piątek, 19 grudnia 2014

Czas relaksu

Myślę, że mam miłe życie, nie licząc tych dni, kiedy wydaję mi się, że całkiem zwariowałam. Najczęściej dzieje się to wtedy, kiedy ludzie, którzy mnie otaczają postępują w niezrozumiały dla mnie sposób lub wtedy gdy uświadamiam sobie, że marnuję swój "ogromny potencjał" i nie robię oszałamiającej kariery. Możliwe, że to dało by mi spełnienie, ale istnieje też prawdopodobieństwo, że mogło by mnie systematycznie unieszczęśliwiać. Ta niepewność wprowadza mnie w permanentny dysonans.
Często mam nieodparte wrażenie, że wystarczy zrobić jeden mały krok, że tuż za rogiem czeka na mnie coś niesamowitego. Spełnię wszystkie swoje marzenia i zrealizuję plany zawodowe. Niestety równie powszechna jest myśl, że życie to pasmo trudnych decyzji, złych wyborów, nieodpowiednich priorytetów i  znajomości.
Jestem niezrównoważona. Mam mętlik w głowie prawie non stop, dlatego poszukuję różnych form relaksu. Potrzebuję tego. Jeszcze kilka tygodni temu poświęcałam każdą wolną chwilę blogowaniu i nie myślę tu o pisaniu postów, ale o wszystkim co się z tym wiąże. Żeby opublikować nowy post muszę być z niego zadowolona, jeśli nie czuję się do końca kompetentna to nie poruszam pewnych tematów, jeśli napisanie czegoś może kogoś urazić też nie podejmuję tematu. A kiedy już pojawia się dobry pomysł nietrudno jest mi go zrealizować, poszukuję inspiracji, albo po prostu siadam i piszę. Ale jak to bywa w moim życiu przychodzi moment zwątpienia, znudzenia, przegrzania...wtedy muszę odpuścić i odpocząć, nabrać dystansu i zastanowić się nad sensem danej czynności. Tak też było z blogowaniem.
Na tę chwilę nie wiem jak będzie, marzę o fajnym blogu na wysokim poziomie, ale w tej chwili nie mam na to pieniędzy i motywacji. Zobaczymy co wydarzy się w nadchodzącym roku, a tymczasem relaksuję się w każdej wolnej chwili. Nie lubię polskich seriali, facebook już mnie nudzi, nie ma słońca, ani śniegu, ale odkryłam nową, fantastyczną formę odpoczywania z telefonem w ręku. Wstajemy rano, przygotowujemy śniadanie i oglądamy bajki...tzn ja przeglądam piękne fotografie, które potrafią niesamowicie inspirować, albo wprost przeciwnie przenieś w nieznane mi dotąd rejony mojej wrażliwej (niekiedy) duszy.
Kiedy nie byłam mamą kupowałam ogromną ilość magazynów wnętrzarskich, teraz szkoda mi pieniędzy i... ich samych. Zapewne w dość szybkim czasie zostały by wzbogacone o wysoką sztukę (czyt. rysunki mojej córki), co najgorsze mogłoby się tak stać jeszcze zanim zdążyłabym rzucić na nie okiem. Po co ryzykować, kiedy mam http://www.pinterest.com/ to on stał się dla mnie ostatnio niezwykłą odskocznią od rzeczywistości. Dlatego...
Zapraszam Was do mojego świata...
...jesteście głodni?:)







Jesteśmy już najedzeni i wypiliśmy aromatyczną kawę, więc zapraszam do domu:







Dobra, ale nie wiecie jeszcze jak wyglądam...
Oto ja!;)




Pozdrawiam wszystkich marzycieli.
Buźka!

1 komentarz: