sobota, 20 czerwca 2015

Dieta wegańska i babka dyniowa

Przeglądam swojego bloga i nie jestem zadowolona. Dostrzegam błędy w tekście i widzę nieprofesjonalne zdjęcia, mimo wszystko wciąż mam ochotę pisać kolejne posty. Mam nadzieję, że kiedyś znajdę czas i motywację by wszystko udoskonalić, dopracować i zrobić po mojemu, bo mam w stosunku do niego pewną wizję i niemałe oczekiwania. Bardzo chciałabym wrócić do systematycznego pisania, jednak pragnienie wieczornego snu jest silniejsze. Nie sprzątam, nie gotuję, nie czytam tylko idę spać.
Może to spadek formy?
A może symptom jakieś choroby? Bardzo prawdopodobne.
Z różnymi dolegliwościami borykam się od wielu lat, ale od kilku miesięcy zaczęły one agresywnie wpływać na moje życie. Budziłam się rano zmęczona, po porannej owsiance czułam się ciężko, gotowałam obiad nie mając na nic ochoty, o kolacji czy drinku nawet nie myślałam. Mój aktywny dzień Matki Polki chciałam zakończyć szybkim prysznicem i spaniem. Zaczęło mi doskwierać to, iż nie miałam siły i ochoty na wyjście z domu, zorganizowanie dziecku zabawy i czynne w niej uczestniczenie, a najgorsze było to, że nie miałam potrzeby jedzenia i picia, bo te czynności zaczęły kojarzyć mi się tylko z problemami żołądkowymi.
Musiałam coś zrobić, zaplanowałam wizytę u lekarza, ale tym razem mój wybór padł na specjalistę, człowieka świadomego i rzetelnie wykonującego swoją pracę. Sama wizyta okazała się jakże odmienna od standardowej : długi i wnikliwy wywiad, patrzenie w oczy, dotykanie, a na końcu lista badań, na której próżno szukać zalecanej mi kilkukrotnie gastroskopii.
Najtrudniejsza była decyzja o przeznaczeniu niespełna czterocyfrowej kwoty na badania. Jeszcze w trakcie pobierania krwi myślałam, że to gruba przesada, bo jestem tylko przemęczona. Na szczęście mój własny mąż nie pozwolił mi popełnić grzechu zaniechania i dzięki niemu wiem o swoim organizmie dużo więcej. Zrozumiałam, ze to nie mój charakter, a wiele wewnętrznych czynników wpływa na moje zachowania. Uświadomiłam sobie, że rządzi mną mój organizm, jestem jego niewolnikiem. Nie podoba mi się to, chce decydować o sobie i cieszyć się życiem, dlatego muszę w swojej diecie dokonać kilku fundamentalnych zmian. Muszę dać sobie szanse.

Wydaje mi się, że jestem z każdym miesiącem co raz bardziej świadoma. Zaczynam zdawać sobie sprawę co jest dla mnie dobre, rozumiem też, że nikt kto jest (w swoim mniemaniu zdrowy) mnie nie zrozumie.Nie oczekuje tego, jestem ja i moje ciało i to z nim mam do "pogadania", to ono jest teraz najważniejsze i to jemu poświęcam swoją uwagę. Dlaczego? Bo chce normalnie żyć.

Przeszłam na dietę wegańską z przymusu, to nie jest ideologia ani przekonanie. To moje ciało dyktuje warunki i tu nie ma dyskusji, muszę się podporządkować. Nie będzie taryfy ulgowe, nie ma miejsca na próby i błędy.
Za krowim mlekiem już nie tęsknie, dwa miesiące temu oficjalnie się rozstaliśmy nie mam dla niego miejsca w lodówce. Co za tym idzie, musiałam pozbyć się z lodówki masła, śmietany, jogurtów itd. To nie koniec trudnych rozstań, bo ukochane jajeczka i drożdżowe wypieki też idą w odstawkę. Do tego wykreślam z jadłospisu orzechy i gluten ......zostają rośliny;););)

Wbrew pozorom moje menu nie jest ograniczone, ubogie i zniechęcające. Jestem zaskoczona i zadowolona ze swoich posiłków i choć na poprawę samopoczucia będę musiałam czekać kilka m-cy to nie poddaję się. Walczę o zdrowie!

Dziś chciałabym zaprezentować wspaniały przepis na babkę, zawszę miałam skłonność do słodyczy, a to idealny przepis na deser lub śniadanie. Ciasto jest wyjątkowo wilgotne i aromatyczne. Przepis podpatrzony na pewnej uroczej imprezie zwanej wegańską "Kuchnią Społeczną"..

Składniki:
- 300 g mąki (dowolna, ja robiłam z mieszanki ryżowej, ziemniaczanej i jaglanej),
- 100 g cukru trzcinowego,
- 300 g musu dyniowego (ja miałam zamrożony),
- 225 ml oleju
- 80 g posiekanych orzechów nerkowca, żórawina,
- 3 łyżki zmielonego siemienia lnianego,
- 3/4 szklanki  soku pomarańczowego,
- łyżeczka imbiru,
- 1/4 łyżeczki mielonej gałki muszkatałowej,
- 1 łyżeczka soli,
-1,5 łyżeczka sody.


Wykonanie:
Siemie lniane zalać ciepłym sokiem i odstawić na kilka minut. W dużej misce wymieszać mąkę, sodę i przyprawy. W drugiej utrzeć olej, cukier, spęczniałe siemię i mus dyniowy. Połączyć mokre składniki z suchymi, wylać do połowy formy wyłożonej papierem do pieczenia, piec w piekarniku nagrzanym do 180 st. przez ok 40-45 min.


PYCHA!!!
Smacznego!!!

wtorek, 28 kwietnia 2015

sobota, 25 kwietnia 2015

Prezenty dla dwulatki

Co kupić dziecku, które cieszy się z zabawy w sklep, kiedy może sprzedawać owoce narysowane przez matkę na kartkach. Co zadowoli dziecko, które nie potrzebuje nic po za obecnością tejże matki. Wszystkie granice są w naszej wyobraźni, ale w końcu znudziło mnie tworzenie jednorazowych różdżek ze słomek do picia i folii aluminiowej. I teraz się okaże, że prezenty dla mojej córki-maniakalnej wróżki zmieniającej wszystkich w żaby, wynikły z mojego lenistwa i egoizmu;);)

Pomysł na prezent dla dwulatki, prezent na drugie urodziny

1. Po pierwsze : RÓŻDŻKA - must have!! Długo szukałam odpowiedniej, bo miałbyć to prezent na lata i z myślą o następnych pokoleniach. Mam taką cichą nadzieję, że takie właśnie przedmioty będą odnajdywane przez moje wnuki na strychu starego domu...Korona była w zestawie i ..pomyślałam, że taki komplet wykorzystamy w przyszłości.. na przedszkolne bale;)
2. APARAT, to kolejna rzecz, która będzie nam służyła przez lata. Jeśli nie wydarzy się coś niezaplanowanego to przyda się np. na szkolnych wycieczkach. Aparat robi prawdziwe zdjęcia o jakości porównywalnej do współczesnych zdjęć z telefonu. Po za tym uważam, że pierwsze zdjęcia wykonane własnoręcznie przez dziecko są ciekawą pamiątką.
 3. KOŃ i inne zwierzęta. Laura uwielbia konie, jeździmy do stadniny co drugi dzień i obserwujemy zachowania tych pięknych zwierząt. Chcemy mieć ich jak najwięcej, również w tej postaci;)
4. Akcesoria, takie jak okulary i spinki to oczywista oczywistość, niezbędnik każdej małej kobietki, która chce naśladować swoich rodziców i ich zachowania.
5. BLUZY, to już wartość dodana do urodzin obchodzonych w tym samym miesiącu. Niestety nie nałożyłyśmy ich w tym ważnym dniu bo pogoda nie dopasowała się do przewidzianej/zaplanowanej garderoby;)