piątek, 1 sierpnia 2014

Czego potrzebuje Matka Polka?

Są takie dni kiedy pragnę poczuć się jak człowiek czyt. kobieta.
Domowa codzienność powoduje pewne spustoszenia na umyśle i ciele, życie staje się jednostajne i nad wyraz powtarzalne. Z każdym dniem co raz bardziej pochłonięta macierzyńskim obowiązkiem odrywam się od rzeczywistości, jestem skupiona na kaszkach, kupkach i drzemkach. Na szczęście zdarzają się dni otrzeźwienia, a wtedy pojawia się silna potrzeba autonomii, chce wyjść z domu bez pierworodnej, ubrać się estetycznie i poczuć spojrzenia innych...;);) (marzenie ściętej głowy;);)).
Ale skąd wziąć na to siłę? Jak zebrać się w sobie? Jak przekonać samą siebie, że godzinne szykowanie przed wyjściem ma sens?
Po wszystkim rachunek zysków i strat jest zawsze in plus.
Co więc jest mi najbardziej niezbędne? Jak być sobą? Co zrobić dla siebie by czerpać z życia jak najwięcej?
O to kilka najważniejszych elementów tej mojej, osobistej, ale w moim mniemaniu bardzo uniwersalnej układanki. Zrealizowanie wszystkich punktów dało by mi pełną satysfakcję, ale aż tak wiele nie potrzebuję;):)Choć marzenia nie bolą;)

1. Sen.
Moim skromnym zdaniem to niezbędny element do tego by poczuć się jak człowiek;) Zrozumie to z pewnością każda matka "nieśpiącego dziecka". Bo jak skupić się na sobie jeśli myśli się tylko o tym by wrócić do łózka, by zamknąć się w sypialni i wyłączyć nianie. Nie chce już słyszeć płaczu, nie chce już robić  nocnego mleka, nie chce snu przerywanego pobudkami. Chce normalnego, zdrowego 8 godzinnego spania, we własnym łóżku i bez udziału rozpychającego się malucha. Jestem wyrodną matką? Jeśli ktoś tak myśli to niech zrobi test. Niech spróbuje przez dwa lata wstawać co 3 godziny na 15 min., albo spać z cenną filiżanką u boku;)
Na szczęście w tym temacie zrobiłyśmy niewielkie postępy. Na szczęście, bo korektor pod oczy już nie dawał rady tuszować czarnych sińców.


2. Luzzzz.
Tego potrzeba mi teraz najbardziej.
Nie wiem skąd we mnie te ambicje by być Perfekcyjną Panią Domu w ciele Ewy Chodakowskiej. Dlaczego muszę mieć wszystko najlepsze, najładniejsze, najczystsze i pachnące. Zastanawiałam się już nad tym dwa lata temu, kiedy szukaliśmy mieszkania. Większość ofert zawierała zdjęcia pokoi i łazienek nieposprzątanych. Jakby sprzedający nie mieli czasu schować suszarki pełnej ubrań, brudnych talerzy czy zabawek dzieci. Wydało mi się to dziwne i podejrzane, bo mnie przeszkadzają takie rzeczy na co dzień, nawet mimo wizyty gości. Czy to jakaś podprogowa reklama?
Wstaję, przygotowuję śniadanie, sprzątam i myję córkę ( metodą BLW ma jeden znaczący minus-bałagan), szykuję się na spacer, spaceruję, wracam, sprzątam, piorę, suszę, ściągam pranie, robię obiad, zmywam, kąpiemy Laurę, sprzątamy, robimy kolację, i nawet na balkonie nie posiedzimy;( Wszystko robię w biegu, automatycznie, w pełnym stresie. Nie umiem wyjść z domu kiedy w zlewie leżą brudne naczynia, nienawidzę wracać do nieogarniętego mieszkania, śpieszę się bo chce mieć ład i porządek wokół siebie. Śpieszę się na spacerze, na rowerze, przed obiadem i po obiedzie. Odbywa się to kosztem mojego zdrowia psychicznego. Zorientowałam się nie tak dawno, że nawet wychodząc spod prysznica nie tracę czasu na wytarcie się ręcznikiem, skracam wszystkie normalne czynności do minimum by coś jeszcze zrobić. Nie odpuszczam!!A powinnam czasem dać sobie na luz.....



3. Czekolada.
Oj tak...
Niezbędna, koniecznie dobrej jakości, najlepiej od Gordona Ramsaya ;) albo z dobrej cukierni. Można przygotować deser w domu, ale lepiej wyjść i spożyć go w najlepszej cukierni w mieście.
Czekolada to najlepszy przyjaciel człowieka-kobiety;)Jemy deser i nie myślimy o codzienności. Pijemy gorącą kawę i oddajemy się przyjemnej chwili. Czekolada to najlepszy powód do wyjścia. Jeśli mam ochotę na coś słodkiego jestem w stanie wyjść z domu o każdej porze dnia...



4. Sukienka albo/i buty.
Jeśli mam wyjść na zewnątrz, opuścić swoją macierzyńską kryjówkę to muszę czuć się na prawdę dobrze. Co to oznacza? Muszę nałożyć najlepszą sukienkę, a wiadomo, że najlepsza oznacza nowa;) Do sukienki muszą być i buty, no bo niby jak bez butów wyjść z domu;)


5. Czerwona szminka.
Mój ulubiony, letni kosmetyk bez którego nie wychodzę ostatnio z domu. Na co dzień używam jej do wykonania rumianych policzków, a wieczorem maluję usta (jeśli wychodzę oczywiście;);)).
Żeby efekt końcowy nie był za bardzo wieczorowy, nakładam szminkę palcem.

6. Wspaniali znajomi.
Bez komentarza (A i K :*)

 Wychodźmy więc z domu jak najczęściej!!

 *zdjęcia pochodzą ze strony http://www.pinterest.com/
 

6 komentarzy:

  1. Moja Ziuta ma już prawie 5 lat i - choć trudno w to uwierzyć - prawie zapomniałam, że przez pierwsze dwa lata budziła się co dwie godziny "na cyca" a drzemki w ciągu dnia to miewała tylko jak złapała jakiegoś wirusa... Pranie i prasowanie pokochałam - nie miałam wyjścia, a do ludzi mnie nie ciągnęło bo Pan Ojciec jest przy okazji jednym z lepszych kumpli jakich miałam w życiu - i rozbawi i przytuli jak trzeba. A słabsze chwile to chyba wyparłam - przydatna umiejętność;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam Cię za "krótką pamięć";) Mam nadzieje ze też zapomnę córce brak snu ;)Prasowanie jest przeze mnie znienawidzone już od dawna, więc nie liczę na jakąś nagłą, niespodziewaną miłość;)

      Usuń
  2. Mi czasem wystarcza cisza ,chwilka ciszy ... ale nie zawsze ,czasem właśnie muszę odreagować wyjściem z domu bez dziecka choć na godzinkę i na zakupy ... :)
    http://swiatamelki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Godzina? Zdecydowanie za krótko;)

      Usuń
  3. sen by się przydał i czasami chwila spokoju, ubrań też nigdy za mało, na znajomych nie mam co narzekać... aaa jeszcze dziadkowie, którzy blisko mieszkają by się przydali:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziadkowie na tej samej ulicy to było by coś...Niestety mamy do nich 70km

      Usuń