wtorek, 16 września 2014

temat zastępczy

Cisza to najmniej pożądany element rozmowy.
Ludzie nie umieją milczeć.
O czym rozmawiać z dawno niewidzianą koleżanką z liceum, wujkiem czy z sąsiadką? Jakie tematy poruszać na babskich spotkaniach  i na rodzinnych eventach?
Kino, teatr, książka i szeroko pojęta kultura? Nie!!Nuda!!
Filozofia, teologia? O boże, teraz w ogóle przesadziłam.
Kościół, polityka, in vitro? Już lepiej...na te tematy każdy się wypowie. Krótko, siarczyście, z pełnym przekonaniem. Bez żadnych wątpliwości i bez dyskusji. Wszyscy mają własną prawdę i nie zamierzają jej ulepszać, modyfikować, zmieniać, bo po co? Czyli nie ma o czym gadać.
Praca i pieniądze? Nie, chyba, że można powiedzieć że się ich nie ma. To jest temat! Wszystko jest za drogie, wszystko kosztuje, w mieście nie ma pracy, publiczne przedszkola są przepełnione, a za prywatne trzeba płacić. Na nic człowieka nie stać, starcza tylko na dwie paczki fajek i czteropak piwka dziennie. Tyle przyjemności "szarego człowieka".
Ale zaraz, zaraz...
A kiedy ślub? 
A kiedy chrzest?
A kiedy dziecko?
A kiedy drugie?
Teraz to by trzecie się przydało, żeby chłopak w końcu był.
To są nasze ulubione złote myśli. Zawsze na miejscu, nieskrępowane, wypowiadane z zadziwiającą łatwością jakby nic poza rodzicielstwem i obrzędami kościelnymi nie istniało.
Uniwersalne. Pojawiają się na podwórku, w sklepie i na salonach. Wśród ludzi prostych jak i u tych z wyższych sfer.
I tak się zastanawiam skąd się biorą. Wykluczam ciekawość i zainteresowanie rzeczywistą odpowiedzią zmieszanego pytanego. Wątpię też, że ktoś oczekuje określonej reakcji. Bardziej traktuję pytanie o ślub i dzieci w kategoriach grzeczności.
"Dzień dobry"! Kiedy ślub?
"Cześć"! Kiedy drugie?
A jeśli się mylę i naprawdę wszyscy chcą wiedzieć, kiedy będę miała drugie dziecko, to po co? Chcą pomóc nam finansowo? Chcą wesprzeć mnie psychicznie reflektując opiekę nad dziećmi w weekendy? Może chcą odkładać na konto pieniądze na ich studia zagranicą? Albo będą ze mną na sali porodowej?
Nie, nie, nie, nic z tych rzeczy.
Więc po co? Przychodzi mi tylko jedno wytłumaczenie do głowy.
Wszyscy mamy potrzebę wyznaczania sobie wzorców, ideału do którego należy dążyć. Mamy naturalną skłonność do uśredniania i nie lubimy żadnych odstępstw od norm. Każdy powinien wziąć ślub, nawet mimo braku wiary, bo taka jest tradycja. Musimy mieć męża/ żonę, żeby mieć dwójkę dzieci, najlepiej parkę. Wtedy jesteśmy "pełną", "szczęśliwą" rodziną. (hmm, ciekawe?!)
Kobiety, które nie chcą mieć dzieci nie istnieją, bo to niezgodne z naturą. To pewnie ich sposób na zwrócenie na siebie uwagi....
Te kobiety, które mają jedno dziecko, są leniwe i interesowne.
Dzieci bez chrztu będą chore, a te których rodzice nie mają ślubu wytykane palcami.
A co jeśli kobieta jest w ciąży z szóstym dzieckiem?
Też jakaś nienormalna? To patologia, nie miłość.
Czy ktoś na ulicy pyta ją o następne?
Wątpię, ona już odbiega od społecznej wizji dobrej matki?

Żyjmy jak chcemy i dajmy żyć innym.
Bez presji i strachu o różne pytania.

Ps. Nasze życie to nie reklama? Nie musi w nim istnieć dwójka dzieci, pies kot i nutella na śniadanie byśmy odnaleźli szczęście.

 


2 komentarze: