środa, 8 października 2014

Jak powiedzieć dziecku, że zjada świnkę?

Nie jestem psychologiem dziecięcym, a szkoda. Może wtedy wiedziałabym jak rozmawiać z córką o "tych sprawach".
Niby nic, robiłyśmy codzienne zakupy. Tradycyjnie poszłyśmy do Biedry, później do osiedlowego warzywniaka i do masarni. Na obiad miała być wołowina, więc stoimy w kolejce, a Laura patrzy spokojnie w jeden punkt, a to niestandardowa sytuacja. Po chwili już wiedziałam co przykuło jej wzrok- figurka, różowej świnki. Leżała na ladzie, uśmiechała się mimo otoczenia w jakim się znalazła. Nie wiem, jaką  miała spełniać funkcję. Nie wiem, co myślał ktoś kto ją tam kładł, bo ja w pierwszym momencie na pewno nie myślam, zareagowałam spontanicznie i zaczęłam córce tłumaczyć:
" To jest świnka. Świnka robi chrum, chrum. Peppa jest świnką. Jest różowa....i czasem ją jemy na obiad...."
I dopiero kiedy usłyszałam własne słowa dotarło do mnie co ja właściwie mówię. Czy to był dobry moment? Czy powinnam? Jeśli tak , to w jako sposób? Czy to jest dobry powód, żeby przejść na wegetarianizm? Czy to nie jest hipokryzja?
Co zrobię wieczorem czytając bajkę? Codziennie oglądamy zwierzęta na farmie, pokazuję, opowiadam o życiu każdego z osobna. Laura kocha kury, podobnie jak kota czy psa. Zna odgłosy większości zwierząt, uczymy ją, że są kochane i potrzebne. Jak mam jej powiedzieć, że ludzie hodują zwierzęta, żeby je potem zjeść?
Laura jest jeszcze mała, nie zrozumie, ale mnie już teraz to pochłania, bo może zapamięta.
Nie jestem wielką fanką mięsa, lubię zjeść tradycyjną pierś z kurczaka czy wołowe hamburgery. Reszta mogła by dla mnie nie istnieć. Przygotowuję mięso trzy razy w tygodniu, czasem jemy wędlinę na kolację, ale wydaję mi się, że mieścimy się w nielicznej grupie ludzi ograniczającej mięso. Nasze, polskie tradycje kulinarne nie dają wyboru.  Mielone, bigos,kiełbasa itd.  Większość mięsożerców nie zastanawia się nawet przez chwilę czy to jest dla nich dobre, dla  zdrowia i samopoczucia. Wiem, wiem, jakim agrumentewm posługują się mięsożercy. "Ludzie od zarania dziejów jedli mięso". To prawda, ale wątpię, że neandertalczyk miał wątpliwą przyjemność zjadania mięsa nafaszerowanego antybiotykami, konserwantami, cukrem itd.
Nie jestem radykalna. Uważam, że we wszystkim należy zachować umiar. Nie rozumiem jednak dlaczego inni wolą kupić szynkę za 10 zł. wiedząc że nie ma w niej mięsa. A może nie wiedzą, żyją w nieświadomości. Tak czy inaczej to oni psują rynek, to oni chcą kupować tanie produkty, zamiast ograniczać ich ilość na rzecz jakości. Chciałabym w końcu iść do sklepu i nie musieć czytać składów chemicznych kiełbasy, bo i tak ich nie rozumiem.
Nie podjęłam decyzji o wykreśleniu mięsa z diety, bo to wymaga czasu i wiedzy. Nie mogłabym narażać bliskich na niebezpieczeństwo niedoborów. Dieta wegetarianina musi być zbilansowana i przemyślana, żeby była zdrowa. Na razie zostanę przy moim racjonalizmie i będę kupować mięso w sprawdzonych i dobrych sklepach. Podjęłam ostatnio również próbę zastąpienia uwielbianych przez Laurę parówek na sojowe, ale ta zamiana nie okazała się smaczna, ani dla niej ani dla mnie:) Może to jest czas żebym zrobiła domowe parówki, bo ich sekret tkwi chyba w kształcie, innego powodu dla, którego dzieci je tak uwielbiają nie znajduję.



Jedzmy zdrowo!
I nie bójmy się rozmawiać, pogłębiać wiedzę i domagać się zdrowych produktów!
Dbajmy o siebie!


2 komentarze:

  1. Będąc w ciąży, później karmiąc a teraz jak Iza jadła wędline (czas przeszły niestety bo juz nie chce) zaczęliśmy jeść wędliny dobre gatunkowo. Parówki osobiście lubię, Iza nie chce. Ale na obiad to jest mięsożerna oj bardzo. Ja bym odpuściła dziecku parówki sojowe no chyba ze jako urozmaicenie ;) Osobiście za mięsem nie przepadam, a dla mojego męża obiad bezmiesny to nie obiad. Nie będę narzucała jej swojego podejscia albo podejscia ojca. Jak widzi kotleta i jej "slinka cieknie" to po prostu daje i już :)

    OdpowiedzUsuń
  2. i dobrze! Zdrowy rozsądek jest najważniejszy

    OdpowiedzUsuń