czwartek, 2 stycznia 2014

Bukowina, góry, termy i my

    Zanim założymy narty, powąchamy grzańca;) i ulepimy mini bałwana na stoku, musimy spakować walizki i przeżyć 7 godzinną podróż z niemowlakiem. Czy to może się udać? Mieliśmy już doświadczenie, bo w październiku byliśmy z Laurą nad morzem.Wózek, narty i trzy walizki, dodatkowo stos zabawek i słodyczy(niestety). Może niektórzy lubią spać w samochodzie, ale moja córka na pewno do nich nie należy. Nie lubi również być za długo w jednym miejscu, a tu pół dnia trzeba przesiedzieć w foteliku. Ta perspektywa budzi w niej, a tym bardziej we mnie grozę, lęk, trwogę, strach itd. Obudziliśmy się o 4 rano, po godzinie Laura była już nieznośna, wiec miałam nadzieje, że jak tylko usiądzie w foteliku to obudzi się po trzech godzinach, jak bardzo się łudziłam okazało się 20 min później;)
    I co teraz?

najpewniej zadziała jedzenie np jabłko...

ciastko..

okulary taty...

czasem nic nam nie trzeba(tylko mama z telefonem):):)

Oczywiście były też gorsze momenty, ale tych nie chce wspominać i pokazywać;)
Dojechaliśmy, rozpakowaliśmy się, zjedliśmy kolacje i obserwujemy stok..z okna:)tzn. Laura jest cały czas na podłodze i zwiedza nowy pokój(szkoda, że wzięłam tylko najlepszą garderobę, szkoda jej na podłogę, cóż zrobić, pozostaje kupić lepszy proszek do prania po powrocie do domu ;))

  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz