poniedziałek, 9 grudnia 2013

Bezstresowe rodzicielstwo!

Ciąża, poród, macierzyństwo, matka, córka, odpowiedzialność, bezwarunkowa miłość.
  
    Strach mnie obleciał.To chyba za dużo dla jednego człowieka ?Czy ja to udźwignę? Czy ja dam radę? Czy ja jestem gotowa na to "poświęcenie"? Przecież jestem taka młoda(czyt.30lat);)
Jak tylko zaszłam w ciąże radzono mi bym wyspała się na zapas...ale nikt nie mówił jak to zrobić.)Pocieszające było to, że nigdy nie lubiłam spać, więc przynajmniej nieprzespane noce nie będą mnie dołować, a ostatnie chwile wolności wolałam spędzić na czytaniu książek i blogów.
9 miesięcy ciąży to nie był czas uniesień i ekstazy, mimo wszystko do porodu szłam uśmiechnięta i pełna nadziei. Dlaczego? Nie wiem, bo jak się okazało moja pozytywna energia nie wpłyneła na rozwój wydarzeń;)Ale to już za mną nie ma co do tego wracać. Dużo bardziej bałam się depresji poporodowej. Nawet poprosiłam swoją położną środowiskową by bacznie obserwowała mnie na wizytach domowych. Jak się później okazało opowiadała o mnie innym swoim podopiecznym stawiając mnie za wzór. Czysty paradoks. Pierwsze miesiące spędziłam w domu i karmiłam, karmiłam, karmiłam. Nie czułam obciążenia, umiałam się na tyle zorganizować by moja niewielka przestrzeń życiowa była znośna. Dziecko przyjęłam z dobrodziejstwem inwentarza i pragnęłam mu dać to czego ode mnie oczekuje.
Życie toczy się tu i teraz.
  •    Czy moje życie się zmieniło? Tak
  •    Czy śpię w nocy? Nie
  •    Czy ma czas na kosmetyczkę i fryzjera? Jest ciężko
  •    Czy czytam książki i piję gorącą kawę o poranku? Raczej nie
  •    Czy się "poświęcam"? NIE
 Jeśli się zastanowię, to przepełnia mnie szczęście, mimo braku pełnej listy przyjemności sprzed ciąży. Mam teraz inne obowiązki, ale stały się naturalne i przyjemne. Nie zastanawiam się co mogłabym teraz robić, czym się zajmować jaki jest koszt alternatywny mojego macierzyństwa.
Dotyczy to również karmienia piersią. Nie myślę o tym co mogłabym zjeść i co wypić. Jak mogłoby być na całonocnej imprezie i kogo poznałabym gdybym poszła do pracy.
To kwestia priorytetów i potrzeb, które zmieniają się, bo życie idzie do przodu i my również


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz