niedziela, 22 marca 2015

niepozorne lenistwo

"...
Nie śpię już, naprawdę!!
Nie wkładaj mi palca w oko, ja już nie śpię!!
A może pozwolisz mamusi poleżeć jeszcze chwilę?
No dobra, dobra, wstaję!
A może obejrzysz Peppę? Nie:(:( hmm szkoda!
No już przestań krzyczeć, wstaję!
Na pewno chcesz o tej godzinie bawić się w sklep? Co ja bym miała kupować o 7 rano? Banany?
Dobra, będziemy się bawić, pod warunkiem, że zjesz zaraz owsiankę z tym bananem, który teraz stanowi ofertę handlową;)
Nie zjesz owsianki?
To co będziesz jadła na śniadanie?
Bułkę?
Z czym?
Z cukrem?
Z ketchupem? o nie!!
A ile ten banan właściwie kosztuje? Dobrze, że jeszcze nie znasz się na kasie i cena jest w miarę przystępna. Tylko czy wystarczy mi bilonu na te wszystkie owoce, które zamierzasz mi sprzedać?
Zaraz wrócę!Obiecuję!!Pójdę tylko siusiu!!Nie mogę??Łamiesz wszystkie prawa człowieka!!Wiesz o tym??Nie rozumiesz?? Każdy człowiek , nawet twoja matka ma prawo do 8 godzin snu, do zrobienia siusiu, do kąpieli i zjedzenia śniadania-pożywnego śniadania!!Po za tym to ja tu żądze......"

Czyżby??

A można przecież pojechać na weekend do dziadków, wstać o normalnej godzinie, nie przypalić owsianki i zjeść śniadanie przy stole, poczuć smak wiejskiej jajecznicy, gziki i herbaty miętowej. Nie myśleć o zawartości pękającej w szwach pieluchy, nie myć jej rąk co 15 minut, nie wykonywać jej nieznoszących sprzeciwień poleceń. Być sobą, poszwendać się po domu bez celu, pomyśleć o życiu i pięknie natury, wziąć książkę, czytać, leżeć, zasnąć.... Po leniwym dniu, można położyć ją spać o 19stej zjeść domową pizze, nalać sobie do kieliszka malinowej nalewki, napisać posta i obejrzeć film z mężem. Można to wszystko!!
Da się!!
Cudownie jest się tak zregenerować, poczuć tę bezdzietną wolność, przypomnieć sobie co w życiu jest ważne, dziękuję Ci córko, dziękuje Wam-Droga rodzinko!!
Jutro zaczynam nowy dzień matki na pełny etat, idę spać bo o 7 ktoś zacznie krzyczeć "Obuć, obuć" i ciągnąć mnie za piżamę....

NIE MOGĘ SIĘ JUŻ DOCZEKAĆ!!!!:*

czwartek, 19 marca 2015

Macierzyństwo jak wyrzut sumienia

Czy możliwe jest bycie matka idealną?
A może nikt nie oczekuje ode mnie bym nią była?
Sama, dobrowolnie i z pełną premedytacją narzucam sobie pewien poziom. Zbyt mocno pragnę realizować wyimaginowane standardy, spinam się, a wieczorem czuję, ze mogłam wywiązać się z nich lepiej. Taka już jestem. Za ambitna i zbyt perfekcyjna. Najgorsze jest to, że małe potknięcia nie motywują mnie do dalszej pracy nad sobą, a zniechęcają. Codziennie uświadamiam sobie jak niewiele mi potrzeba bym straciła zapał, wystarczy chwila, jakiś komentarz, zła reakcja otoczenia, smutna mina córki i matka się poddaję. Odpuszczam wszystko, nie ma we mnie woli walki. A szkoda, bo czuję w sobie ogromny potencjał.

Często myślę o tym jak radzą sobie inne matki, czytam różne blogi, bo jestem ciekawa tej codzienności w innych domach, zastanawiam się skąd młode matki biorą inspirację, w jaki sposób dochodzą do pewnych wniosków, jak decydują co dla ich dziecka będzie najlepsze. Beznadziejny program o matkach na TVNie pokazał, iż każda matka żyje w przekonaniu, że jest matką idealną (pewnie tak jest -dla jej dziecka), niestety w ocenie innych matek każda kolejna wypadała słabo. To dało mi do myślenia. Każda z nas jest innym człowiekiem, wychowanym w różnych standardach, do tego dochodzi zróżnicowany status społeczny, wykształcenie i otoczenie. Dla jednej matki coś co jest wyjątkowo zdrowe, okazuję się żywieniowym przestępstwem w oczach innej.
Obserwuję otoczenie, widzę co inne dzieci jedzą na placu zabaw, co matki wkładają do sklepowego wózka. Czy to są przypadkowe produkty, przemyślana dieta czy może nawyki przekazywane z pokolenia na pokolenie? Temat jedzenia jest trudny i kontrowersyjny, zauważam to podczas spotkań towarzyskich i w mediach. Jedzenie stało się kontrowersyjne i bądź tu matko mądra:). Nawet wiedza naukowa nie pozwala jednoznacznie stwierdzić co jest dla nas i naszych dzieci dobre. Wertując książki od mojej teściowej, wyznaczające trendy żywieniowe z okresu, kiedy ona była młodą, żądną wiedzy matką, dochodzę do wniosku, że jedynym zaleceniem analogicznym do czasów współczesnych jest podawanie dziecku marchewki (choć i ta marchewka pewnie była inna niż ta nasza-współczesna- bez pestycydów, azotanów itd.)
Mam też nieodparte wrażenie, że "niewiedza jest słodka", a świadomość staje się uciążliwa i wpędza w ogromne poczucie winy.
Zaczynając dzień już myślę co zrobić na śniadanie, na zjedzenie miski jaglanki czy owsianki nie liczę. Będę usatysfakcjonowana jeśli dziecię uraczy się kilkoma łyżkami i z pewnością poprosi mnie o cukier do posypania:(:( Później przyjdzie pora na drugie śniadanie (dość szybko, bo śniadanie było skromne), zrobimy świeży sok z warzyw i owoców z marketu, zjemy pszenną bułkę zrobioną przez tatę, albo jakieś smażone placki. Na obiad będzie zupa np. z pomidorów z puszki , na drugie kurczak z Biedronki, albo łosoś z Lidla . Wieczorem to na pewno jajko albo serek wiejski (choć po przeczytaniu książki Anny Lewandowskiej mam wstręt do całego nabiału i mam wrażenie, ze jedynym zdrowym rozwiązaniem jest weganizm) wszystko z dużą ilością ketchupu. Cudem będzie, jeśli dzień uda się przetrwać bez ciasteczka maślanego od Pani z piekarni, lizaka rozdawanego w sklepie obuwniczym, albo jajka niespodzianki obowiązkowym punkcie każdych zakupów spożywczych.
I w ten właśnie sposób buduję własne poczucie winy, bo może zjadłyśmy za mało warzyw, a może nie było w naszej diecie kaszy i strączków, że wypiłyśmy za mało wody, za dużo słodyczy itd .

A co ze świeżym powietrzem? Każda matka wie, że dziecko musi być na spacerze codziennie bez względu na pogodę. Noworodki się weranduję, a starszaki wyprowadza na plac zabaw. Co jeśli "starej" matce nie chce się wyjść z domu i najchętniej leżała by pod kocem z laptopem na kolanach? Kilka dni temu, w wyniku dręczących mnie wyrzutów sumienia postanowiłam spędzać z moją córką przynajmniej dwie godziny dziennie na dworze. Nie wliczam w to czasu, kiedy moja córka jedzie w wózku. Założenie- dziewczyna ma chodzić, biegać i aktywnie spędzać czas. Niestety z naszego kilkudniowego doświadczenia wynika, że to (wbrew oczekiwaniom) nie wpływa na jej zmęczenie i rychłe pójście spać- wręcz przeciwnie:(;(

Każdy mądry rodzic wie, jak ważne jest czytanie dzieciom.
"(…) Dziecko, któremu codziennie czytamy, czuje się ważne i kochane. Buduje to jego mocne poczucie własnej wartości – wewnętrzną siłę i wiarę w siebie, które wpłyną na jakość jego życia co najmniej tak znacząco jak zdrowy kręgosłup czy zdrowe oczy. Codzienne głośne czytanie buduje mocną więź między rodzicem i dzieckiem. Więź z najbliższą osobą jest jedną z najważniejszych potrzeb rozwojowych dziecka, warunkiem, by mogło wyrosnąć na zdrowego emocjonalnie i dojrzałego człowieka."
Głośne czytanie wpływa na umiejętności językowe i umysłowe, a wspólne czytanie to inwestycja w dobre nawyki w przyszłości. Moim marzeniem jest wymienianie się z córką książkowymi, ciekawymi pozycjami, kiedy już będzie dorosła, ale co jeśli matka nie zawsze ma siłę i chęć na czytanie, a córce i tak chodzi tylko o przewracanie kolejnych stron po to tylko by skwitować to ulubionym słowem "k o n i e c" zamykając książkę ostatecznie.
Wymyślam różne sposoby na własne lenistwo czytelnicze, ale nic nie zdaje egzaminu. Rano ona nie wykazuje zainteresowania i ciężko jej usiedzieć w miejscu, w ciągu dnia nie sięga po książki, a wieczorem zasypia razem z nami ok 22-23, kiedy matka marzy tylko o zgaszeniu światła i zamknięciu oczu:). Taka sytuacja.

No właśnie, a co z tym wspólnym spaniem? Oczywiście, każdy rodzic sam decyduję czy chce spać z dzieckiem czy nie.
Ale ja tego nie lubię.
Spędzam z nią cały dzień, chciałabym noc poświęcić na regenerację i odpoczynek. Zależało mi, żeby Laura zasypiała sama w swoim łóżeczku, ale wiem, że to dla niej bardzo trudne. Od urodzenia nie znosi swojego łóżeczka. Przez 1,5 roku byłam nie ugięta i mimo wielogodzinnego płaczu usiłowałam ją  w nim usypiać. Po tym czasie, wymęczona i zrezygnowana, poddałam się, przestałam dręczyć siebie i ją. Pogodziłam się z faktem, że nie jest typem śpiocha i że bez trudu spędzi cały dzień (7-22) bez drzemki, ale to, że chce spać z nami to już za dużo. Wspólna noc to ciągłe czuwanie nad jej dziwnymi pozycjami i brakiem okrycia. A ja chce po prostu się wyspać, moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina!!!;)

I wciąż jestem rozdarta i mam wyrzuty sumienia....możliwe, że coś robię źle...ale kto to wie, niestety instrukcji obsługi dziecka nie dołączają.... 
Mam tylko nadzieję, że te i inne niedociągnięcia i wady matki polki nie wpłyną na zdrowie psychiczne mojej córki i że nasze relacje na tym nie ucierpią;)