wtorek, 30 września 2014

"normalne" dziecko

Przebudziłam się. Za oknem jest już jasno, szybko myślę czy wstawałam w nocy? Nie?!Niania milczała całą noc?! Dziwne...
Przerażona wybiegam z łóżka, po drodze zerkam na zegarek - 7.04 Potykam się o jakąś zabawkę, której nie chciało mi się wieczorem sprzątnąć. Zaczynam panikować. Coś musiało się stać. To nie jest normalne. Od 17 miesięcy budzi się z krzykiem co najmniej dwa razy. Wpadam do niej z impetem. Jest, śpi, oddycha. Uff :)!!
Przeciągam się leniwie, wracam po szlafrok i powoli mój oddech wraca do normy. Idę zaparzyć kawę. I zaczynam uświadamiać sobie, że jej nie potrzebuje. Umysł mam trzeźwy, czuje się dobrze, jestem wypoczęta. Dziesięć godzin nieprzerwanego snu, to dla mnie niesamowity luksus, szczerze wątpiłam, że to mi się jeszcze zdarzy;)
Słysze ją. Obudziła się, ale leży nadal, tak jak by chciała jeszcze chwilę odpocząć. Uśmiecha się, patrzy w sufit, to dla mnie scena jak z filmu. Jestem coraz bardziej ciekawa, co przyniesie dzień.
Jemy śniadanie, bez buntu, bez wybrzydzania.
Ubieramy się, czytamy bajkę, a później...to co widzę zaskakuje mnie co raz bardziej! Moja własna córka podchodzi do kosza z zabawkami i sama, dobrowolnie po nie sięga. Nie szarpie matki za spodnie, nie wyciąga ręki by całe przedpołudnie wymuszać wspólne spacery. Wykorzystuje tę sytuację i idę do łazienki, sama, chyba pierwszy raz od kilku m-cy.
Nie spieszna toaleta, a później sprzątanie, przygotowywanie obiadu, to nie jest u nas codzienność.
Później zupka i ....DRZEMKA!!
Bez płaczu, bez dantejskich scen, we własnym łóżeczku.
Chyba śnie?
A jeśli nie, to spokojnie mogłabym pójść spać, bo Ona śpi  już dwie godziny.
Nic nie robię, czekam, patrze na nią. Pierwszy raz mogłabym jej zrobić zdjęcie jak śpi. Nigdy wcześniej nie miałam takiej okazji. Zawsze po godzinnym usypianiu spała tylko 20 min, więc nie marnowałam tego czasu na fotografowanie.
Wstała...po raz kolejny w ciszy i z uśmiechem na buzi. Daje mi buziaczka.
Szok, jestem w szoku i nie mogę ochłonąć.
To tak mógłby wyglądać dzień?
To tak miło i spokojnie mogło by wyglądać macierzyństwo?
To tak cicho mogło by  być w naszym mieszkaniu?
To dzieci wyspane tak dużo się uśmiechają?

Pozdrawiam Wszystkie matki "normalnych" dzieci!!
Mam dla Was przesłanie!

" Cieszcie się macierzyństwem, macie cudowne dzieci, które dają Wam żyć. Doceńcie to !!" 

Bardzo Wam zazdroszczę, teraz więcej rozumiem.
Wyobrażam sobie takie życie...
Marzę...
Jutro mogę już nie wypić ciepłej kawy, umalować rzęs...
Mogę nie czuć tej czystej, niesamowitej i dumnej miłości....


Późny wieczór.
Dziecko  zasypia.
Można odprawić taniec zwycięstwa i...pójść spać. A może świętować, to był naprawdę wspaniały dzień.
Biorę kąpiel, suszę włosy, uśmiecham się do męża i szykuje butelki i mleko niezbędne przy nocnym karmieniu. Mogę nie mieć tyle szczęścia co wczoraj. Ściszam elektroniczną nianię. Laura potrafi naprawdę głośno krzyczeć "Mama, mama, mniam mniam", a taka pobudka przyprawia mnie nocny ból głowy.  Chyba zaczynam wątpić w całonocny sen.
Idę do łóżka.
To był piękny dzień....

poniedziałek, 29 września 2014

ŁYŻECZKA CUKRU i przepis na banalne ciasto dyniowe

Zanosiło się na to już od dawna,  czara goryczy przelała się wtedy, kiedy zorientowałam się, że nie umiem wypić gorzkiej herbaty. Ta sytuacja mnie zaskoczyła, wcześniej nigdy jej nie słodziłam. Lubiłam gorzką herbatę, delikatnie słodziłam miodem tylko napar z dodatkiem cytryny. Więc skąd ta nagła słodka potrzeba?
Otóż, od czasu kiedy jestem matką, mój małżonek wielokrotnie serwował mi własną mieszankę boskiego napoju wzmocnioną łyżeczką cukru. Kilka pierwszych  filiżanek wydało mi się dziwnie smacznych.... ale po kilku dniach już nie zauważałam różnicy, aż w końcu poranną herbatkę sama dosładzałam czubatą łyżeczką cukru. Co dziwne, sytuacja ta rozwijała się na przestrzeni kilku tygodni.
Tak nie mogło być.
Zrobiłam bilans i o zgrozo pochłaniałam ogromne ilości cukru. Trzy słodkie herbaty, kawa, wafelek z Biedronki, ciasteczko z cukierni itd. Cóż za hipokryzja, sama jestem jak słodki pączek, a dziecku nie dam posmakować słodkiej herbatki czy cukierka? Wyrodna ze mnie matka, no nie?

Wiem jak cukier wpływa na nasz organizm, wiem także, że spożywanie go nie daję żadnych korzyści (artykuł do poczytania KLIK ). Przy tym wszystkim uzależnia i to jak.  Jestem porażona jak szybko dałam się wciągnąć tej słodkiej lawinie i zdaję sobie sprawę jakie były by moje dalsze kroki w tym cukrowym oszołomieniu.
Dlatego raz na zawsze kończę z białym cukrem.
Zaczynam detoks, co prawda do celu zmierzam małymi kroczkami (na razie nie wyobrażam sobie gorzkiej kawy):
1. Pozbyłam się białych kryształków i zastąpiłam je brązowymi, prawdziwymi.
2. Nie kupuję żadnych słodyczy. Moi dotychczasowi ulubieńcy mają skład dłuższy niż jestem spamiętać, a do tego zawierają chemikalia, których unikam w swojej diecie.
3. Piekę "słodycze" sama.  Dzięki temu mam pewność co zjadam i nie cierpię tak bardzo z powodu odstawienia. Jest bowiem taka chwila w ciągu dnia, kiedy zaparzam kawę i wtedy...muszę, no po prostu muszę mieć coś "słodkiego"!!
4. Na szczęście idzie zima, a wtedy najlepszym słodzikiem jest miód. Zamierzam zrobić poważny zapas miodu i w razie nagłej potrzeby użyć go bezkarnie.

A co upiekłam ostatnio?
Banalne ciasto dyniowe z żurawiną:)



Składniki:
- 3 jajka od szczęśliwej kury,
- 180 gram cukru brązowego,
- 250 gram purre z dyni *,
- 300 gram mąki pszennej,
- 120 ml oleju rzepakowego,
- 3 łyżeczki proszku do pieczenia,
- szczypta soli,
- suszona żurawina/ rodzynki. 




Wszystkie składniki mieszamy i wylewamy na formę wyłożoną papierem do pieczenia. Piec 45 min w piekarniku nagrzanym na 180st.

banalnie proste ciasto dyniowe z żurawiną

 * Purre z dyni:
Dynie pokroić na kawałki (ja kroję na kwadraty ok. 10cm/10 cm) wraz ze skórą i włożyć do piekarnika nagrzanego do 200 st. na ok. godzinę
 Po tym czasie wyjąć, wydrążyć miąższ.

Smacznego!!!

niedziela, 28 września 2014

wrzosowisko



Od kilku dni doskwiera mi brak mocy twórczej. Mam pomysł, ale na realizację jakby nie starcza mi energii. Spalam się w zawrotnym tempie i nie zamierzam usprawiedliwiać się migreną i nieprzespanymi nocami.
Mam poczucie, ze nie wykorzystuję okazji. W końcu pogoda jest piękna, obiad zrobiony przez babcie, dziecko prawie zdrowe...mogłabym zdobywać świat. A jeśli nie, to przynajmniej napisać coś sensownego;)



Jeszcze kilka miesięcy temu zastanawiałam się nad sensem prowadzenia bloga. Robiłam bilans zysków i strat, analizowałam i próbowałam znaleźć odpowiedź na pytanie "po co to robię?". Napisanie jednego posta to czas, który mogłabym równie dobrze poświęcić na odsypianie, mycie włosów, zabawę z dzieckiem czy leniuchowanie. Nie jest to czynność, która przynosi profity finansowe, to bardziej zabawa niż praca, ale zabawa powinna sprawiać radość i dawać satysfakcję.
I dopiero ostatnio uświadomiłam sobie jak miło będzie za kilka lat wrócić do tych wpisów, do tych zdjęć i nastrojów. Gdyby nie blog wiele z nich poszło by w zapomnienie. Trudno było by mi je odtworzyć, zwłaszcza, że pamięć emocjonalna nie należy do moich silnych stron;)



Mam nadzieję, że kiedyś Laura przeczyta sobie ten pamiętnik, pisany przede wszystkim z myślą o Niej i pomyśli, że było warto! To będzie dla mnie prawdziwa rekompensata.


Uwielbiam jesień za kolory. Bordowy, pomarańczowy, zielony, rudy, czerwony...
Do tego cudowne, wiosenne słońce, czego chcieć więcej?
Ale nawet przy tak sprzyjających warunkach przyrody nastroje bywają skrajne.




Najważniejsze to poukładać myśli i posprzątać ogród...




sobota, 27 września 2014

Domowy budyń jagodowy z kaszy jaglanej

Wspaniały, cudowny, smaczny, genialny, niesamowity, banalny, uzależniający, zdrowy....


Chcesz zmienić coś w swoim życiu?
Jeśli tak!!
To zacznij od tego przepisu!
Nie dość, że pięknie wygląda, to smakuje boskoooo.

Od kilku dni moja córka odmawia jedzenia, więc poświęcam jeszcze więcej czasu na przygotowywanie posiłków i kreatywnie wykorzystuje zdrowe produkty. Co prawda sprzątania jest co niemiara, ale warto to robić mimo fioletowych plam na ścianach i bluzkach:);)


Niestety sesja zdjęciowa została bardzo szybko i brutalnie przerwana przez Laurę, ale mimo wszystko mam co pokazać.
Jestem dumna z tych  zdjęć, więc zapraszam do oglądania i wypróbowania poniższej anielskiej receptury.



Budyń jagodowy- potrzebujemy:
* 3 łyżki suchej kaszy jaglanej,
* pół banana,
* pół szklanki jagód/ borówek/ malin/ poziomek,
* mleko ryżowe/ lub inne (ilość zależy od predyspozycji, ja lubię gęste budynie).




Przygotowanie:
Kaszę gotujemy na sypko, dolewamy mleko, dodajemy owoce i miksujemy/ blendujemy.
I jemyyyyyy!!!!
Chętnych jest wielu:





Smacznego!!!

czwartek, 25 września 2014

(nie) tylko film - MIASTO 44

Można pójść do kina... i płakać podczas seansu?
...przeżywać każdą scenę?
...zakrywać oczy?
...po wyjściu z sali nie móc ochłonąć?
...cieszyć się jak dziecko z powrotu do ciepłego domu?
...cały wieczór tulić córkę i męża?
...nie móc zasnąć z nadmiaru emocji?
...w nocy czytać recenzje?
...śnić koszmary?
...budzić się ze strachu?
...analizować scenę po scenie?
...wspominać gesty, twarze, wzrok bohaterów?

Można!!
Właśnie po to chodzi się do kina.
Po emocje, po przeżycia i wrażenia!
Film, ale to nie tylko film.
To się działo naprawdę.
Bez względu na to jak inni to pamiętają, jak inni to wspominają, jak oceniają.
Czy było warto?
Czy ktoś to wtedy analizował?
A my..
Wyciągajmy wnioski i nie zapominajmy.

"Świat wam tego nie zapomni." (cytat z filmu)
Czy, aby na pewno?



środa, 24 września 2014

o moim autorskim chlebie:)

Niestety początek jesieni to dla nas czas pod znakiem gila z nosa.
Nic nie zrobimy, koczujemy w domu, niekiedy humory nam dopisują, a czasem tylko krzyczymy, płaczemy i wychodzimy...z siebie-niestety.
Na szczęście podczas wszelakich chorób moja pierworodna córka śpi nieco więcej, a ja z lubością ten czas wykorzystuję na gotowanie i pieczenie.

Mam już serdecznie dosyć pieczywa z osiedlowego sklepu. To co dostępne jest w piekarniach doprowadza mnie do łez i wściekłości. Nie będę komentować jakości chleba i bułek  z pobliskiej Biedronki, jeśli ktoś ma ochotę to może przeczytać TEN ARTYKUŁ.
Muszę wrócić do systematycznego pieczenia, bo zjadamy bardzo duże ilości pieczywa, ale poszukuję przepisu bardzo łatwego i nie wymagającego czasu.
Znalazłam już TEN, uwielbiany przez mojego męża, ale niestety wymagający zakwasu, którego już nie posiadam. Po za tym, nie jest to chleb, który chce jeść codziennie. Jest ciężki i bardzo drożdżowy, a idealny chleb to bezglutenowy i jak na razie nie odkryłam jeszcze receptury godnej uwagi, dlatego wciąż eksperymentuję i tworzę:):):) 
Wczoraj zrobiłam swój autorski chleb, co prawda nie wyglądał jakoś wyjątkowo, ale smakował całkiem dobrze. Dziś zmienię nieco składniki i liczę na jeszcze bardziej satysfakcjonujący smak.
  
Składniki:
- 200 gram mąki jaglanej,
- 100 gram mąki z amarantusa (bardzo mdły smak, następnym razem dodam symboliczne 50 gram),
- 200 gram mąki żytniej (typ 750),
- 12 gram suchych drożdzy,
- czubatą łyżeczkę soli,
- łyżkę cukru,
- 3 łyżki siemienia lnianego,
- 4 łyżki słonecznika,
- 2 łyżki sezamu,
- 2 i pół szklanki ciepłej, przegotowanej wody.


Przygotowanie:
Składniki wymieszać w misce i pozostawić pod ściereczką na 20 min. Po tym czasie ciasto przekładamy do foremki i dajemy mu jeszcze 20 min. Ciasto nie musi podwoić swojej objętości.
Piekarnik nagrzewamy do 220 st. i wkładamy chleb (wcześniej skropiony wodą lub olejem i posypany płatkami owsianymi) na 50-60 min. Ja przed końcem pieczenia przykryłam chleb papierem do pieczenia, żeby skórka się nie była za bardzo zrumieniona.


Smacznego!!




poniedziałek, 22 września 2014

Krem z pieczonej dyni i pomidorów z grzankami

 zupa z dyni i z pomidorów, krem z pieczonej dyni i pomidorów

Jesień kojarzy mi się z zapachem pieczonych jabłek i dyni. Uwielbiam je. W tym roku "zawekowałam" kilka kilogramów jabłek, przyszedł czas na dynię. To warzywo ujmuje mnie swoim kolorem i zapachem, a do tego jest wyjątkowo zdrowe. Należy je jeść, choć w mojej rodzinie nie ma takiej  tradycji, to ja zamierzam zmienić bieg historii i nauczyć się przygotowywać ją na wiele sposobów.
Zaczynam od zupy-krem, bo to najłatwiejsze danie. Mam plan by przygotować jeszcze placki, chleb, babeczki, może ciasto. Myśle o niej bardziej w kategorii deseru, bo(jak dla mnie) ma bardzo wyczuwalny słodki smak. Nie dokońca pasuję mi dynia na ostro, nie przepadam za mięsem na słodko, nie lubię też potraw słodko-ostrych, ale nie zniechęcam się...
Przepisów w internecie jest mnóstwo, ale ja dziś serwuję zupę mojego pomysłu.


 zupa z dyni i z pomidorów, krem z pieczonej dyni i pomidorów

Składniki :
- ćwiartka dużej dyni upieczona w piekarniku*,
- dwa ząbki czosnku,
- mały słoiczek własnego przecieru pomidorowego/ pięć świeżych pomidorów,
- łyżka masła,
- sól, pieprz,
- łyżeczka ostrej papryki,
- szczypta gałki muszkatołowej (ja jej nie lubię, ale można użyć więcej),
- szczypta curry,
- woda lub bulion do uzyskania odpowiedniej gęstości zupy
- grzanki z chleba żytniego.


Przygotowanie:
Na patelni rozpuściłam masło, dodałam posiekany czosnek, następnie upieczoną dynie*. Smażyłam 2 min. Dodałam pomidory i wszystkie przyprawy i jeszcze chwilę dusiłam. Dolałam odpowiednią ilość wody i zmiksowałam na gładko.



* Piekarnik nagrzać do 200 stopni C. Dynię pokroić na kawałki(wyjąć pestki), ułożyć na blaszce do pieczenia skórką do dołu. Wstawić do piekarnika i piec przez około 45 minut, aż dynia będzie miękka. Łyżką wyjąć miąższ ze skóry i odłożyć.

Smacznego!!

niedziela, 21 września 2014

Zdrowe i pyszne ciasto na niedzielę (i nie tylko;))

Uwielbiam kaszę jaglaną, gotuję ją prawie codziennie.  Jem jaglane śniadania(np. takie), dodaję ją do zup i do mięsa(klik), przygotowuję z niej desery i naleśniki (przepis).
Zastanawiam się jak mogłam wcześniej bez niej żyć:) , teraz bez przerwy z nią eksperymentuję...
Przepis na ciasto jaglane znalazłam już jakiś czas temu na TYM BLOGU, ale zrobiłam je dopiero wczoraj po wpisie innej blogerki:)
Ciasto jest bardzo łatwe do przygotowania i wyjątkowo pyszne. Bez wyrzutów sumienia podałam je córce na drugie śniadanie (a tak naprawdę wzięła je sobie sama , skutecznie uniemożliwiając wykonanie odpowiedniego zdjęcia).
 

ciasto jaglane z owocami brownie z kaszy jaglanej

ciasto jaglane z owocami brownie z kaszy jaglanej

 Składniki na zdrowe ciasto jaglane:
 1. Pół szklanki suchej kaszy jaglanej
 2. 3 jaja od szczęśliwej kury
 3. 50ml oleju (ja użyłam ryżowego)
 4. Pół szklanki jogurtu naturalnego/ greckiego/ śmietany 30%
 5. 3/4 szklanki cukru brązowego/ 100g syropu klonowego
 6. Pół szklanki kakao (jak dla mnie można użyć mniej)
 7. Łyżeczka proszku do pieczenia
 8. Śliwki i migdały lub inne owoce i orzechy.



Przygotowanie ciasta:
Kaszę jaglaną prażę na suchej patelni, lub przelewam wrzątkiem za nim wrzucę do garnka. Zalewam wrzątkiem w proporcji 1:3  (1:2 to dla mnie sport ekstremalny;)) czyli pół szklanki suchej kaszy gotuję w półtorej szklanki wrzątku. Po wchłonięciu wody wkładam garnek z ugotowaną pod pierzynę, żeby stała się sypka i miękka. W przypadku tego przepisu nie było to konieczne bo kaszę miksowałam na gładką masę (a'la budyń), następnie dodałam pozostałe składniki i znowu zblendowałam. Ciasto przelałam do formy i piekłam jak w przepisie, czyli 45 min w temp. 180 st.

Smacznego!!

czwartek, 18 września 2014

17 miesiąc życia dziecka

Minął kolejny miesiąc.
30 dni życia dla dorosłego człowieka to bardzo krótki czas, ale dla małego dziecka to spory kawałek życia i ogromny skok rozwojowy. Dziś będzie o nowych umiejętnościach mojej córki i o tym, że jest dzieckiem genialnym i zaskakująco inteligentnym ;)
Z każdym kolejnym dniem staje się coraz bardziej uparta, pokazuje swój charakter (tzn. charakterek) i może właśnie wchodzi w przyspieszony okres buntu. Jest gotowa rzucić się na podłogę i w torsjach okazać niezadowolenie, kiedy tylko  coś nie jest po jej myśli.
Nie znosi skarpetek, najchętniej chodziła by na golasa, ale koniecznie z czapką na głowie, nie lubi mycia włosów, ale za to uwielbia pić kompot i wodę z sokiem malinowym.
Ku mojej rozkoszy zaczęła domagać się oglądania i czytania (tzn. kartkowania) bajek. Po 16 m-cach w końcu mogę dzięki mini-mini zjeść rano śniadanie i sprawdzić pocztę;)


Jest co raz bardziej komunikatywna, swoje potrzeby sygnalizuje palcem, jękiem, krzykiem lub płaczem.
Potrafi śmiać się w głos, kiedy gołębie domagają się bułki, a ona wciąż zapomina, że trzyma ją w dłoni;) Pokonuje bez problemu krawężniki, schody, wszystko po to by znaleźć się jak najszybciej na ulubionym placu zabaw.
Nawiązała kilka bliższych znajomości i utrzymuję stały kontakt z kurami, które (ku mojemu zaskoczeniu) ktoś hoduję obok naszego osiedla;)
Wydaję mi się, że mamy przed sobą coraz mnie tajemnic. Zaczynam w końcu rozumieć jej potrzeby, może dzięki temu, że poszła w końcu na pewne ustępstwa. Odpuściła nieco nocne pobudki, przestała płakać godzinami przed snem i w końcu jeździ w wózku bez scen. Ten rodzaj niepisanego i niewypowiedzianego kompromisu spowodował że bardzo chce zamknąć ten jakże trudny początek naszych relacji. Zaczynamy nowe życie, na innych zasadach, z korzyścią dla obu stron:) Przed nami kolejne wspaniałe miesiące i lata...oby!:)  

środa, 17 września 2014

Wytrawne placki jaglane z cukinią, marchewką i natką pietruszki

Do zrobienia tych placków zmusiła mnie sytuacja;). Jak pisałam  W TYM POŚCIE nie lubię wyrzucać jedzenia i staram się tego nie robić, dlatego wcześniej ugotowaną kaszę jaglaną (która miała posłużyć za podstawę kolacji), połączyłam z "warzywnymi resztkami " z lodówki. Cukinię w weekend kupiłam z myślą o zupie, a marchewka to pozostałość po bulionie. Reszta jest wynikiem mojej wyobraźni;);)


Składniki:
  • pół szklanki ugotowanej kaszy,
  • połowa cukinii (moja była dość duża),
  • dwie ugotowane marchewki,
  • natka pietruszki,
  • jajo od szczęśliwej kury,
  • dwie łyżki skrobi ziemniaczanej,
  • dwie łyżki mąki jaglanej (opcjonalnie, w zależności od gęstości ciasta),
  • szczypta soli i kurkumy,
  • olej do smażenia.
placki jaglane z cukinii i marchewki

Wykonanie:
Ugotować kaszę jaglaną.
Zetrzeć cukinie na tarce (na grubych oczkach), osolić, odczekać, aż puści sok i odcisnąć za pomocą ręcznika papierowego/ ściereczki/ pieluchy tetrowej.
Ugotować marchewkę i rozgnieść widelcem. Posiekać natkę pietruszki. Wszystkie składniki wymieszać do uzyskania dość gładkiego, gęstego ciasta. Nakładać łyżką na rozgrzaną patelnię. Smażyć kilka minut z dwóch stron.


To już ostatni przepis na placki w tym roku-obiecuję!!Za kilka dni będziemy witać kalendarzową jesień, przyjdzie więc czas na świeżą porcję jesiennych przepisów.

Smacznego!!

wtorek, 16 września 2014

temat zastępczy

Cisza to najmniej pożądany element rozmowy.
Ludzie nie umieją milczeć.
O czym rozmawiać z dawno niewidzianą koleżanką z liceum, wujkiem czy z sąsiadką? Jakie tematy poruszać na babskich spotkaniach  i na rodzinnych eventach?
Kino, teatr, książka i szeroko pojęta kultura? Nie!!Nuda!!
Filozofia, teologia? O boże, teraz w ogóle przesadziłam.
Kościół, polityka, in vitro? Już lepiej...na te tematy każdy się wypowie. Krótko, siarczyście, z pełnym przekonaniem. Bez żadnych wątpliwości i bez dyskusji. Wszyscy mają własną prawdę i nie zamierzają jej ulepszać, modyfikować, zmieniać, bo po co? Czyli nie ma o czym gadać.
Praca i pieniądze? Nie, chyba, że można powiedzieć że się ich nie ma. To jest temat! Wszystko jest za drogie, wszystko kosztuje, w mieście nie ma pracy, publiczne przedszkola są przepełnione, a za prywatne trzeba płacić. Na nic człowieka nie stać, starcza tylko na dwie paczki fajek i czteropak piwka dziennie. Tyle przyjemności "szarego człowieka".
Ale zaraz, zaraz...
A kiedy ślub? 
A kiedy chrzest?
A kiedy dziecko?
A kiedy drugie?
Teraz to by trzecie się przydało, żeby chłopak w końcu był.
To są nasze ulubione złote myśli. Zawsze na miejscu, nieskrępowane, wypowiadane z zadziwiającą łatwością jakby nic poza rodzicielstwem i obrzędami kościelnymi nie istniało.
Uniwersalne. Pojawiają się na podwórku, w sklepie i na salonach. Wśród ludzi prostych jak i u tych z wyższych sfer.
I tak się zastanawiam skąd się biorą. Wykluczam ciekawość i zainteresowanie rzeczywistą odpowiedzią zmieszanego pytanego. Wątpię też, że ktoś oczekuje określonej reakcji. Bardziej traktuję pytanie o ślub i dzieci w kategoriach grzeczności.
"Dzień dobry"! Kiedy ślub?
"Cześć"! Kiedy drugie?
A jeśli się mylę i naprawdę wszyscy chcą wiedzieć, kiedy będę miała drugie dziecko, to po co? Chcą pomóc nam finansowo? Chcą wesprzeć mnie psychicznie reflektując opiekę nad dziećmi w weekendy? Może chcą odkładać na konto pieniądze na ich studia zagranicą? Albo będą ze mną na sali porodowej?
Nie, nie, nie, nic z tych rzeczy.
Więc po co? Przychodzi mi tylko jedno wytłumaczenie do głowy.
Wszyscy mamy potrzebę wyznaczania sobie wzorców, ideału do którego należy dążyć. Mamy naturalną skłonność do uśredniania i nie lubimy żadnych odstępstw od norm. Każdy powinien wziąć ślub, nawet mimo braku wiary, bo taka jest tradycja. Musimy mieć męża/ żonę, żeby mieć dwójkę dzieci, najlepiej parkę. Wtedy jesteśmy "pełną", "szczęśliwą" rodziną. (hmm, ciekawe?!)
Kobiety, które nie chcą mieć dzieci nie istnieją, bo to niezgodne z naturą. To pewnie ich sposób na zwrócenie na siebie uwagi....
Te kobiety, które mają jedno dziecko, są leniwe i interesowne.
Dzieci bez chrztu będą chore, a te których rodzice nie mają ślubu wytykane palcami.
A co jeśli kobieta jest w ciąży z szóstym dzieckiem?
Też jakaś nienormalna? To patologia, nie miłość.
Czy ktoś na ulicy pyta ją o następne?
Wątpię, ona już odbiega od społecznej wizji dobrej matki?

Żyjmy jak chcemy i dajmy żyć innym.
Bez presji i strachu o różne pytania.

Ps. Nasze życie to nie reklama? Nie musi w nim istnieć dwójka dzieci, pies kot i nutella na śniadanie byśmy odnaleźli szczęście.

 


piątek, 12 września 2014

nowe w szafie i nietylko

Nie jestem szafiarką, nie prowadzę bloga modowego, nie szaleję za zmieniającymi się trendami. Nie mam na to ani czasu, ani pieniędzy. Bycie zawsze na czasie, musi być bardzo wyczerpujące, czasochłonne i mało ekonomiczne;) I choć lubię wiedzieć co w modzie piszczy to nie pędzę na złamanie karku po nową kolekcję ubrań.
Jestem zmarzluchem, więc kiedy przychodzi jesień to myślę tylko o ciepłej garderobie. Teraz jestem matką, tym bardziej wygoda i dobre samopoczucie stały się dla mnie priorytetowe. Rano ubieram dres, a później jeansy i sweter. Co prawda powinnam być przygotowana, również na niezapowiedzianą randkę z mężem, wyjście do teatru, albo "imieniny u cioci", ale w takich sytuacjach muszę radzić sobie z tym co mam, albo zadzwonić do siostry;) Nie urodziłam się przecież wczoraj;). Do tego jestem zatwardziałą tradycjonalistką i minimalistką. Lubię mieć w szafie to co wiem, że założę i polubię. Pozostałym z pewnością podziękuję po drugim sezonie spoczywania na dnie szafy. Nie jestem typem "gromadzicielki", nie mam na to miejsca i nie czuję potrzeby przechowywania odzieży dla następnych pokoleń. Zbędnych części garderoby jest coraz mniej, przez ostatnie lata nauczyłam się wreszcie co mi pasuje. Potrafię przywiązać się do jakieś rzeczy na kilka lat (ku niezadowoleniu małżonka, który czasem nie może już patrzeć na sweter czy buty, które noszę czwarty rok;);)).
Zakupy robię dość sprawnie i szybko, chyba że budżet jest tak skromny, że trzeba dokonać wyboru. W takich sytuacjach najczęściej odpuszczam i kupuję coś córce;)

leginsy skóra sweter szary okulary tom ford




Już od kilku sezonów marzyłam o czarnej torbie z frędzlami. W końcu trafiłam na egzemplarz idealny.Mały worek z naturalnej skóry (przepraszam Joanna;);)) ma regulowany pasek-łańcuszek.
Kapelusz jest w mojej szafie od kilku sezonów, ale bardzo go lubię przede wszystkim za kształt i kolor. Dzięki niemu moje dzienne, jesienne stylizację nie są nudne;);)

kapelusz torba z fredzlami


Kalosze to obowiązkowy atrybut Matki Polki spacerującej.
Musiałam je mieć, choć pragnęłam tych najbardziej popularnych, te w zupełności zaspokoiły moje potrzeby i cena była odpowiednia (no name 109 zł):).

jesień-zima 2014/2015


Postanowiłam zmienić pielęgnację twarzy. Cena zestawu i pozytywne opinie w internecie zachęciły mnie do zweryfikowania skuteczności tajemniczych liści manuka. Do tego ten piękny kolor opakowań, bardzo oryginalny, pięknie prezentują się w łazience (oczywiście jeśli ją posprzątam;);))

pasta liście manuka ziaja

kuchnia Lidla
Ostatnie zakupy w  Lidlu bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Mnogość produktów, dostępnych do tej pory jedynie w sklepach z żywnością ekologiczną, niska cena sprawiły, że zdecydowanie za dużo zapłaciłam. Było warto, zwłaszcza, że pierwszy raz miałam okazję spróbować świeżej figi;)
Jak co roku dynie dostaję od szwagierki mniammm.
Wkrótce przygotuję krem, chleb i może jakieś ciasto:).