealnego chleba trwają...

Smacznego!!!

wtorek, 30 września 2014

"normalne" dziecko

Przebudziłam się. Za oknem jest już jasno, szybko myślę czy wstawałam w nocy? Nie?!Niania milczała całą noc?! Dziwne...
Przerażona wybiegam z łóżka, po drodze zerkam na zegarek - 7.04 Potykam się o jakąś zabawkę, której nie chciało mi się wieczorem sprzątnąć. Zaczynam panikować. Coś musiało się stać. To nie jest normalne. Od 17 miesięcy budzi się z krzykiem co najmniej dwa razy. Wpadam do niej z impetem. Jest, śpi, oddycha. Uff :)!!
Przeciągam się leniwie, wracam po szlafrok i powoli mój oddech wraca do normy. Idę zaparzyć kawę. I zaczynam uświadamiać sobie, że jej nie potrzebuje. Umysł mam trzeźwy, czuje się dobrze, jestem wypoczęta. Dziesięć godzin nieprzerwanego snu, to dla mnie niesamowity luksus, szczerze wątpiłam, że to mi się jeszcze zdarzy;)
Słysze ją. Obudziła się, ale leży nadal, tak jak by chciała jeszcze chwilę odpocząć. Uśmiecha się, patrzy w sufit, to dla mnie scena jak z filmu. Jestem coraz bardziej ciekawa, co przyniesie dzień.
Jemy śniadanie, bez buntu, bez wybrzydzania.
Ubieramy się, czytamy bajkę, a później...to co widzę zaskakuje mnie co raz bardziej! Moja własna córka podchodzi do kosza z zabawkami i sama, dobrowolnie po nie sięga. Nie szarpie matki za spodnie, nie wyciąga ręki by całe przedpołudnie wymuszać wspólne spacery. Wykorzystuje tę sytuację i idę do łazienki, sama, chyba pierwszy raz od kilku m-cy.
Nie spieszna toaleta, a później sprzątanie, przygotowywanie obiadu, to nie jest u nas codzienność.
Później zupka i ....DRZEMKA!!
Bez płaczu, bez dantejskich scen, we własnym łóżeczku.
Chyba śnie?
A jeśli nie, to spokojnie mogłabym pójść spać, bo Ona śpi  już dwie godziny.
Nic nie robię, czekam, patrze na nią. Pierwszy raz mogłabym jej zrobić zdjęcie jak śpi. Nigdy wcześniej nie miałam takiej okazji. Zawsze po godzinnym usypianiu spała tylko 20 min, więc nie marnowałam tego czasu na fotografowanie.
Wstała...po raz kolejny w ciszy i z uśmiechem na buzi. Daje mi buziaczka.
Szok, jestem w szoku i nie mogę ochłonąć.
To tak mógłby wyglądać dzień?
To tak miło i spokojnie mogło by wyglądać macierzyństwo?
To tak cicho mogło by  być w naszym mieszkaniu?
To dzieci wyspane tak dużo się uśmiechają?

Pozdrawiam Wszystkie matki "normalnych" dzieci!!
Mam dla Was przesłanie!

" Cieszcie się macierzyństwem, macie cudowne dzieci, które dają Wam żyć. Doceńcie to !!" 

Bardzo Wam zazdroszczę, teraz więcej rozumiem.
Wyobrażam sobie takie życie...
Marzę...
Jutro mogę już nie wypić ciepłej kawy, umalować rzęs...
Mogę nie czuć tej czystej, niesamowitej i dumnej miłości....


Późny wieczór.
Dziecko  zasypia.
Można odprawić taniec zwycięstwa i...pójść spać. A może świętować, to był naprawdę wspaniały dzień.
Biorę kąpiel, suszę włosy, uśmiecham się do męża i szykuje butelki i mleko niezbędne przy nocnym karmieniu. Mogę nie mieć tyle szczęścia co wczoraj. Ściszam elektroniczną nianię. Laura potrafi naprawdę głośno krzyczeć "Mama, mama, mniam mniam", a taka pobudka przyprawia mnie nocny ból głowy.  Chyba zaczynam wątpić w całonocny sen.
Idę do łóżka.
To był piękny dzień....

poniedziałek, 29 września 2014

ŁYŻECZKA CUKRU i przepis na banalne ciasto dyniowe

Zanosiło się na to już od dawna,  czara goryczy przelała się wtedy, kiedy zorientowałam się, że nie umiem wypić gorzkiej herbaty. Ta sytuacja mnie zaskoczyła, wcześniej nigdy jej nie słodziłam. Lubiłam gorzką herbatę, delikatnie słodziłam miodem tylko napar z dodatkiem cytryny. Więc skąd ta nagła słodka potrzeba?
Otóż, od czasu kiedy jestem matką, mój małżonek wielokrotnie serwował mi własną mieszankę boskiego napoju wzmocnioną łyżeczką cukru. Kilka pierwszych  filiżanek wydało mi się dziwnie smacznych.... ale po kilku dniach już nie zauważałam różnicy, aż w końcu poranną herbatkę sama dosładzałam czubatą łyżeczką cukru. Co dziwne, sytuacja ta rozwijała się na przestrzeni kilku tygodni.
Tak nie mogło być.
Zrobiłam bilans i o zgrozo pochłaniałam ogromne ilości cukru. Trzy słodkie herbaty, kawa, wafelek z Biedronki, ciasteczko z cukierni itd. Cóż za hipokryzja, sama jestem jak słodki pączek, a dziecku nie dam posmakować słodkiej herbatki czy cukierka? Wyrodna ze mnie matka, no nie?

Wiem jak cukier wpływa na nasz organizm, wiem także, że spożywanie go nie daję żadnych korzyści (artykuł do poczytania KLIK ). Przy tym wszystkim uzależnia i to jak.  Jestem porażona jak szybko dałam się wciągnąć tej słodkiej lawinie i zdaję sobie sprawę jakie były by moje dalsze kroki w tym cukrowym oszołomieniu.
Dlatego raz na zawsze kończę z białym cukrem.
Zaczynam detoks, co prawda do celu zmierzam małymi kroczkami (na razie nie wyobrażam sobie gorzkiej kawy):
1. Pozbyłam się białych kryształków i zastąpiłam je brązowymi, prawdziwymi.
2. Nie kupuję żadnych słodyczy. Moi dotychczasowi ulubieńcy mają skład dłuższy niż jestem spamiętać, a do tego zawierają chemikalia, których unikam w swojej diecie.
3. Piekę "słodycze" sama.  Dzięki temu mam pewność co zjadam i nie cierpię tak bardzo z powodu odstawienia. Jest bowiem taka chwila w ciągu dnia, kiedy zaparzam kawę i wtedy...muszę, no po prostu muszę mieć coś "słodkiego"!!
4. Na szczęście idzie zima, a wtedy najlepszym słodzikiem jest miód. Zamierzam zrobić poważny zapas miodu i w razie nagłej potrzeby użyć go bezkarnie.

A co upiekłam ostatnio?
Banalne ciasto dyniowe z żurawiną:)



Składniki:
- 3 jajka od szczęśliwej kury,
- 180 gram cukru brązowego,
- 250 gram purre z dyni *,
- 300 gram mąki pszennej,
- 120 ml oleju rzepakowego,
- 3 łyżeczki proszku do pieczenia,
- szczypta soli,
- suszona żurawina/ rodzynki. 




Wszystkie składniki mieszamy i wylewamy na formę wyłożoną papierem do pieczenia. Piec 45 min w piekarniku nagrzanym na 180st.

banalnie proste ciasto dyniowe z żurawiną

 * Purre z dyni:
Dynie pokroić na kawałki (ja kroję na kwadraty ok. 10cm/10 cm) wraz ze skórą i włożyć do piekarnika nagrzanego do 200 st. na ok. godzinę
 Po tym czasie wyjąć, wydrążyć miąższ.

Smacznego!!!