niedziela, 21 grudnia 2014

20.

Słyszę ją.
Woła głośno:
"mamo!!mami !!mama!!"
No cóż, muszę wstać, przecieram oczy, idę..przez szparę w drzwiach widzę,  już czeka, wychyla się z łóżeczka i nie chce spędzić w nim już ani chwili:). Jest 7.15 Ubieramy się i idziemy do kuchni, tam przygotowujemy  jaglankę lub owsiankę, herbatę malinową, rumianek i kawę:) Zaczynamy dzień z Dorą i Diego ulubionymi, bajkowymi bohaterami. Laura powoli spożywa śniadanie, nigdzie się nie spieszymy. To mój czas, za chwilę wszystko nabierze tempa i leniwy poranek zamieni się kalejdoskop zdarzeń, zabaw, spacerów i...przebierania. Testujemy bowiem nowy styl życia, fajnie byłoby żyć bez pieluszki. Zakładamy majtki i .. sprzątam, zmieniamy majtki i znowu  sprzątam, wszystko przez to, że informacja o potrzebie pojawia troszkę za późno. Dobrze wie gdzie powinna siusiać, ale skutecznie odmawia korzystania z nocnika.
Po dwóch godzinach zabaw, szykujemy się do wyjścia. Nasze osiedle to dla niej dżungla, las deszczowy, pustynia i wielkie miasto w jednym, a dla mnie siłownia i aerobik:) Pokonujemy wszystkie schody, krawężniki, robimy "baby" w każdym piasku, zbieramy kamienie i szyszki. Laura powtarza prawie wszystko, więc jest to także okazja do poznawania nowych słów, ale nie tylko. Zimą szukamy karmników, kupujemy razem kaszę i idziemy karmić ptaki, to dobra okazja żeby porozmawiać o porach roku i zwierzętach.
Liczymy choinki w oknach sąsiadów, pieczemy pierniki, zdobimy je, rysujemy kartki i robimy ozdobne łańcuchy....
W tym miesiącu pojawiła się nowa i bardzo przyjemna skłonność do przytulania i całowania. W końcu moje malutkie niedotykalskie dziecko ma ochotę przytulić się i "pomiziać".  Cudowna odmiana.
Pasjami przesiaduję w samochodzie, symuluję szybką jazdę, korzysta ze schowków i przełącza biegi.
Kiedy słyszy, że tata szykuję się na łyżwy stoi przy drzwiach gotowa do wyjścia. Nie może doczekać się naszego sylwestrowego wyjazdu, bo wciąż opowiadamy jej o nartach i sankach.
Tańczy, śpiewa, udaję, że płacze, rozpoznaje emocje i nastroje.
Gada!!
Większość słów powtarza. Do ulubionych należą:
bomba (bombka)
koń
miś
ryba
mapa
tik tak
dzidzia
kurtka
but (buty)
kula
dziula (dziura)
pić
Fantastyczne jest to, że stała się w pełni komunikatywna. Ona rozumie mnie, a ja ją. Rozmawiamy już na całkiem poważne tematy.
Potrafi powiedzieć co chce na śniadanie, czy ma ochotę na jabłko czy maliny, nazywa swoje ulubione książki i "czyta" bajki swojej lalce gdy ta idzie spać itd. Jest fajnie!!








piątek, 19 grudnia 2014

Czas relaksu

Myślę, że mam miłe życie, nie licząc tych dni, kiedy wydaję mi się, że całkiem zwariowałam. Najczęściej dzieje się to wtedy, kiedy ludzie, którzy mnie otaczają postępują w niezrozumiały dla mnie sposób lub wtedy gdy uświadamiam sobie, że marnuję swój "ogromny potencjał" i nie robię oszałamiającej kariery. Możliwe, że to dało by mi spełnienie, ale istnieje też prawdopodobieństwo, że mogło by mnie systematycznie unieszczęśliwiać. Ta niepewność wprowadza mnie w permanentny dysonans.
Często mam nieodparte wrażenie, że wystarczy zrobić jeden mały krok, że tuż za rogiem czeka na mnie coś niesamowitego. Spełnię wszystkie swoje marzenia i zrealizuję plany zawodowe. Niestety równie powszechna jest myśl, że życie to pasmo trudnych decyzji, złych wyborów, nieodpowiednich priorytetów i  znajomości.
Jestem niezrównoważona. Mam mętlik w głowie prawie non stop, dlatego poszukuję różnych form relaksu. Potrzebuję tego. Jeszcze kilka tygodni temu poświęcałam każdą wolną chwilę blogowaniu i nie myślę tu o pisaniu postów, ale o wszystkim co się z tym wiąże. Żeby opublikować nowy post muszę być z niego zadowolona, jeśli nie czuję się do końca kompetentna to nie poruszam pewnych tematów, jeśli napisanie czegoś może kogoś urazić też nie podejmuję tematu. A kiedy już pojawia się dobry pomysł nietrudno jest mi go zrealizować, poszukuję inspiracji, albo po prostu siadam i piszę. Ale jak to bywa w moim życiu przychodzi moment zwątpienia, znudzenia, przegrzania...wtedy muszę odpuścić i odpocząć, nabrać dystansu i zastanowić się nad sensem danej czynności. Tak też było z blogowaniem.
Na tę chwilę nie wiem jak będzie, marzę o fajnym blogu na wysokim poziomie, ale w tej chwili nie mam na to pieniędzy i motywacji. Zobaczymy co wydarzy się w nadchodzącym roku, a tymczasem relaksuję się w każdej wolnej chwili. Nie lubię polskich seriali, facebook już mnie nudzi, nie ma słońca, ani śniegu, ale odkryłam nową, fantastyczną formę odpoczywania z telefonem w ręku. Wstajemy rano, przygotowujemy śniadanie i oglądamy bajki...tzn ja przeglądam piękne fotografie, które potrafią niesamowicie inspirować, albo wprost przeciwnie przenieś w nieznane mi dotąd rejony mojej wrażliwej (niekiedy) duszy.
Kiedy nie byłam mamą kupowałam ogromną ilość magazynów wnętrzarskich, teraz szkoda mi pieniędzy i... ich samych. Zapewne w dość szybkim czasie zostały by wzbogacone o wysoką sztukę (czyt. rysunki mojej córki), co najgorsze mogłoby się tak stać jeszcze zanim zdążyłabym rzucić na nie okiem. Po co ryzykować, kiedy mam http://www.pinterest.com/ to on stał się dla mnie ostatnio niezwykłą odskocznią od rzeczywistości. Dlatego...
Zapraszam Was do mojego świata...
...jesteście głodni?:)







Jesteśmy już najedzeni i wypiliśmy aromatyczną kawę, więc zapraszam do domu:







Dobra, ale nie wiecie jeszcze jak wyglądam...
Oto ja!;)




Pozdrawiam wszystkich marzycieli.
Buźka!